sobota, 21 stycznia 2017

EHSS - Rozdział 12

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

~carpe diem~

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -


            - To tu. – Taemin stanął przed drzwiami z numerem czterysta dwanaście. – Nie stresuj się tak, ona nie gryzie.
            - Wymyślam cudowne historie z naszą przyjaźnią w roli głównej. Jakoś nie mamy ich zbyt wiele, a już widzę, jak mnie będzie wypytywać o swojego kochanego synka. – Starszy chłopak wytarł lekko spocone dłonie o swoje dżinsowe spodnie.
            - Nie przesadzaj. Randka z wesołego miasteczka wystarczy. – Brunet uśmiechnął się złośliwie, ale po chwili spoważniał. – Ani słowa o moim zniknięciu pierwszego dnia. – Skrzywił się, a po chwili dodał – Albo twojej głupocie dzisiaj.
            Jonghyun podniósł ręce w obronnym geście.
            - Spoko, chłopie, wiem, jakie są granice.
            - To dobrze. – Młodszy odwrócił się i zapukał w drewniane drzwi, po czym uchylił je po usłyszeniu cichego „proszę”. – Hej, mamuś!
            - Taeminnie! Aleś ty szybki, nie zdążyłam nawet się umalować! – Ye Eun była na łóżku w pozycji siedzącej w ręce trzymając niewielkie pudełko z pudrem.
            - Malować? Po co? – Taemin uśmiechnął się i ustawił dwa krzesła naprzeciw łóżka kobiety.
            - Jak to po co? Pierwszy raz widzę twojego przyjaciela, muszę się ładnie prezentować! – Szatynka spojrzała w stronę wejścia do sali. – Zapraszam! Nie krępuj się! – Zachęciła Jonghyuna ruchem ręki.
            - Nawet bez makijażu jest pani bardzo ładna. – Chłopak uśmiechnął się ciepło. – Dzień dobry, proszę pani. – Pochylił delikatnie głowę.
            - Dzień dobry, dzień dobry! Jaki miły, ach, jak się cieszę, że Taemin ma takich świetnych przyjaciół!
            - Mamo, znasz go dwie minuty…
            - Wątpisz w mój siódmy zmysł?
            - Nie, nie, ależ skąd…
            - Yah! Ty mały! – Ye Eun zaśmiała się serdecznie, a Taemin odwzajemnił jej się szerokim bananem na twarzy. – Ale wracając do twojego znajomego… Czy to nie aby pan dinozaur, z którym dzielisz pokój, Minnie?
            Jonghyun spojrzał zdziwiony na młodszego.
            - Ty… Musiałeś nawet swojej mamie o moim przezwisku mówić?
            - Nie musiałbym mówić, a i tak sama by cię tak nazwała.
            - Pf… Policzymy się potem.
            - Według mnie należysz do gatunku uroczych – wtrąciła z uśmiechem kobieta.
            - Nawet pani… - Kim załamał się i zwiesił głowę.
            - Ale pomyśl pozytywnie - dziewczyną nudzą się zwyczajni faceci. Ostatnio popularne są typy dziko-słodkie.
            - Mamo!
            - No co? Myślisz, że się nie znam? Przeczytałam tyle tych kolorowych piśmideł, że teraz mogę robić za narodowego doradcę w doborze facetów.
            - Więcej ci ich nie kupię.
            - To poproszę, którąś z pielęgniarek, znam już wszystkich na oddziale!
            - Z tym też sobie jakoś poradzę.
            - Tak, tak, matki nie pokonasz, zapamiętaj! – Ye Eun przeczesała dłonią włosy. – Ale my tu tak rozmawiamy, a ja nawet imienia przybysza nie znam!
            - Jonghyun, proszę pani. – Blondyn znów skłonił głowę.
            - Jonghyun… Takie ładne imię… Twoi rodzice mają dobry gust.
            - Przekażę mamie, na pewno się ucieszy.
            - Taemin, mam prośbę… Skończyła mi się woda, a jeszcze jakieś ciasteczka by się przydały dla kolegi.
            - Niech pani się nie kłopocze, nie trzeba!
            - Jaki tam kłopot, te co zwykle, mamuś? – Taemin już wstał z krzesła.
            - Tak, czekoladowe są najlepsze!
            - Już się robi, tylko mnie nie obgadujcie za plecami…. Ściany mają uszy, wszystko będę wiedzieć! – Chłopak ostatni raz omiótł salę wzrokiem, po czym zamknął drzwi i skierował się korytarzem w stronę wind. Trzy panie w nieskazitelnie białych strojach kiwnęły mu głową na powitanie przy punkcie pielęgniarskim, na co on odpowiedział delikatnym uśmiechem. Bardzo dobrze znał pracownice na oddziale matki. Zbyt dobrze według Taemina.
            Przy windach pomógł starszemu panu w niebieskiej koszuli popchnąć wózek inwalidzki z jego żoną. Podziękowali mu gorąco, po czym na parterze rozeszli się w swoje strony: Taemin do szpitalnego kiosku, a małżonkowie do wyjścia. Chłopak westchnął głęboko. Naprawdę chciałby zobaczyć podobny obrazek z jego ojcem i Ye Eun jako postaciami pierwszoplanowymi. Już dawno nie widział, jak śmieją się razem, trzymają za ręce, czy całują w policzek. Pamiętał, jak w przedszkolu przychodzili go razem odebrać, z uśmiechami na twarzach. Pamiętał, jak na popołudniowych spacerach, trzymali się za ręce, a on w tym czasie ganiał się z Taseunem po parku. Brakowało mu tych drobnych gestów, nawet krótkich całusów, jakimi siebie obdarowywali, kiedy myśleli, że ich dzieci nie patrzą. Kiedyś krzywiłby się na taki widok i powiedział: „nie róbcie mi obciachu!”. Jeszcze kilka lat temu nie spodziewał się, że kiedyś będzie z taką goryczą wspominać te chwile i żałować, że nie było ich więcej.
            - Nowe czasopismo dla mamy? – Chłopak otrząsł się z zamyślenia i spojrzał zdezorientowany na kobietę za ladą.
            - Ach, nie, nie… Zamyśliłem się… - Taemin potargał swoje włosy i uśmiechnął się uroczo. – Dwie butelki wody i ciasteczka czekoladowe, mama je pokochała.
            - Te, które poleciłam ostatnio, prawda? Są pyszne, Ye Eun wie, co dobre! Pani Park odwróciła się plecami i sięgnęła na półkę po lewej stronie. – Niegazowana woda, prawda? – spytała wbijając odpowiednie cyfry na kasie. Nie czekając na odpowiedź sięgnęła pod ladę, a po chwili wyciągnęła dwie zamglone od zimna butelki.
            - Nie muszę się odzywać, a pani i tak wszystko wie.
            - Za często tu bywasz, kochany, zdążyłam cię przejrzeć na wylot. – Kobieta uśmiechnęła się smutno. – Jakieś wieści o wypisie?
            - Żadnych. – Taemin westchnął głęboko. – Niestety.
            - Będzie dobrze, zobaczysz. Ye Eun jest zbyt energiczna, żeby siedzieć przywiązana do łóżka. – Pani Park wyciągnęła rękę w stronę lady chłodzącej, sięgając po niewielką żółtą buteleczkę. – Lekarze biegają za nią po całym szpitalu, bo spacery ze stojakiem i kroplówką sobie robi.
            - Co robi?! – Chłopak wystraszony słuchał sklepikarki. – Matko, czego ja się dowiaduję?!
            - A ile zabawy ma przy tym! Chowam ją na zapleczu i pijemy kawę.
            - Ja jej zaraz zrobię wykład!
            - Oj, Minnie, nie przesadzaj. Nudzi jej się, nie ma nawet do kogo się odezwać, a u mnie raz na jakiś czas najnowsze ploteczki. – Pani Park podała buteleczkę brunetowi. – Gratis ode mnie.
            - Mleko bananowe! Dziękuję! – Taemin uradowany wziął do ręki prezent, po chwili wbijając słomkę przez folię. – Pyszne!
            Lee zapłacił za zakupy, chwycił torebkę z produktami i pożegnał się ze sklepikarką. Z uśmiechem siorbał przez słomkę swój ulubiony napój, który niestety szybko się skończył. Wyszedł z windy i wyrzucił zgniecioną buteleczkę do najbliższego kosza na śmieci. Z rozkoszą oblizał swoje wargi, na których pozostał żółtawy ślad po smakowym mleku.
            - Panie Lee! – Chłopak zatrzymał się zdziwiony i spojrzał na kobietę w białym stroju.
            - Coś się stało? – Taemin był wystraszony. Bał się, że stał się coś złego.
            - Ach, niech się pan nie martwi, nic się nie dzieje! Nastraszyłam pana niepotrzebnie. – Czarnowłosa pielęgniarka uśmiechnęła się przepraszająco. – Ja w innej sprawie, ale też dotyczącej pana matki. – Odgarnęła kosmyk włosów z twarzy. – Czy mógłby pan porozmawiać ze swoją mamą? Ostatnio non stop nam ucieka, a potem jak gdyby nigdy nic pojawia się na oddziale! Nie wiemy, gdzie się chowa, ale to jest niebezpieczne dla jej zdrowia. Powinna być pod stałą obserwacją na wypadek nagłego krwawienia czy omdlenia.
            - O-Oczywiście! Nie miałem pojęcia, natychmiast z nią porozmawiam!
            - Niech pan jej zbytnio nie gani, rozumiemy ją! Jeśli będzie chciała gdzieś wyjść, wystarczy powiedzieć jednej z pielęgniarek, na pewno dotrzyma towarzystwa. Nie chcemy jej trzymać przypiętej do łóżka dwadzieścia cztery na dobę.
            - Dziękuję bardzo za opiekę, porozmawiam z nią! – Lee skłonił się lekko i skierował w stronę sali. Po otwarciu drzwi ujrzał Jonghyuna siedzącego na krzesełku bliżej jego rodzicielki. Wyglądali, jakby nagle przerwano im bardzo ważną rozmowę. – Nie za dużo tutaj plotkujecie?
            - To ciebie długo nie ma! Mieliśmy siedzieć w milczeniu? – Ye Eun uśmiechnęła się niewinnie.
            - Założę się, że zdążyłaś zadać mu milion pytań dotyczących szkoły…
            - A żeby tylko szkoły…
            - To teraz ja z tobą przeprowadzę wywiad. Dlaczegoż to panienka wymyka się z oddziału? Wiesz, że to niebezpieczne. – Chłopak spoważniał.
            - Ech, Minnie, wiesz, że się człowiek nudzi, jak siedzi w szpitalu któryś dzień z rzędu.
            - Wiem, ale nie możesz tak samej wychodzić. Nawet, jakby coś ci się stało, to lekarze nie wiedzą, gdzie cię szukać. – Lee przeczesał ręką włosy. - Pielęgniarki cię lubią, poproś jedną i przejdziecie się do sklepiku, napijecie herbaty czy kawy i wrócicie, dobrze?
            - Dobrze, kochanie, dobrze. – Kobieta uśmiechnęła się, sięgając po dłoń syna i ściskając ją lekko. – Będę dobrą pacjentką, obiecuję!
            - Słowo?
            - Słowo!
            Taemin odetchnął z ulgą i spojrzał na siedzącego przy łóżku Ye Eun blondyna. Mina starszego go zaniepokoiła. Jonghyun był blady, wyglądał, jakby chciał coś ukryć za wszelką cenę i nie dać po sobie poznać, ale niestety nie udało mu się. Lee zdążył wyczuć niepokój kolegi, przez co sam zaczął czuć się niekomfortowo. Odsunął od siebie niepotrzebne myśli i podniósł do góry torebkę z zakupami.
            - Przyniosłem ciacha! – powiedział radośnie, po czym wystawił wody na niewielką półkę obok łóżka, a następnie zaszeleścił paczką słodkich przekąsek. Zaśmiał się, widząc błysk w oczach mamy. – Proszę bardzo! – Podsunął otwartą paczkę w stronę czarnowłosej.
            - Ach, najpierw goście Minnie! Poczęstuj Jonghyuna!
            - Nie, nie, dziękuję! – Blondyn zaprzeczył nieśmiało.
            - Ale ja nalegam, te ciastka są pyszne! Obrażę się, jak nie spróbujesz!
            - Lepiej weź, mama jest pamiętliwa!
            - Skoro tak… - Jonghyun sięgnął po słodkość i szybko ugryzł. – Wo! Naprawdę dobre! – powiedział, szybko dojadając resztę.
            - Mówiłam! – Ye Eun zaśmiała się ciepło, po czym sama wzięła jedno z ciastek.
            Rozmawiali jeszcze dobrą godzinę. Taemin skarżył się na swojego współlokatora, a ten tylko wzruszał ramionami i wtrącał zabawne uwagi na temat młodszego. Ye Eun patrzyła na nich z ogromnym uśmiechem, ale w jej oczach czaił się smutek. Niepokoiło to chłopaka. Wyczuwał w powietrzy dziwną atmosferę między jego rodzicielką a Jonghyunem. Był ciekawy, o czym rozmawiali, kiedy ten był w szpitalnym sklepiku.
            - Powinniście się zbierać, lekcje same się nie zrobią – powiedziała nagle szatynka. – Masz dużo do nadrobienia, prawda Minnie?
            - Ym... – Chłopak zaczął nerwowo drapać się po głowie. – Tylko troszkę...
            - Już ja widzę to „troszkę”. No już mi stąd!
            - Ała! Gazety nie stworzono w celu bicia!
            - Czyżby? To ty mało wiesz o życiu, mój drogi! Gazety to najlepszy środek na dzieci od lat!
            - Dobra, dobra, już idziemy, łap kurtkę, Jong. – Taemin rzucił w blondwłosego ubraniem, które ten złapał w ostatniej chwili.
            - Miło było panią poznać! – Jonghyun ukłonił się nisko.

            - Och, już bez tych formalności! Do zobaczenia! – Ye Eun ostatni raz pomachała do swoich gości, uśmiechając się szeroko. Jeszcze przez moment wpatrywała się wesołym wzrokiem w dopiero co zamknięte drzwi. Po chwili jednak jej policzki przyozdobiły dwa lekko błyszczące, wilgotne ślady po łzach. – Przepraszam, Minnie. Tak bardzo przepraszam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyświetlenia

○Postępy○

EHSS:
[rozdział 13] - 2%

♥~○~♥