- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Wczorajsza wizyta dziewczyny to było coś,
czego potrzebował. Chociaż trochę doładował swoje baterie i oderwał od przykrej
rzeczywistości. Ye Eun opowiedziała o całej sytuacji Soojung. Taemin nie znał
dalszych szczegółów tej rozmowy, a czarnowłosa za nic nie chciała ich zdradzić.
Pozostała mu jedynie nadzieja, że zbytnio go nie obgadały.
Niedzielna pogoda była świetna. Jeszcze nie
zaczęła się wiosna, a słońce przygrzewało jak szalone. Taemin z radością
ściągnął kurtkę ze swoich ramion i spojrzał w stronę nieba. Nie było
bezchmurne, ale niektóre puchowe kształty coś mu przypominały. Przekręcił
głowę, zrobił dwa kroki do tyłu i lekko okręcił. Uśmiechając się szeroko,
sięgnął ręką do kieszeni po telefon, aby zrobić zdjęcie.
- To trochę przerażające. –Wzdrygnął się, gdy
nagle usłyszał czyjś głos niedaleko swoich uszu.
- Co jest takie przerażające? – Taemin
odwrócił się w stronę przybysza i ucieszył się, gdy zobaczył znajomą, niemal
białą czuprynę. – Nie strasz mnie tak, Jjong.
- Twój uśmiech, gdy wpatrywałeś się w niebo.
Wyglądałeś jak psychopata, który właśnie obmyślił świetny plan zamordowania
prezydenta. – Chłopak stanął obok Lee i włożył ręce do kieszeni. – Co ciekawego
wypatrzyłeś?
- Ciebie – odpowiedział krótko, po czym
wyciągnął dłoń w stronę białoróżowego obłoku. – Tu jest ogon, łapy, tułów i duuuży
pyszczek. Nawet wielkość się zgadza, też jest niski.
- Te, młody! – Jonghyun trzepnął go w głowę.
– Nie pozwalaj sobie! Ta dzisiejsza młodzież!
- Jesteś rok starszy, nie ma wielkiej
różnicy!
- Dwa lata! Siedemset trzydzieści dni!
Siedemnaście tysięcy pięćset dwadzieścia godzin! To sporo chłopie!
- Jesteś dobry z matmy, czy po prostu
strzeliłeś na oko liczbami?
- Ej no!
- Zaraz, masz dziewiętnaście lat? Przecież
jesteś w drugiej klasie.
- Opuściłem jeden rok. – Blondyn odetchnął
głęboko. – Zacząłem później liceum przez komplikacje rodzinne.
- Och, nie wiedziałem, sorry. – Taeminowi
zrobiło się głupio.
- Luzik. Jak widać jeszcze żyję i nie zamierzam
umierać – zaśmiał się głośno, ale zdziwił go brak reakcji u bruneta. – Ugh,
powiedziałem coś nie tak?
- Nie, nie! Dobrze, że wszystko w porządku.
- Czy ty nie chciałeś czegoś zrobić z
telefonem? Masz go non stop w ręce…
- A, no tak! Zdjęcie Dino-chmury! – Młodszy
szybko skierował aparat w stronę nieba, ale niestety było za późno. – Szlag by
to. Zagadałeś mnie i już zmieniła kształt.
- O jak mi przykro, będziesz płakać? Czekaj,
może wrócę po chusteczki!
- Weź przestań. Tak w ogóle, to szedłeś gdzieś?
– Taemin spytał zaciekawiony.
- Ta… Mam spotkanie… - Kim lekko zmarkotniał.
- Z kolejną klientką? Widać, jak się
cieszysz. – Lee uśmiechnął się złośliwie, ale zauważył smutny wyraz towarzysza.
– Idziesz ze mną na miasto? – spytał, jakby nie wiedział o planach drugiego.
- Właśnie ci powiedziałem, że mam… E, gdzie
mnie ciągniesz! – Starszy próbował wyrwać swoją dłoń z uścisku Taemina. –
Młody!
- Jest niedziela, piękna pogoda! Nie będziesz
go marnować na pieprzenie się z jakąś szatynką!
- Ona jest blondynką!
- Tlenioną. Och, przestań, będzie fajnie!
- I co niby będziemy robić, hm?
- Pogłębiać nasze przyjacielskie więzy?
- Ty naprawdę jesteś jakiś psychiczny. A
myślałem, że tamta trójka to przypały!
- Poznasz moc mrocznego Lee Taemina. Hehehe…
- Jonghyun wzdrygnął się na złowieszczy śmiech znajomego.
- Wiesz, raczej podziękuję… zostawiłem
żelazko na gazie czy tam ziemniaki w pralnicy…
- Już się nie wywiniesz, złapałem cię. –
Młodszy zatrzymał się i stanął twarzą w twarz z blondynem, po czym uśmiechnął
się, ukazując perliste zęby. – To będzie najlepsza niedziela w twoim życiu!
- Już się jej boję… - Jęknął Kim, ale
posłusznie ruszył za brunetem. Może jednak nie będzie tak źle? – Co tak
właściwie planujesz?
- Jest tu gdzieś wesołe miasteczko, co nie?
- Ta, nawet niedaleko.
- No to idziemy! – powiedział dziarskim tonem
Taemin i ruszył przed siebie.
- Młody, przystopuj na moment.
- Nie ma na co czekać, marnujemy czas i
pogodę!
- Problem w tym, ze idziesz w złą stronę… -
Jonghyun uniósł jedna z brwi i uśmiechnął się wrednie. – Nasz cel jest tam. –
Wskazał palcem odpowiednią drogę.
- Ups, zapomniałem, że nie znam Seulu.
- Ciekawy jestem, gdzie byś dotarł.
- Ostatnio zamiast do szkoły trafiłem do
sex-shopu. Ze mną wszystko jest możliwe.
- No nie mów… Przecież miałeś mapę! Nawet
Minho nie jest taki głupi!
- Mam po prostu złą orientację w terenie i
tyle – powiedział obrażony brunet i pomaszerował we wskazanym kierunku.
- Rozumiem, że skoro zapraszasz mnie na
randkę, to płacisz za wszystko. – Jonghyun wyszczerzył się złowieszczo.
- Zwariowałeś? Mam już jedną dziewczynę,
uwierz mi, nie jest tania!
- To mnie martwi. Co zrobi, jak dowie się o
naszym małym romansie? Och, będziemy musieli żyć w strachu i ukryciu, niczym
Romeo i Julia! Kto wie, może tak jak oni weźmiemy ślub w tajemnicy? –
Emocjonalny głos starszego i jego teatralne, dramatyczne gesty nie zrobiły
wrażenia na Lee. Przekręcił jedynie oczami i ruszył dalej przed siebie.
Szli niecałe dwadzieścia minut, kiedy Taemin
radośnie szarpnął Jonghyuna za rękaw, pokrzykując, że zza wysokimi wieżowcami
widać kawałek wielkiego diabelskiego młyna. Natychmiast przyspieszył kroku, aby
po niedługiej chwili znaleźć się naprzeciw ogromnego, płonącego szkarłatem
wejścia do wesołego miasteczka.
- No to jesteśmy młody. Gdzie najpierw? –
Jonghyun zrównał się z chłopakiem. Był lekko zdyszany od szybkiego tempa, jakie
narzucił brunet, a jego czoło delikatnie błyszczało od potu.
- Tam! – Taemin rozradowany wskazał na krętą
kolejkę.
- Oho, mam nadzieję, że nie jadłeś dużo na
śniadanie – powiedział Kim z nadzieją w głosie.
- Podwójną porcję ryżu, a to czemuś zawadza?
– spytał zdezorientowany chłopak.
- Niczemu, tylko siedzimy w oddzielnych
wagonach. Sorka, ale nie mam ochoty oberwać wymiocinami.
- Marudzisz. Zawsze uwielbiałem ten dreszczyk
emocji.
Szybkim krokiem zbliżali się do ogromnej,
błyszczącej w słońcu, żółtej konstrukcji. Z niesamowitą prędkością śmigały po
niej czerwone wagony, a krzyki pasażerów mogły niejednego przerazić. Jednak nic
nie zniechęcało młodego Lee od spróbowania tej szalonej przejażdżki, a wręcz
jeszcze bardziej go nakręcało.
- Będzie świetnie, mówię ci! – mówił
podekscytowany wsiadając do wagonu razem z Jonghyunem. Mimo wcześniejszych
zapowiedzi, Kim usiadł razem z młodszym. Wolał wymiotującego Taemina niż niskiego,
tęgiego chłopczyka obżerającego się na zmianę watą cukrową i chipsami. Tamten w
stu procentach zaliczy rewolucję żołądkową.
- Już nie gadaj i zapnij pasy – mruknął
starszy, opuszczając ubezpieczającą przed wyleceniem konstrukcję.
- Boisz się?
- Chciałbyś.
- Zobaczymy za chwilę… - Taemin uśmiechnął
się złowieszczo, a po chwili wagony ruszyły.
Kolejka powoli wtaczała się po metalowych
szynach w górę, do najwyższego punktu toru. Wagony ciężko warczały, jakby wjazd
na sam szczyt miał być ostatnią rzeczą, jaką wykonają, zanim się rozpadną na
drobne części. Jonghyun asekuracyjnie złapał się pasów, wiedząc, co go za
chwilę czeka. Taemin uśmiechnął się kpiąco, ale po chwili zbladł i sam zrobił
to samo.
Wagony spadały z niesamowitą prędkością.
Kręciły się i wiły po szynach, jakby nagle odzyskały energię do życia, jakby
poprzedni warkot miałby być tylko przykrywką ich prawdziwej potęgi. Krzyki
pasażerów były coraz głośniejsze, a maszyna nie zamierzała zwolnić. Jakby chcąc
zrobić na złość klientom wesołego miasteczka, przyspieszała jeszcze bardziej.
Nagle Lee usłyszał nieprzyjemny odgłos. Odwrócił lekko głowę i zobaczył resztki
obrzydliwej mazi spadające na ziemię. Jonghyun jednak wiedział, co robi, kiedy
usiadł razem z nim – chłopczyk siedzący za nimi nie wytrzymał.
Szalona przejażdżka trwała jeszcze kilka chwil,
po czym maszyna zaczęła zwalniać, aż w końcu zatrzymała się z powrotem na swoim
pierwotnym miejscu. Chłopcy odpięli swoje zabezpieczenia i chwiejnym krokiem
zeszli po wąskich schodkach na stały ląd.
- Dobra, przyznaję. Podwójna porcja ryżu
przed wesołym miasteczkiem jest najgorsza rzeczą, jaką możesz zrobić w życiu. –
Taemin oparł się o bok budki z popcornem, oddychając głęboko, jedną ręką lekko
masować brzuch.
- Ale było fajnie – powiedział Jonghyun
słabym głosem, również opierając się o ściankę sklepiku. – To gdzie teraz?
- Daj mi moment albo obrzygam ci te nowe
adidasy.
- Ej, ej, ej! Dobra chłopie, zwrot o
dziewięćdziesiąt stopni i ozdabiasz ten śliczny, zielony trawniczek, a nie
mnie. Jestem wystarczająco przystojny.
- Masz rację. Lepiej się odwrócę, bo widząc twój
ryjek jeszcze bardziej chce mi się rzygać.
- No już, już. Głębokie wdechy. Raz… i dwa… I
raz… i dwa… - Jonghyun pochylił się koło zgiętego wpół Taemina, gestykulując
ręką, jak ma oddychać.
- Dobra, już mi lepiej – powiedział młodszy,
lekko się uśmiechając. – No to teraz tam. – Wyciągnął rękę w stronę ciemnego
budynku.
- Dom strachów?
- Cykasz się?
- I to jak. Nagle wyskoczy jakiś szkielet
kurczaka i powie: „Przekaż Onew, że za długo trzymał mnie na patelni!”.
Taemin prychnął pogardliwie i z wyższością
spojrzał na starszego kolegę.
- Wiesz co? Nie wiem, czy chcę być twoim
przyjacielem. Masz zbyt wielkie niedojebanie mózgowe.
- Sam się w to wpakowałeś, nie ma zmiłuj!
Choć już i nie gadaj, bo czas nam leci, a dzień krótki czy coś w ten deseń. –
Jonghyun złapał rękę bruneta i pociągnął go w stronę mrocznie wyglądającego
budynku.
Ustawili się w niedługiej kolejce, z
niecierpliwością czekając na swoją kolej. Kiedy wreszcie ogromne, specjalnie
postarzone, zielone drzwi otworzyły się, weszli do środka.
Wewnątrz panował półmrok. Na ciemnoszarych
ścianach, dzięki delikatnemu światłu świec, można było dostrzec obrazy przedstawiające
zakrwawione postacie. Obok nich przywieszone zostały wypchane łby łosi lub
dzików. Blask płonących gromnic odbijał się od kolekcji siekier i mieczy,
stojących pod jedną ze ścian. Gości przywitał wysoki mężczyzna ubrany w bordowy
frak z wysokim, czarnym kapeluszem strojącym jego głowę. Uśmiechnął się
przerażająco, ukazując swoje wystylizowane, żółte zębiska. Gestem ręki zaprosił
klientów parku dalej, w stronę ciemnego pokoju bez żadnych świateł. Zabawa
dopiero się zaczynała.
Dzień mijał naprawdę szybko. Jonghyun z
Taeminem ciągnęli siebie nawzajem w różne strony parku rozrywki: od
przerażających swym pędem rollercoasterów do spokojnych, wolnych przejażdżek
dla małych dzieci. Czarnowłosy chciał
skorzystać ze wszystkich atrakcji, a po każdym nowym przeżyciu uśmiechał się
szeroko i gnał w stronę następnej kolejki czy karuzeli. Niemal przez cały czas
nabijał się z krzyków starszego, po wizycie w innym domu strachów – tym razem
dla mniejszych dzieci. Jonghyun naburmuszony na początku próbował kłamać,
jednak po kilku minutach poddał się i z wyrzutem wykrzyczał Taeminowi w twarz,
że stara czarownica, chcąca zrzucić na nich głaz, była straszniejsza od jakiś
tańczących szkieletów!
Słońce powoli zachodziło, barwiąc niebo na
krwistoczerwony kolor. Większość odwiedzających kierowała się w stronę wyjścia.
Zmęczone dzieci, niesione przez rodziców, słodko spały w ich ramionach. Nie
było już krzyków i wrzasków radości. Teraz słychać było jedynie spokojne
rozmowy i śmiechy ostatnich gości wesołego miasteczka.
Taemin usiadł na ławce i odetchnął głęboko.
Odchylił głowę do tyłu, jednocześnie przymykając oczy. Wieczorny wietrzyk
delikatnie bawił się kilkoma niesfornymi kosmykami włosów, zawiewając je na
jego czoło. Niewielki uśmiech wpełzł na twarz chłopaka.
- Zadowolony? – Jonghyun przystanął obok
ławki, również spoglądając w niebo.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. – Taemin uśmiechnął
się promiennie. Może na jego karcie życia nie ma zapisanych jedynie cierpień?
- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz