- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Płakałem przy Tobie siedem razy
Paring: OnTae
Charakterystyka i opis: Taemin rzadko kiedy ukazuje światłu dziennemu swoje łzy. Jednak każdy potrzebuje oparcia i osoby, która te słone krople zachowa głęboko w swoim sercu.
Ostrzeżenia: Brak
Autor: Lucy/Misiol
Paring: OnTae
Charakterystyka i opis: Taemin rzadko kiedy ukazuje światłu dziennemu swoje łzy. Jednak każdy potrzebuje oparcia i osoby, która te słone krople zachowa głęboko w swoim sercu.
Ostrzeżenia: Brak
Autor: Lucy/Misiol
- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Płakałem przy Tobie siedem razy.
Jedyny widziałeś mnie w takim żałosnym stanie. Jedyny ocierałeś moje gorzkie łzy. Byłeś moim oparciem, gdy zacząłem upadać. Bezpieczną przystanią, gdy na morzu szalał sztorm. Nigdy nie pytałeś o powód, po prostu byłeś, użyczając mi swojego ramienia. Każdy, kto cię znał, wiedział, że jesteś prawdziwym przyjacielem. Wszyscy oprócz mojej osoby.
Dla mnie byłeś kimś więcej.
Patrzyłem na ciebie wyjątkowym wzrokiem. Przez lata odkrywałem cię powoli, krok po kroku, nie spiesząc się. Cieszyłem się z twojej obecności, najmniejszego uśmiechu, czy słowa wypowiedzianego w moją stronę. Zdradzałeś mi swoje sekrety, a ja w zamian opowiadałem swoje tajemnice.
Nie byłeś przyjacielem.
Na pewno nim nie byłeś. Od początku moje serce ustawiło cię w innym miejscu. W miejscu, gdzie tylko ty mogłeś stać.
Pamiętasz, jak nas trenowali?
Dobrze tańczyłem. Od dziecka byłem w tym niezły. Prawda jest taka, że tylko dlatego mnie przyjęli. Kompletne przeciwieństwo twojej postaci. Wspaniale śpiewałeś. Miałeś unikatową barwę głosu. Przyjęli cię bez dłuższego namysłu. Idealny materiał na gwiazdę. Jedyną rzeczą, jakiej nie miałeś, była kondycja. Zawsze pierwszy padałeś zmęczony na podłogę. Zawsze pierwszy prosiłeś chociaż o jeden łyk wody. Zawsze pierwszy wychodziłeś na przerwę.
Już wtedy zwróciłeś moją uwagę.
Dobrze wiedziałeś, czego chcesz i kim chcesz zostać. Ja taki nie byłem.
Miałem szybko upaść.
Słaby głos. Brak w nim siły i oryginalności. Mętny. Nijaki. Po prostu zwyczajny. Żyłem kurczowo trzymając się liny ratunkowej, jaką był taniec. Wspinałem się po niej z całych sił, po drodze próbując szukać innych desek ratunku. Nie było nic. Nic oprócz rozjuszonego morza.
Wtedy nas połączyli.
Piątkę zwyczajnych nastolatków z wielkimi marzeniami. Dogadywaliśmy się. Mimo różnic wieku, mimo różnych stylów. Wszyscy mieliśmy jeden cel – stanąć na scenie. Wtedy poczułem, że jestem od tego najdalej. Mimo, że podziwiałeś mój taniec. Mimo, że zachwycałeś się moimi ruchami.
Taniec to nie wszystko.
Tak wtedy powiedzieli. Delikatna sugestia, abym się szykował. Szykował na wydalenie z wytwórni. Bolało. Nie wspomniałem wam o tym ani słowem. Nie chciałem waszego współczucia. Żalu od osób, które będą mogły iść drogą, która dla mnie istniała tylko w snach. Tych najbardziej fantastycznych.
Mój ostatni dzień.
Jak zawsze pożegnałem was z uśmiechem. Do tej pory nic nie wiedzieliście. Mimo nastu lat byłem mistrzem kłamstw. W końcu zostałem sam. W całym budynku znajdowały się ze cztery osoby. W tym ja będący na naszej sali. Chociaż nie… To była wasza sala. Ja już zostałem odrzucony. Stanąłem na środku i padłem na kolana. Ręką delikatnie dotykałem podłogi. Muszę się pożegnać. Pogrzebać marzenie i zapomnieć o nim.
Jakby nigdy go nie było.
Nie zauważyłem, że łzy spływają po moich policzkach. Czułem jedynie ból. Tysiące igieł wbijających się w serce, które i tak się dusiło. Miałem ochotę wyć i krzyczeć. Że tak nie powinno być. Że to nie ja powinienem odejść. Że świat na pewno się pomylił.
Nie krzyczałem.
Jedynie mój szloch odbijał się od ścian i luster. Za późno na wrzaski i narzekania. To koniec. Zniknę stąd, a oni za kilka dni mnie zapomną i będą iść dalej. Tam, gdzie ja nigdy miałem się nie znaleźć.
Minnie.
Tak wtedy do mnie powiedziałeś. Zapaliłeś światło i powoli podszedłeś. Nie pytałeś. Choć widziałem, że chcesz wiedzieć. Nie pytałeś. Wyciągnąłeś ramiona i oplotłeś mnie nimi. Jakbyś był moim starszym bratem. Siedziałeś ze mną do rana. Choć nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Choć twój telefon przerywał bezwzględną ciszę niezliczoną ilość razy. Nie odbierałeś. Zostałeś ze mną.
Miałeś odejść, młody.
W drzwiach stał kierownik wytwórni. Od razu zrozumiałeś. Bez zastanowienia wstałeś i zakryłeś mnie swoim ciałem. Jakby w moją stronę strzelał płatny morderca. Nie liczyły się dla ciebie skutki. Z całych sił mnie broniłeś. Mogłeś na tym ucierpieć, mogłeś sam stracić swoje marzenie.
On będzie najlepszy.
Spojrzałem na ciebie. Tak, powiedziałeś to. Byłeś pewny tych słów, czułeś, że masz rację, że tak jest zaplanowana moja przyszłość. Znów chciałem płakać. Z wdzięczności. Za to, że mam takiego przyjaciela.
Zostałem.
Kierownik poddał się i niechętnie tobie zaufał. Do tej pory tylko ty wiesz o tamtej gorzkiej nocy. Tylko ty możesz ją ze mną wspominać. Po tylu latach patrzymy na to z uśmiechem. Teraz jest dobrze. Dzięki tobie mogę iść dalej ścieżką, która kiedyś wydawała się taka odległa.
A pamiętasz naszą pierwszą wygraną?
Trzy miesiące od debiutu. Byliśmy naprawdę niezwykłą grupą. Cudowni debiutanci. Wszyscy ronili łzy. Szczęśliwe krople deszczu. Z uśmiechami na twarzy dziękowaliśmy za spełnione marzenie, za stworzenie nowych, do których drogi były bardziej kręte. Zeszliśmy ze sceny, a ja dopiero wtedy poczułem, że to wszystko dzięki tobie. Że jestem tu, gdzie jestem. Że mogę żyć, robiąc to, co kocham. Łzy, które były na moich policzkach, zmieniły się w ciepły strumień.
Przytuliłeś mnie.
Potargałeś moje włosy i uśmiechnąłeś się. Nie wiedziałeś, że płaczę z wdzięczności do ciebie. Nie wiedziałeś, ile dzięki tobie mam. Nie wiedziałeś, jak bardzo cię pokochałem.
Trzeci raz był gorzki.
Nieszczęsny trening, na którym zwichnąłem kostkę. Mówili, że to nic poważnego, ale wbrew słowom zatrzymali mnie w szpitalu. Martwiłeś się. Umyślnie omijałeś swój grafik, aby ze mną pobyć i mnie rozśmieszyć. Choć słyszałem, jak menadżer robi ci awantury, nie miałem siły cię odsyłać.
Chciałem być z tobą jak najdłużej.
Każdą sekundę, każde twoje słowo i minę starałem się zachować głęboko w swoim sercu. Teraz próbując dopłynąć do tych wspomnień, widzę, jak wiele pominąłem. Jak wiele zapomniałem i zagubiłem po drodze. Już tego nie odnajdę.
Znów mnie odwiedziłeś.
Jak zwykle ubrany w perlisty uśmiech. Na sam twój widok moje serce śmiało się jak głupie. Bo przyszedłeś. W ręce trzymałeś torebkę. Znów przemyciłeś jakieś jedzenie. Uważałeś, że mnie głodzą. W sumie miałeś rację, ale nigdy ci tego nie powiedziałem. Właśnie wyjmowałeś czerwone pudełko.
Szanse na całkowite wyleczenie są nikłe.
Lekarz robił obchód i zatrzymał się przy mnie. Powiedział to. Bez żadnego wstępu. Na początku nie zrozumieliśmy, co miał na myśli. A może nie chcieliśmy zrozumieć? Pragnęliśmy wierzyć, że to był zwykły żart.
Operacja jest bardzo ryzykowna.
Wciąż udawałem, że nie rozumiem słów mężczyzny. Choć czułem, że delikatnie splotłeś nasze palce, przyciągnąłeś mnie i przytuliłeś. Szeptałeś, że wszystko będzie dobrze. Nie rozumiałem cię. Przecież ten lekarz kłamał. On musiał kłamać.
Mówił prawdę.
Najmniejszy błąd i już nigdy nie zatańczę. Już nigdy nie będziesz podziwiał moich ruchów. Już nigdy nie poprosisz, abym pomógł ci z układem.
Łzy same zaczęły płynąć.
Milczałem, tępo patrząc w ścianę. Byłem bezsilny. Znów miałem być gotowy na rozstanie z marzeniem. Na pogrzebanie go głęboko pod ziemią. Po raz kolejny ja. Nie to dziecko biegnące za oknem, nie ta para trzymająca się za ręce w parku. Tylko ja.
Nie pozwolę ci cierpieć.
Tak mówiłeś. Nie opuściłeś mnie ani na chwilę. Całą noc siedziałeś przy moim łóżku. Choć wiedziałem, że jest ci ciężko, że jesteś zmęczony, nie mogłem cię odesłać. Nie teraz, nie ciebie. Może byłem samolubny, ale potrzebowałem cię. Potrzebowałem twoich delikatnych rąk, ocierających moje łzy. Twoich ciepłych słów szeptanych w moją stronę. Twoich zapewnień, że…
Będę najlepszy.
Znów to powiedziałeś. Mimowolnie uśmiechnąłem się i zacząłem ci wierzyć. Twoim słowom zawsze ufałem, a ty zawsze pilnowałeś, aby były prawdziwe. Choć na operację nie miałeś wpływu. Wierzyłem ci, a ta wiara dawała siłę.
Nie kłamałeś.
Po dwóch miesiącach znowu mogłem z tobą tańczyć. Choć nie dotrzymywałeś mi kroku. Mogłem tańczyć. Wszyscy dziękowali lekarzom, a ja… Byłem wdzięczny tobie. Nie ty kilka godzin stałeś nad stołem operacyjnym. Nie ty rozcinałeś moją skórę. Nie ty to zrobiłeś.
Ale to ty mnie wyleczyłeś.
Teraz jest dobrze. Z nogą wszystko w porządku. Scena nadal jest naszym drugim domem. Wspólnym miejscem. Nie jesteś na niej beze mnie tylko ze mną. A tego najbardziej pragnąłem.
Nie wszystkie łzy były gorzkie.
Nie mogłem pojąć, jak zachowali się w twoje urodziny. Mieli zapełniony grafik. Też miałem, ale ten jeden raz był mi on obojętny. Nie zapomnę twojej miny, gdy wszedłem do naszego mieszkania z promiennym uśmiechem, śpiewając ci sto lat, a w rękach trzymając tort. Choć widziałem, że chcesz mnie zganić, nie zrobiłeś tego. Byłeś szczęśliwy. Dzięki mnie.
Razem zdmuchnęliśmy świeczki.
Nie chciałeś mi powiedzieć o swoim marzeniu. Mimo łaskotek nie pisnąłeś ani słówka. Długo rozmawialiśmy, a naszym słowom towarzyszył ciepły śmiech. Poszedłeś do kuchni. Wróciłeś, niosąc w rękach dwa kieliszki i wino. Wiedziałeś, że jestem niepełnoletni. Byliśmy sami i chciałeś to wykorzystać. Włączyliśmy film. Do tej pory nie mogę przypomnieć sobie tytułu. Sprawiłeś, że zapamiętałem ważniejsze fakty.
Wino szybko znikało.
Piłeś więcej ode mnie. Bez powodu. Po prostu miałeś na to ochotę. Nieświadomie upiłeś się. Rozum podpowiadał mi, abym zabrał ci kieliszek. Nie zrobiłem tego. Czułem, że nie chcę tego zrobić. Zbliżał się koniec filmu, a ty…
Splotłeś nasze ręce.
Spojrzałem na ciebie zdziwiony, a ty tylko uśmiechnąłeś się. Moje pytanie utonęło w twoich ustach. Ciepłych wargach zapraszających mnie do wspólnej przyjemności.
Nie mogłem się oprzeć.
Pokusa była zbyt wielka. Nie wiem, kiedy zacząłem się odwzajemniać. Nie wiem, kiedy znaleźliśmy się w twoim pokoju. To było nieistotne. Liczyłeś się ty i twoja obecność. Nie ociągałeś się. Alkohol dodał ci odwagi.
Ubrania szybko ozdobiły podłogę.
Byłem szczęśliwy. Na tamtą noc miałem cię tylko dla siebie. Twój szept, twoje ciepło, nawet twoje ciało, z którego biło gorąco. Daliśmy się ponieść chwili i czerpaliśmy z niej jak najwięcej przyjemności. Nienawidzę siebie za to, że nie pamiętam nic więcej oprócz tamtego momentu.
Moich łez, które ty wywołałeś.
Rozrywający ból spowodowany przez twoją osobę. Przygryzłem wargę do krwi, ale i to nie pomogło. Przepraszałeś mnie, mówiłeś, że zaraz będzie dobrze.
I miałeś rację.
Obudziliśmy się wcześnie, wtuleni w siebie. Głaskałeś moje włosy z błogim uśmiechem. Alkohol przestał działać, a ty nadal byłeś przy mnie. Nie rozmawialiśmy, po prostu trwaliśmy w czasie, delektując się nim.
Nasze relacje się nie zmieniły
Zachowywaliśmy się normalnie. Bez żadnych zmian. Bez zawstydzenia. Bez skrępowania. Znowu byliśmy przyjaciółmi.
To był nasz szósty rok.
Wytwórnia dała nam trochę spokoju, czasu na odpoczynek przed wydaniem albumu. Siedzieliśmy wszyscy w dużym pokoju. Pierwszy raz od bardzo dawna mieliśmy szansę spędzić razem trochę więcej czasu. Dzieliliśmy się wszystkim. Od historii bez puenty po najskrytsze tajemnice w naszych sercach. Humor nam dopisywał i nie zamierzał opuścić. Przynajmniej tak się wydawało.
Mama nie żyję.
Odebrałem telefon i usłyszałem głos brata. Nie wierzyłem mu. Prosiłem, aby nie żartował w taki sposób. Wczoraj przecież z nią rozmawiałem. Nie mogła tak nagle zniknąć.
W jej auto wjechała ciężarówka.
Patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Nie wiedzieli, dlaczego mam taki zdesperowany głos. Dlaczego tak błagam rozmówcę, aby przestał kłamać. Zaczęli pytać, dręczyć mnie swoją ciekawością. Ty jeden patrzyłeś na mnie inaczej. Wstałeś i mocno mnie przytuliłeś.
Wiedziałeś, że jest źle.
Powstrzymałeś się i nie zadałeś żadnego pytania. Po prostu usiadłeś obok, oplotłeś ramionami i kołysałeś jak dziecko. Ukryłeś mnie przed resztą, nie zwracając uwagi na ich głosy. Dla ciebie liczyłem się tylko ja.
To był piąty raz.
Nie chciałem znowu przy tobie płakać. Uderzałem pięściami o twoją klatkę piersiową. Nie byłem delikatny. Czułem, że masz ochotę syknąć z bólu, ale nie puściłeś mnie, jednie wzmocniłeś uścisk. Tylko ty widziałeś moje łzy. Nie chciałeś ich pokazać nikomu innemu. To ty chciałeś być przy mnie.
A może tak sobie wmawiałem?
Podczas pogrzebu byłeś obok mnie. Nie potrzebowałem twojego głosu i słów. Wystarczyła twoja obecność. Twoja bliskość. Może byłeś tego nieświadomy, ale znów mi pomogłeś powstać. Nie pozwoliłeś długo siedzieć z podkulonym ogonem. Jesteś przyjacielem. Najcenniejszym jakiego mam.
Nasze wspomnienia są niezwykłe.
Przyszedłeś do mnie z uśmiechem na ustach. Już osiem lat tworzymy razem muzykę. Naszło cię na rozmyślanie o przeszłości. Usiadłeś obok mnie na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać.
O wszystkim, co pamiętaliśmy.
O tych smutnych jak ich radosnych dniach Pełnych goryczy lub słodkości. Chcieliśmy, aby jeszcze bardziej wyryły się w naszych sercach. Abyśmy nigdy nie zapomnieli, jak wiele razem przeżyliśmy. Jak wiele sobie nawzajem zawdzięczamy. Ile tobie zawdzięczam. Ile mi dałeś od siebie.
Zamknąłem oczy szczęśliwy.
Miałem ciebie tuż obok. Mojego ukochanego, do którego miłość nadawała mi sens życia i stała się głównym powodem istnienia.
Te łzy były najpiękniejsze.
Pełne radości i ciepła. Potargałeś mi wtedy włosy i z uśmiechem nazwałeś płaczliwym głupkiem. Powiedziałeś tak, ale na twoim policzku widziałem wilgotny ślad. Byłeś tak samo szczęśliwy jak ja. Nie żałowaliśmy niczego z naszej znajomości ani z drogi do spełnienia marzeń. Były potknięcia, były upadki, ale zawsze wstawaliśmy. Wspinaliśmy się do góry, aby dotknąć nieba.
Udało nam się.
Tak myślałem, dopóki nie zobaczyłem tego błyszczącego okręgu na twoim palcu. Poczekałeś na dni, kiedy będziemy mieli trochę odpoczynku. Czekaliśmy na ciebie w salonie z niepewnymi minami. Nie wiedzieliśmy, co wymyśliłeś. Nagle wszedłeś do środka. Nie byłeś sam.
To moja narzeczona.
Powiedziałeś z uśmiechem, jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. A więc ten dzień nadszedł. Odnalazłeś to. Szukałeś bardzo długo, ale w końcu ci się udało.
Znalazłeś swoją miłość.
Od dziecka dobrze kłamałem. Nawet nie zauważyłeś, że moje serce już nie ma powodu, aby dalej wybijać swój rytm. Że złamane na pół zapada się i czernieje, wywołując dziwne uczucie pustki.
Nienawidziłem cię, kochając.
Niewyobrażalny paradoks, ale udowodniłem, że jednak istnieje. Witałem twoją miłość z ciepłym uśmiechem, z radością. Gratulowałem ci serdecznie. Prosto z serca.
Które złamane opadało na dno oceanu.
Zjedliśmy razem kolację, odwiozłeś ukochaną, po czym wróciłeś do naszego mieszkania. Mieszkania, z którego niedługo znikniesz. Zamieszkasz gdzieindziej. Z kimś innym. Beze mnie.
To nie tak miało być.
Wszedłeś do mojego pokoju. Odetchnąłeś głęboko i usiadłeś obok.
Wiedziałeś?
Wiedziałeś, że każda chwila bez ciebie, była koszmarem? Wiedziałeś, że każdy twój uśmiech sprawiał mi nieopisaną rozkosz? Wiedziałeś, że uwielbiałem, kiedy targałeś mi włosy?
Ty to wiedziałeś.
Chciałeś mnie przytulić? Dlaczego? Najpierw łamiesz mi serce, a potem chcesz pocieszać? To twoja wina. Twoja wina, że straciłem wszystko, co uważałem za sens życia.
Uderzyłem cię wiele razy.
Moja pięść raz po raz lądowała na twojej klatce piersiowej. Wyzywałem cię, nazwałem draniem bez serca. Powiedziałem, że cię nienawidzę. Jednak każde uderzenie było co raz słabsze. Traciłem siły. Złość zamieniała się w desperację i bezsilność. Zraniłeś mnie, ale nie chciałem cię stracić. Nienawidziłem cię za ten ból, ale nie mogłem przestać kochać.
To były ostatnie łzy przy tobie.
Dziś płaczę ósmy raz. Pierwszy bez ciebie u mojego boku. Nie ma cię i nie będzie. Już nigdy. Jesteś szczęśliwy, wpatrzony w nią jak w obrazek.
To ja chciałem nim być.
Miałem tyle okazji i tyle szans. Wszystkie straciłem. Teraz muszę żyć dalej. Nadal jesteśmy zespołem. Nadal jesteśmy przyjaciółmi.
Tylko przyjaciółmi.
Żegnam swoją miłość gorzkimi łzami, których tym razem nie wytrzesz.
Płakałem przy tobie siedem razy.
Przez ciebie będę płakać tysiąc.
- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz