- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Jesteście ze mnie dumni? Nie minął miesiąc, a ja mam nowy rozdzialik! Na działce częściej nachodzi mnie wena :3
Co ja będę więcej biadolić. Zapraszam do czytanka!
- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
- Matko Boska! – Taemin za szybko
odwrócił się i zsunął z krzesła, przez co wylądował na ziemi, głową uderzając o
krawędzie klawiszy fortepianu. – Jonghyun, nie strasz mnie tak.
- Hm… Byłem tu od początku, to ty tu
wszedłeś i zacząłeś grać bez pytania. – Starszy stał z uniesioną brwią i
założonymi rękami. – Spałem spokojnie na tamtych ławkach, to ty mnie obudziłeś.
- Co? Nikogo tu nie było jak
wszedłem.
- Ślepy jesteś i tyle. Zawsze tu
przychodzę po lekcjach. Można powiedzieć, że zająłeś moją miejscówkę.
-Ha? Podobno nikt tu nie przychodzi,
znajoma mi to mówiła.
- Bo to prawda. Zwędziłem kiedyś klucze
woźnemu, dorobiłem komplet dla siebie i podrzuciłem resztę. - Jonghyun stał
jakby dumny z siebie i swojego szatańskiego czynu. – Ale wracając, skąd to
masz? – Jego ton głosu zmienił się na chłodniejszy.
- Znalazłem.
- Taemin, skąd to masz?
Lee przełknął ślinę. Jego
współlokator wyglądał na bardzo niezadowolonego.
- Kartka leżała zwinięta na ziemi u
nas w pokoju. Wyrzuciłeś ją, więc myślałem…
- Co myślałeś? Skoro ją wyrzuciłem,
to znaczy, że nie chciałem, aby ktoś to widział, prawda?
- Ech, weź przestań. Byłem ciekawy.
Od małego grałem na pianinie, ale dawno nie tykałem klawiszy. Wiesz, jak się
ucieszyłem, gdy zobaczyłem, że piszesz? Chciałem zobaczyć, jak jesteś dobry.
- Nie cierpię, kiedy ktoś tyka moje
rzeczy. Zwłaszcza nuty. Zapamiętaj to sobie. – Jonghyun szybkim ruchem zabrał
kartkę z podstawki i zgniótł ją. – Wiesz, co ludzie mówią? Ciekawość to
pierwszy stopień do piekła. – Chłopak odwrócił się i zaczął iść w stronę
wyjścia.
- Jonghyun! O co ci chodzi? Czemu
nie szanujesz swojej pracy? To jest świetne! Jasne, przydałoby się kilka
poprawek, ale…
- To jest moja sprawa, Taemin. Nie
wtrącaj się.
W sali zapanowała cisza. Kim ostatni
raz spojrzał na młodszego i znów zaczął kierować się do wyjścia.
- Będę się wtrącał. Już ci to
mówiłem, nie pamiętasz? Nie wiem, czemu taki jesteś, ale nie podoba mi się to.
Jako twój przyjaciel…
- Skończ chrzanić. Przyjaciel?
Chłopie, ty mnie nawet nie znasz. Przestań się wpieprzać w moje życie.
- Nie jesteś taki. Czułem to.
- Ha?
- Ta piosenka… Nie chcesz nikomu jej
pokazywać, bo są w niej twoje słabe strony. Wcale nie jesteś taki silny…
- Skończ.
-
Nie, nie skończę. Jesteś przygnębiony i bliski załamania. Tylko nie rozumiem,
czemu wybrałeś taką metodę. Pomaga? Seks uśmierza twój ból?
-
SKOŃCZ! – Jonghyun nie wytrzymał. Przycisnął Taemina do pobliskiej ściany, po
czym spojrzał na niego morderczym wzrokiem. – Czego ty ode mnie chcesz? Pomóc
mi? Myślisz, że możesz? Znasz mnie? Nie denerwuj mnie lepiej. Jeśli przekroczysz granicę, nie ręczę za
siebie.
Taemin
był niespokojny. Wystraszył się, ręce mu się trzęsły, ale nie chciał się
wycofać. Musiał jakoś dotrzeć do tego chłopaka. Chciał mu pomóc.
-
Chcę zobaczyć, jaki jesteś naprawdę. Przestań być taki zamknięty. Odrzuciłeś
nawet Minho, Key i Onew, a podobno byliście najlepszymi przyjaciółmi.
-
Odrzuciłem, co? Szkoda, że nigdy nie pomyśleli, co poszło nie tak. Żałosne.
-
Jonghyun, daj sobie pomóc.
-
Pomóc? Matka Teresa się znalazła. – Kim puścił ramiona młodszego i odsunął się
delikatnie. – Chcesz coś dla mnie zrobić? Prześpij się ze mną, nie jestem
wybredny.
Taemin
spojrzał zszokowany na współlokatora. Jonghyun patrzył na niego triumfalnym
wzrokiem, uśmiechając się w irytujący sposób.
-
Jonghyun…
-
Nie chcesz? Przed chwilą byłeś chętny i rwałeś się do pomocy. Wiesz, nie musimy
przecież zaczynać od seksu. – Blondyn przybliżył swoją twarz do Taemina i
oblizał wargi. – Wymiana śliny też jest dobra.
-
Jong, co ty ga…. – Brunet nie zdążył dokończyć zdania. Jonghyun zaczął go
całować, na siłę próbując wepchnąć język w jego usta. Próbował się wyrwać, ale
starszy mocno trzymał jego dłonie, aby uniemożliwić ucieczkę. Powoli brakowało
mu oddechu, przez co musiał uchylić swoje wargi. Jonghyun wykorzystał okazję i
wtargnął językiem do środka ust chłopaka. Dla Taemina to było za dużo. Bez
zastanowienia, ugryzł starszego, na co ten krzyknął i zwolnił uścisk.
-
Jesteś najgorszy – powiedział Taemin z obrzydzeniem. – Jeśli myślisz, że dzięki
temu się od ciebie odwalę, to się mylisz. Znajdź inny sposób, idioto. – Nie
czekając na nic, schylił się po torbę i wyszedł z pracowni.
Zaraz
po trzaśnięciu drzwiami, puścił się biegiem. Miał dość, chciał pomóc temu
chłopakowi, zanim tamten zrobi coś jeszcze głupszego, ale nie kosztem swojego
cierpienia.
-
Nienawidzę go. – Nagle usłyszał dźwięk swojego telefonu. Zatrzymał się i
odetchnął głęboko. – Hej, mamo.
-
Cześć synku, w porządku? Nie dzwoniłeś wcześniej, martwiłam się.
-
Zasiedziałem się przy fortepianie, przepraszam.
-
Fortepianie? Grasz znowu?
-
Troszkę. Powiedz lepiej, jak ty się czujesz. Lepiej z twoim kaszlem? Robili ci
badania?
-
Chciałabym, aby chociaż jednego dnia ich nie robili, Taeminnie. Bardziej mnie
męczą niż ta choroba.
-
Musisz to wytrzymać mamo, chcę abyś wreszcie wyszła ze szpitala.
-
Też bym chciała, synku, też bym chciała. Ostatnio lekarz mówił, że już niedługo
mnie wypuszczą.
-
Ech, to samo obiecywali dwa miesiące temu. Mam nadzieję, że w końcu cię
wyleczą.
-
Nie martw się, będzie dobrze. Co w szkole? Brzmisz jakoś smętnie, stało się
coś?
-
Nic takiego, naprawdę. Po prostu…. Jeden znajomy ma kilka problemów i chcę mu
pomóc.
-
Hm… jestem szczęśliwa.
-
Czemu?
-
Mój synek tak dobrze wyrósł. Podziwiam cię. Zawsze chcesz wszystkim pomagać,
jesteś niesamowity.
-
Mamo… Przestań, nie jestem wcale taki świetny.
-
Mów, co chcesz, matka i tak wie najlepiej.
-
Odwiedzę cię dzisiaj. Właśnie szedłem na autobus.
-
Mam takie dobre dziecko… Chciałabym zobaczyć twoich znajomych. Jest mi tak
przykro, że nie mam nawet okazji ugościć ich ciastem. Przepraszam, Taeminnie…
-
Mamo… Nie mów tak… Przyprowadzę może kogoś niedługo. – Odetchnął głęboko, po
czym spojrzał za siebie. – Może nawet dzisiaj.
-
Och, naprawdę? To super! Będę czekać.
-
Do zobaczenia! – Taemin rozłączył się, nie odrywając wzroku od osoby stojącej
kilka kroków od niego. – Wszystko słyszałeś, prawda Jonghyun?
Starszy
jedynie pokiwał głową na znak potwierdzenia.
-
Wybiegłem za tobą, nie miałem zamiaru podsłuchiwać.
-
A jednak zostałeś tutaj, Mogłeś mnie zignorować i odejść.
-
Chciałem przeprosić…
-
Ech, to już nieważne. Mam tylko jedną prośbę. Nie mów reszcie o mojej mamie. –
Kim znowu pokiwał głową ze zrozumieniem. – I jeszcze jedno, idziesz ze mną do
szpitala.
-
To o mnie mówiłeś? Taemin, ja nie wiem czy… Nie cierpię szpitali…
-
Też ich nie cierpię, ale przykro mi, nie masz wyboru. Jesteś jedyną osobą,
która może mi teraz pomóc. Potraktuj to jako rekompensatę za tamten pocałunek.
Jonghyun
zamyślił się na moment niepewny, co powinien zrobić. Czuł się winny wobec
Taemina, poniosło go, ale szpitali nie cierpiał z całego serca. Miał zbyt wiele
złych wspomnień z nimi związanych.
-
Wiem, że twoja siostra była chora. Skoro mam ci pomóc, musisz mi zaufać,
dlatego chcę, byś poszedł ze mną odwiedzić moją mamę. – Młodszy był
zdeterminowany. Chciał dopiąć swego za wszelką cenę,
-
Dobra, rozumiem, chodźmy, mówiłeś coś o autobusie, a w tym tempie zdąży nam
odjechać milion razy.
Szli
w milczeniu przez korytarz, a później przez dziedziniec szkoły. Przeszli przez
szkolną bramę i skierowali się stronę niebieskiego przystanku. Jonghyun czuł
się bardzo niekomfortowo. Napięcie rosło w nim, czuł, że długo nie wytrzyma tej
ciszy.
-
Boli? – spytał młodszy.
-
Co?
-
Twój język. Chyba ugryzłem cię do krwi…
-
A… Trochę. Zasłużyłem sobie.
-
Prawda. Ale zdziwiłeś mnie. Nie wiedziałem, że jesteś bi. Wyglądasz na rasowego
samca alfa.
-
Bo nie jestem. Jesteś drugim facetem w życiu, którego pocałowałem.
-
Wiesz, to nie jest nic złego. Ja sam lubię popatrzeć na ładne klaty.
-
Przecież masz dziewczynę…
-
Mam, ale jedno nie musi wykluczać drugiego.
-
To dlatego tak bezproblemowo zaakceptowałeś Minho i Key… Czemu nie
powiedziałeś?
-
A ty byś się tym chwalił? Jak mnie ktoś pyta, odpowiadam szczerze, nie kryję
się. Nie moja wina, że nie byliście ciekawi.
-
Hm… Jesteś dziwny. Wiesz, gdyby ludzie w szkole się dowiedzieli… To nie wygląda
za ciekawie na początku. Key miał bardzo ciężko przez pierwsze miesiące.
-
Ale żyje i jest szczęśliwy, prawda? – Taemin uśmiechnął do starszego i wsiadł
do autobusy, który właśnie podjechał. – Pasują do siebie, dobrze, że pomogłeś
im się zejść.
-
Ta… Dobrze zrobiłem. – Jonghyun zmarkotniał. Zajął miejsce pod oknem, zwrócił
swój wzrok na budynki za brudną szybą i już się nie odezwał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz