czwartek, 14 lipca 2016

EHSS - Rozdział 11

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Jesteście ze mnie dumni? Nie minął miesiąc, a ja mam nowy rozdzialik! Na działce częściej nachodzi mnie wena :3
Co ja będę więcej biadolić. Zapraszam do czytanka!

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -


            - Matko Boska! – Taemin za szybko odwrócił się i zsunął z krzesła, przez co wylądował na ziemi, głową uderzając o krawędzie klawiszy fortepianu. – Jonghyun, nie strasz mnie tak.
            - Hm… Byłem tu od początku, to ty tu wszedłeś i zacząłeś grać bez pytania. – Starszy stał z uniesioną brwią i założonymi rękami. – Spałem spokojnie na tamtych ławkach, to ty mnie obudziłeś.
            - Co? Nikogo tu nie było jak wszedłem.
            - Ślepy jesteś i tyle. Zawsze tu przychodzę po lekcjach. Można powiedzieć, że zająłeś moją miejscówkę.
            -Ha? Podobno nikt tu nie przychodzi, znajoma mi to mówiła.
            - Bo to prawda. Zwędziłem kiedyś klucze woźnemu, dorobiłem komplet dla siebie i podrzuciłem resztę. - Jonghyun stał jakby dumny z siebie i swojego szatańskiego czynu. – Ale wracając, skąd to masz? – Jego ton głosu zmienił się na chłodniejszy.
            - Znalazłem.
            - Taemin, skąd to masz?
            Lee przełknął ślinę. Jego współlokator wyglądał na bardzo niezadowolonego.
            - Kartka leżała zwinięta na ziemi u nas w pokoju. Wyrzuciłeś ją, więc myślałem…
            - Co myślałeś? Skoro ją wyrzuciłem, to znaczy, że nie chciałem, aby ktoś to widział, prawda?
            - Ech, weź przestań. Byłem ciekawy. Od małego grałem na pianinie, ale dawno nie tykałem klawiszy. Wiesz, jak się ucieszyłem, gdy zobaczyłem, że piszesz? Chciałem zobaczyć, jak jesteś dobry.
            - Nie cierpię, kiedy ktoś tyka moje rzeczy. Zwłaszcza nuty. Zapamiętaj to sobie. – Jonghyun szybkim ruchem zabrał kartkę z podstawki i zgniótł ją. – Wiesz, co ludzie mówią? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – Chłopak odwrócił się i zaczął iść w stronę wyjścia.
            - Jonghyun! O co ci chodzi? Czemu nie szanujesz swojej pracy? To jest świetne! Jasne, przydałoby się kilka poprawek, ale…
            - To jest moja sprawa, Taemin. Nie wtrącaj się.
            W sali zapanowała cisza. Kim ostatni raz spojrzał na młodszego i znów zaczął kierować się do wyjścia.
            - Będę się wtrącał. Już ci to mówiłem, nie pamiętasz? Nie wiem, czemu taki jesteś, ale nie podoba mi się to. Jako twój przyjaciel…
            - Skończ chrzanić. Przyjaciel? Chłopie, ty mnie nawet nie znasz. Przestań się wpieprzać w moje życie.
            - Nie jesteś taki. Czułem to.
            - Ha?
            - Ta piosenka… Nie chcesz nikomu jej pokazywać, bo są w niej twoje słabe strony. Wcale nie jesteś taki silny…
            - Skończ.
            - Nie, nie skończę. Jesteś przygnębiony i bliski załamania. Tylko nie rozumiem, czemu wybrałeś taką metodę. Pomaga? Seks uśmierza twój ból?
            - SKOŃCZ! – Jonghyun nie wytrzymał. Przycisnął Taemina do pobliskiej ściany, po czym spojrzał na niego morderczym wzrokiem. – Czego ty ode mnie chcesz? Pomóc mi? Myślisz, że możesz? Znasz mnie? Nie denerwuj mnie lepiej.  Jeśli przekroczysz granicę, nie ręczę za siebie.
            Taemin był niespokojny. Wystraszył się, ręce mu się trzęsły, ale nie chciał się wycofać. Musiał jakoś dotrzeć do tego chłopaka. Chciał mu pomóc.
            - Chcę zobaczyć, jaki jesteś naprawdę. Przestań być taki zamknięty. Odrzuciłeś nawet Minho, Key i Onew, a podobno byliście najlepszymi przyjaciółmi.
            - Odrzuciłem, co? Szkoda, że nigdy nie pomyśleli, co poszło nie tak. Żałosne.
            - Jonghyun, daj sobie pomóc.
            - Pomóc? Matka Teresa się znalazła. – Kim puścił ramiona młodszego i odsunął się delikatnie. – Chcesz coś dla mnie zrobić? Prześpij się ze mną, nie jestem wybredny.
            Taemin spojrzał zszokowany na współlokatora. Jonghyun patrzył na niego triumfalnym wzrokiem, uśmiechając się w irytujący sposób.
            - Jonghyun…
            - Nie chcesz? Przed chwilą byłeś chętny i rwałeś się do pomocy. Wiesz, nie musimy przecież zaczynać od seksu. – Blondyn przybliżył swoją twarz do Taemina i oblizał wargi. – Wymiana śliny też jest dobra.
            - Jong, co ty ga…. – Brunet nie zdążył dokończyć zdania. Jonghyun zaczął go całować, na siłę próbując wepchnąć język w jego usta. Próbował się wyrwać, ale starszy mocno trzymał jego dłonie, aby uniemożliwić ucieczkę. Powoli brakowało mu oddechu, przez co musiał uchylić swoje wargi. Jonghyun wykorzystał okazję i wtargnął językiem do środka ust chłopaka. Dla Taemina to było za dużo. Bez zastanowienia, ugryzł starszego, na co ten krzyknął i zwolnił uścisk.
            - Jesteś najgorszy – powiedział Taemin z obrzydzeniem. – Jeśli myślisz, że dzięki temu się od ciebie odwalę, to się mylisz. Znajdź inny sposób, idioto. – Nie czekając na nic, schylił się po torbę i wyszedł z pracowni.
            Zaraz po trzaśnięciu drzwiami, puścił się biegiem. Miał dość, chciał pomóc temu chłopakowi, zanim tamten zrobi coś jeszcze głupszego, ale nie kosztem swojego cierpienia.
            - Nienawidzę go. – Nagle usłyszał dźwięk swojego telefonu. Zatrzymał się i odetchnął głęboko. – Hej, mamo.
            - Cześć synku, w porządku? Nie dzwoniłeś wcześniej, martwiłam się.
            - Zasiedziałem się przy fortepianie, przepraszam.
            - Fortepianie? Grasz znowu?
            - Troszkę. Powiedz lepiej, jak ty się czujesz. Lepiej z twoim kaszlem? Robili ci badania?
            - Chciałabym, aby chociaż jednego dnia ich nie robili, Taeminnie. Bardziej mnie męczą niż ta choroba.
            - Musisz to wytrzymać mamo, chcę abyś wreszcie wyszła ze szpitala.
            - Też bym chciała, synku, też bym chciała. Ostatnio lekarz mówił, że już niedługo mnie wypuszczą.
            - Ech, to samo obiecywali dwa miesiące temu. Mam nadzieję, że w końcu cię wyleczą.
            - Nie martw się, będzie dobrze. Co w szkole? Brzmisz jakoś smętnie, stało się coś?
            - Nic takiego, naprawdę. Po prostu…. Jeden znajomy ma kilka problemów i chcę mu pomóc.
            - Hm… jestem szczęśliwa.
            - Czemu?
            - Mój synek tak dobrze wyrósł. Podziwiam cię. Zawsze chcesz wszystkim pomagać, jesteś niesamowity.
            - Mamo… Przestań, nie jestem wcale taki świetny.
            - Mów, co chcesz, matka i tak wie najlepiej.
            - Odwiedzę cię dzisiaj. Właśnie szedłem na autobus.
            - Mam takie dobre dziecko… Chciałabym zobaczyć twoich znajomych. Jest mi tak przykro, że nie mam nawet okazji ugościć ich ciastem. Przepraszam, Taeminnie…
            - Mamo… Nie mów tak… Przyprowadzę może kogoś niedługo. – Odetchnął głęboko, po czym spojrzał za siebie. – Może nawet dzisiaj.
            - Och, naprawdę? To super! Będę czekać.
            - Do zobaczenia! – Taemin rozłączył się, nie odrywając wzroku od osoby stojącej kilka kroków od niego. – Wszystko słyszałeś, prawda Jonghyun?
            Starszy jedynie pokiwał głową na znak potwierdzenia.
            - Wybiegłem za tobą, nie miałem zamiaru podsłuchiwać.
            - A jednak zostałeś tutaj, Mogłeś mnie zignorować i odejść.
            - Chciałem przeprosić…
            - Ech, to już nieważne. Mam tylko jedną prośbę. Nie mów reszcie o mojej mamie. – Kim znowu pokiwał głową ze zrozumieniem. – I jeszcze jedno, idziesz ze mną do szpitala.
            - To o mnie mówiłeś? Taemin, ja nie wiem czy… Nie cierpię szpitali…
            - Też ich nie cierpię, ale przykro mi, nie masz wyboru. Jesteś jedyną osobą, która może mi teraz pomóc. Potraktuj to jako rekompensatę za tamten pocałunek.
            Jonghyun zamyślił się na moment niepewny, co powinien zrobić. Czuł się winny wobec Taemina, poniosło go, ale szpitali nie cierpiał z całego serca. Miał zbyt wiele złych wspomnień z nimi związanych.
            - Wiem, że twoja siostra była chora. Skoro mam ci pomóc, musisz mi zaufać, dlatego chcę, byś poszedł ze mną odwiedzić moją mamę. – Młodszy był zdeterminowany. Chciał dopiąć swego za wszelką cenę,
            - Dobra, rozumiem, chodźmy, mówiłeś coś o autobusie, a w tym tempie zdąży nam odjechać milion razy.
            Szli w milczeniu przez korytarz, a później przez dziedziniec szkoły. Przeszli przez szkolną bramę i skierowali się stronę niebieskiego przystanku. Jonghyun czuł się bardzo niekomfortowo. Napięcie rosło w nim, czuł, że długo nie wytrzyma tej ciszy.
            - Boli? – spytał młodszy.
            - Co?
            - Twój język. Chyba ugryzłem cię do krwi…
            - A… Trochę. Zasłużyłem sobie.
            - Prawda. Ale zdziwiłeś mnie. Nie wiedziałem, że jesteś bi. Wyglądasz na rasowego samca alfa.
            - Bo nie jestem. Jesteś drugim facetem w życiu, którego pocałowałem.
            - Wiesz, to nie jest nic złego. Ja sam lubię popatrzeć na ładne klaty.
            - Przecież masz dziewczynę…
            - Mam, ale jedno nie musi wykluczać drugiego.
            - To dlatego tak bezproblemowo zaakceptowałeś Minho i Key… Czemu nie powiedziałeś?
            - A ty byś się tym chwalił? Jak mnie ktoś pyta, odpowiadam szczerze, nie kryję się. Nie moja wina, że nie byliście ciekawi.
            - Hm… Jesteś dziwny. Wiesz, gdyby ludzie w szkole się dowiedzieli… To nie wygląda za ciekawie na początku. Key miał bardzo ciężko przez pierwsze miesiące.
            - Ale żyje i jest szczęśliwy, prawda? – Taemin uśmiechnął do starszego i wsiadł do autobusy, który właśnie podjechał. – Pasują do siebie, dobrze, że pomogłeś im się zejść.

            - Ta… Dobrze zrobiłem. – Jonghyun zmarkotniał. Zajął miejsce pod oknem, zwrócił swój wzrok na budynki za brudną szybą i już się nie odezwał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyświetlenia

○Postępy○

EHSS:
[rozdział 13] - 2%

♥~○~♥