piątek, 11 grudnia 2015

EHSS - Rozdział 7

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

- Nikt cię nie zauważył?
- Nikt.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Na sto procent?
- Na dwieście.
- Ale na pewno?
- TAEMIN! – Soojung wreszcie nie wytrzymała.
- NO CO, NIE CHCĘ WYLECIEĆ ZE SZKOŁY!
- Przesadzasz. – Kibum machnął ręką. – Już my ją przemyciliśmy. – Uśmiechnął się pewnie.
- Oho, to mnie martwi jeszcze bardziej.
- Spokojnie, nikt was nie nakryje – Minho uspokoił młodego Lee.
- Nie byłbym taki pewien. Aktualnie stoimy na korytarzu, bo pewien pan nie chce nas wpuścić do pokoju. – Onew oparł się o jedną ze ścian i sugestywnie spojrzał na Taemina.
- Dobra, właźcie.
Pokój Jonghyuna, który wydawał się jednym z większych w ośrodku, nagle zmalał, a może po prostu była to wina szóstki osób, która się do niego w błyskawicznym tempie wtłoczyła jak dzikie stado goryli.
- W sumie… To po co tu weszliśmy? Lecimy do siebie chłopaki! – Kibum ponaglił znajomych i trójka tak szybko jak weszła, z tą sama prędkością (jak nie szybszą) opuściła pomieszczenie.
- Em… Też mam się zmyć, co nie? – Jonghyun czuł się niezręcznie. Podrapał się po głowie, po czym ruszył w stronę łóżka. – Wezmę dresy i już się ulatniam.
- Nie przesadzaj Jjong, to też twój pokój. W dodatku, to ja się do niego wprowadziłem.
- Młody, czy ty w ogóle znasz się na dziewczynach? – Kim spojrzał na niego jak na idiotę. – Nie martw się, kupię mu poradnik randkowania przy najbliższej okazji. – Jonghyun lekko klepnął Soojung w ramię, po czym chwycił za klamkę. – Udanej nocy, gołąbeczki!
- Zabiję tego gada… Poproszę brata, żeby przywiózł mi siekierę z domu. – Taemin patrzył złowrogo na dopiero co zamknięte drzwi.
- Przesadzasz. – Krystal potargała jego brązowe włosy. – Zaraz wypalisz tam dziurę!
- Już, już. Po prostu mnie wkurza. Dziwny człowiek.
- A ty jesteś normalny?
- Oczywiście! A nie widać?!
- Polemizowałabym. – Dziewczyna zaśmiała się radośnie. – Idę się umyć. Ułóż gdzieś te torby, jakbyś mógł oczywiście.
- Zastanowię się. – Taemin uśmiechnął się wrednie, ale posłusznie sięgnął po pakunki.
Całodniowe zakupy całkowicie ich wykończyły. Potrzebowali długiego snu, aby zregenerować energię na następny dzień, ale nie przejęli się tym zbytnio. Do późnej nocy siedzieli na łóżku Taemina, pochłonięci rozmową. Kłótnia i kilka dni rozłąki miały ogromny efekt. Kto by się spodziewał, że aż tak stęsknią się za swoją obecnością? Nie chcieli tracić minut na sen, kiedy wiedzieli, że przez dłuższy czas nie będą w stanie się znów zobaczyć, a jedyne, co im zostanie, to rozmowy telefoniczne. W końcu wymęczeni, nie wiedząc kiedy, zasnęli obok siebie.
Mimo młodego wieku ich związek był bardziej dojrzały niż innym mogłoby się wydawać. Obydwoje nie mieli łatwo w życiu i znali siebie nawzajem z każdym najdrobniejszym detalem. Wiedzieli, co czuje druga osoba nawet bez używania słów. Znali się od dzieciństwa, rozumieli siebie nawzajem, poznali wszystkie sekrety drugiej połówki. Mieli tajemnice, jednak obydwie strony były ich świadome i nie wyciągały ich od partnera. Czekali na chwilę, aż sam wszystko wyjaśni, kiedy będzie gotowy.
Obudzili się dosyć późno, w okolicach dziesiątej rano. Szybko ubrali się i opuścili akademik. Na szczęście dużo uczniów o poranku wyjechało do swoich rodzin w odwiedziny. Z tego co Taeminowi było wiadomo, z jego nowych znajomych powinien zostać jedynie Jonghyun, ale gdzie on teraz był? Tego młodszy nie wiedział.
- Wpuszczą mnie? Nie ma ograniczeń? W końcu nie jestem rodziną… - Zmartwiona Jung zatrzymała swojego chłopaka przed szpitalem.
- Krystal, nie bój się. Wpuszczą cię.– Taemin uspokajał ją, delikatnie kciukiem głaszcząc jej dłoń, którą trzymał zamkniętą w swojej. - Jesteś moją dziewczyną.
Chłopak pewnie przeprowadził czarnowłosą przez korytarze, po których co chwila przechadzały się lekarki i doktorzy. Niektórzy ukradkiem patrzyli na młodą parę, poznając Taemina i uśmiechając się lekko.
Lee podszedł do drzwi z numerem 412 i delikatnie zapukał. Gdy usłyszał ciche „proszę”, wszedł do środka, ciągnąc za sobą Krystal.
- Tata? – Taemina wryło w podłogę. – Co ty tu robisz? Czemu nie mówiłeś, że przyjeżdżasz?
- Minnie, dobrze cię widzieć. O! Przyprowadziłeś Krystal! – Czarnowłosy mężczyzna wstał ze szpitalnego krzesła i uśmiechnął się ciepło w stronę przybyłych.
Pan Lee wyglądał dosyć młodo, mimo zbliżającej się piędziesiątki. Był wysoki jak na Koreańczyka, ale nie miał zbyt wielu mięśni. Nie przypominał chucherka, jakim był Taemin, ale swoją masą mięśniową nie mógł się pochwalić. Twarz miał prostokątną z kilkoma ledwie widocznymi zmarszczkami. Oczy lśniły trawiastą zielenią, pomimo kilku niesfornych czarnych kosmyków je zakrywających.
 - Wujek Lee! Dzień dobry! – Krystal szybko się ukłoniła. – Ciociu, jak się czujesz? – Podeszła do łóżka chorej i od razu chwyciła jej dłoń.
- Ach, słabo dziecko, bardzo słabo. Te wszystkie badania mnie wykończą. – Ye Eun podniosła się z poduszek i przytuliła dziewczynę. – Cieszę się, że przyjechałaś. Taemin strasznie się obwiniał, a tak naprawdę to z mojego powodu się tu przeniósł. Chciałam cię przeprosić, Soojung.
- Ach, niech pani nawet tak nie mówi! To była tylko głupia sprzeczka!
- Już ja coś wymyślę, zobaczysz! Taemin zabierze cię do jakiegoś wspaniałego miejsca!
Chłopak od dłuższego czasu przyglądał się rozmowie swojej mamy z Krystal, a na jego twarzy rósł ciepły uśmiech.
- Może je na chwilę zostawimy? Chciałbym z tobą pomówić Taemin. – Pan Lee Tae Il odezwał się do swojego syna. Ten kiwnął po chwili głową i wyszli z pomieszczenia.
Przeszli w ciszy przez korytarze, nie odezwali się do siebie ani słowem, co zmartwiło Taemina. Wydawało mu się, że jego ojciec nad czymś myśli i przeczuwał, że niedługo dowie się, o co chodzi.
- Chcesz coś do picia? – spytał Pan Lee wyjmując portfel.
- Kup mi kawę, jeśli możesz.
- Jasne, nie ma problemu. – Mężczyzna wszedł do sklepiku, po chwili wracając z gorącym napojem w plastikowym kubeczku. – Chodźmy usiąść przy tych stolikach na zewnątrz. – Pokierował swojego syna.
- O czym chciałeś rozmawiać? To dotyczy mamy, prawda? Gdyby to nie było poważne, nie przyjechałbyś. – Taemin zmartwiony trzymał w dłoniach kubeczek.
- Ech… Nienawidzę szpitali… - Chłopak spojrzał na swojego tatę.
- Myślisz, że ja się tu dobrze czuję? Wiesz, że po każdej wizycie wymiotuję? Wiesz, jak ciężko jest tu przychodzić samemu i zajmować się chorą matką, mimo, że to mąż powinien być jej główną podporą?
- Taemin… Wiem, że ci ciężko. Naprawdę to wiem, ale…
- „Zrozum, że pracuję”. – dokończył z przekąsem Taemin. -  Jestem tego aż nadto świadomy. Spojrzałbyś na Taesuna! Ma studia, pracę, ale jakoś daje radę i stara się jak może, a ty… Ty… - Chłopak nie wytrzymywał i czuł, że niedługo wybuchnie.
- Minnie. Uwierz mi, że naprawdę chciałbym być przy mamie. Chciałbym wziąć od ciebie ten ciężar, ale nie jestem w stanie!
- Nigdy nie bierzesz wolnego! Przecież istnieje płatny urlop! Zwolnij się co jakiś czas z jednego dnia! Czy to takie trudne? Przyjeżdżasz raz na dwa lub trzy tygodnie!
- Nie mogę, muszę pracować, robię to właśnie dla mamy.
- Ona cię potrzebuje, chce, abyś był obok niej. Wiesz, ile razy widziałem, jak patrzy na wasze ślubne zdjęcie, które ma w naszyjniku?
- Mama mnie rozumie, robię to wszystko dla niej. Widzisz jak wyglądam? Myślisz, że nadgodziny, które od kilku miesięcy biorę nałogowo, na mnie nie wpływają? Myślisz, że moim hobby jest przepracowywanie się?
Taemin przełknął ślinę i już chciał odpowiedzieć, ale dopiero teraz przyjrzał się twarzy swojego taty. Wyglądała na wymęczoną, poszarzała. Tęczówki, które jeszcze w sali wydawały się błyszczeć, w dziennym świetle wyglądały na przygaszone. Pod oczami dostrzegł ogromne cienie, których nigdy wcześniej nie widział u swojego ojca.
- Dlaczego? – spytał cicho. – Dlaczego nie możesz być przy mamie?! – Podniósł głos. Jego zrozpaczone oczy wpatrywały się w Tae Ila.
- Usiądź – powiedział spokojnie mężczyzna.
- Nie! Powiedz, dlaczego!
- Minnie, proszę, usiądź, a wszystko ci wyjaśnię! – Chłopaka zatkało. Jeszcze nigdy nie widział swojego taty w takim stanie. Był… Zrozpaczony? Bezradny? Gdzie ten pewny Pan Lee, który zawsze wiedział, co robić?!
Zacisnął usta i posłuchał prośby ojca.
- Minnie, wiem, że będziesz jeszcze bardziej zły, niż jesteś teraz…
- Czemu miałbym być zły?
- Proszę, nie przerywaj. – Tae Il odetchnął głęboko. – Od roku wiemy, że mama ma raka.
- Jak to raka?!
- Proszę cię, Taemin! To naprawdę nie jest łatwe! – Chłopak ledwo się powstrzymał przed kolejnymi pytaniami. – Uwierz mi, naprawdę chciałbym tu być! Mimo mojego strachu przed szpitalami! Chciałbym tu być i wspierać Ye Eun, ale to jej nie pomoże! Ona potrzebuje leczenia, drogiego leczenia Taemin. Dlatego Taesun poszedł do pracy, pomaga mi utrzymać dom. Większość mojej wypłaty przeznaczam na terapię, ledwo wiążę koniec z końcem i nienawidzę siebie, ale to tak strasznie nienawidzę, że na ciebie spadł obowiązek opieki nad mamą. Wiem, że nie masz od nas żadnej pomocy, żadnego wsparcia. Sam haruję na dwóch stanowiskach, ale nie wiem, czy to wystarczy. Sypiam po dwie-trzy godziny na dobę. Sam wylądowałem w szpitalu z wycieńczenia, ale następnego dnia wyszedłem i wróciłem do pracy. – Pan Lee był w totalnej rozsypce. - Przepraszam cię, Minnie. Naprawdę cię przepraszam. Wiem, że masz dopiero siedemnaście lat, ale nie było innego wyboru, wybacz mi.
- Tato… Czemu… Czemu o niczym nie wiedziałem? Pomógłbym! Rzuciłbym szkołę i znalazł pracę! Mógłbym… Mógłbym…
- Nie, Minnie. Właśnie dlatego o niczym nie wiedziałeś. Byłem pewny, że od razu zostawiłbyś naukę, nie mogłem na to pozwolić.
- Ale…
- Nie ma żadnych „ale”, Minnie. Musisz się uczyć, nie możesz zmarnować życia przez beznadziejnego ojca.
- Nie jesteś beznadziejny. – Taemin spojrzał na niego szklistymi oczami. – Słyszysz? Nie jesteś! – Chłopak zamknął mężczyznę w swoich ramionach.
- Dziękuję, Minnie. Dziękuję.
- Tato… Co z mamą? Ona wyzdrowieje, prawda? Musi wyzdrowieć.
- Chciałbym ci powiedzieć, że wszystko będzie w porządku, ale nie mogę. Mama musi walczyć, nowotwór nie jest łatwym przeciwnikiem. Pamiętasz ten ostatni krwotok, prawda? – Taemin pokiwał głową. – Wyglądało na to, że się polepsza, ale niestety to tak szybko się nie skończy.
- Czy mama… Mama umrze? – Po policzkach chłopaka spływały łzy. Wiedział, że choroba mamy jest poważna, wiedział, że zagraża jej życiu, ale świadomość, że śmierć jest tak blisko, przerażała go. Niemal czuł jej lodowaty oddech na plecach.
- Ye Eun jest silna. Nawet nie wiesz jak bardzo. W liceum oberwałem z jej prawego sierpowego, limo nie schodziło przez kilka tygodni. – Tae Il uśmiechnął się lekko, wycierając łzy syna kciukami. – Nie podda się tak łatwo, walczy dla nas. Dla mnie, Taesuna i ciebie, Taemin. 

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyświetlenia

○Postępy○

EHSS:
[rozdział 13] - 2%

♥~○~♥