- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Krew. Za dużo krwi. Wszystko splamione
szkarłatną cieczą. Dusił się. Chciał uciec.
Nie miał gdzie.
Jedyne drzwi były zamknięte. Pokój go
przytłaczał, kurczył, jakby chciał go zmiażdżyć. On nie chce umierać, nie tutaj,
nie w tak okropnym miejscu. Ściany już ściskały jego klatkę piersiową, jeszcze
chwila i zgniotą ją boleśnie. Chciał żyć, chciał dalej oddychać. Nie tak
powinno być. Ciemno, zbyt ciemno. Nic nie widział, oślepł. Żadnego dźwięku,
żadnego zapachu. To koniec. Jeszcze kilka sekund i umrze.
Taemin zerwał się z łóżka cały oblany zimnym
potem. Dawno nie miał tak przerażającego snu, nawet po niedawnym ataku jego
matki. Chaotycznie wciągał w swoje płuca tlen, pięść przyciskając do klatki
piersiowej. Nadal miał problemy z oddychaniem, a z każdym głębszym wdechem wydawało
mu się, że połyka tysiące igieł.
Nie wiedział ile czasu minęło od jego
pobudki, ale z ulgą stwierdził, że nie obudził starszego. Jeszcze brakowało mu
miliona pytań i wyjaśniania, co się stało. Zdecydowanie nie byłby wstanie tego
zrobić.
Zsunął z siebie kołdrę i powoli podniósł się
do pozycji siedzącej. Sięgnął po wodę stojącą na stoliku nocnym i łapczywie
przełknął zimną ciecz. Odstawił butelkę, po czym sprawdził na wyświetlaczu
godzinę.
3:43
Za trzy godziny powinien wstać i zacząć
szykować się do szkoły, ale wiedział, że po takim koszmarze już nie będzie w
stanie zasnąć. Niechętnie wstał z miękkiego łoża i rozprostował kości.
Skierował swój zmęczony wzrok na leżącą niedaleko sylwetkę. Podszedł po cichu
do łóżka lokatora i przykucnął. W takich chwilach budził się w nim mały diabeł.
A jakby włożyć jego rękę do miski z wodą…
Albo na dłoń wycisnąć klej…
Może to były dziecięce żarty, ale Taemina
niezmiernie by ucieszyły. Kto by się nie uśmiechnął na widok dinozaura z
mokrymi gaciami? Albo gada z przyklejoną do czoła ręką?
Wyobraźnia chłopaka działała na najwyższych
obrotach. Oczami krążył po pokoju, szukając w ciemności ciekawych rzeczy, które
mógłby wykorzystać do uprzykrzenia życia starszemu. Jego wzrok padł na
zapełniony kosz na śmieci. Uśmiechnął się szatańsko na swą myśl.
Podniósł się z ziemi i skierował w stronę
obranego celu. Pochylił się i jak najciszej mógł, podniósł pojemnik. Przeniósł
wzrok na śpiącą postać i niemal parsknął śmiechem. Jonghyun spał w najlepsze z
nogami zsuniętymi z łóżka. Taemin podniósł się pomału, ale po chwili zamarł,
kiedy usłyszał dziwny szelest. Rozejrzał się nerwowo po pokoju, ale niczego nie
dostrzegł. Zdziwiony spojrzał pod nogi i zobaczył zgniecioną kartkę obok swojej
stopy. Odłożył kosz na ziemię i podniósł białe zawiniątko. Czy to nie czasem
notatki Jonghyuna? Cały dzień coś bazgrolił tym przeklętym długopisem. Na samo
wspomnienie wcześniejszej sytuacji Taeminowi zrobiło się gorąco.
Westchnął głęboko i rozwinął pomięty
materiał. Przymrużył oczy, próbując rozczytać kaligrafię starszego, ale
egipskie ciemności, jakie panowały w pokoju mu to uniemożliwiły. Złożył kartkę
i spakował do swojego plecaka. Rozszyfruje ją rano, teraz powinien choć jeszcze
na chwile zasnąć.
~○~○~○~
- No i jak, młody? Lepiej już? – Minho poklepał
chłopaka po ramieniu i dosiadł się do stolika.
- Ta, nawet dobrze opowiada ten gad. – Taemin
uśmiechnął się, po chwili sięgając pałeczkami po kolejny kawałek potrawy z
marchewką.
- Widzisz? Mówiłem ci! Jonghyun zawsze był
dobry w te klocki. – Kolejne krzesło zostało zajęte przez Kibuma. – Fuj… Jak ty
możesz jadać marchew. Królikiem jesteś? – Z obrzydzeniem wskazał na talerz Lee.
- Smaczne jest, nawet nieźle tu gotują.
- Bleh… Paskudztwo.
- Już nie przesadzaj. Do późna macie dziś
lekcje? – Taemin zaciekawiony przeniósł wzrok na Minho.
- Hm… Do szesnastej? Jakoś tak. Potem mam
trening kosza, więc jakoś o dziewiętnastej będziemy wolni.
- Mówisz w liczbie mnogiej? Zakładasz, że
pójdę z tobą na tę przeklętą halę oglądać, jak wydajecie z siebie okrzyki
godowe? – Key spojrzał zdegustowany na swojego chłopaka.
- Już ty dobrze wiesz, że okrzyki godowe w
moim wykonaniu brzmią inaczej. – Choi uśmiechnął się w zawadiacki sposób.
- Weźcie sobie pokój znajdźcie… - Taemin
zniesmaczony wstał i wziął w swoje ręce tacę. – Aż straciłem apetyt.
- Yah! Lee Taemin, gdzie idziesz?! Młody! –
Słyszał jeszcze wołania Kibuma, ale nie odwrócił się. Odłożył naczynia do
odpowiedniego okienka i skierował się do wyjścia. Miał przed sobą ciężki dzień.
Pierwsze godziny minęły spokojnie, jeśli nie
licząc faktu, że Taemin w dość brutalny sposób został powiadomiony o swoich
brakach i opóźnieniu w programie nauczania. Nauczyciele kazali zostawać mu po
lekcjach, aby Lee mógł zapisać, co powinien nadrobić. Nie wzięli jednak pod
uwagę faktu, że doba miała tylko dwadzieścia cztery godziny, tydzień siedem
dni, a sen powinien zajmować około ośmiu-dziewięciu godzin dziennie. To były
nieważne drobiazgi! Przecież uczeń nie ma każdego dnia pracy domowej i masy
nauki na następny poranek. Żeby chociaż któryś z nauczycieli zaoferował pomoc!
Nic! Zero! Nul!
Wyszedł z pracowni od koreańskiego,
wzdychając głęboko. Czuł ogromną ulgę i radość, bo sprawdzian z lektury
naprawdę dobrze mu poszedł! Jonghyun opowiedział mu książkę w bardzo
szczegółowy sposób, zwrócił uwagę na najważniejsze wydarzenia i podał możliwe
pytania. Taemin miał u chłopaka teraz ogromny dług wdzięczności, na którego
spłacenie nie miał żadnego pomysłu. Może powinien sprawić mu jakiś drobny
prezent?
- Taemin! Zaczekaj! – Lee usłyszał
znajomy głos i odwrócił się. – Upuściłeś to w pracowni. Musiało ci wypaść z
plecaka. – Brązowowłosa nastolatka uśmiechała się w stronę chłopaka, wyciągając
rękę, w której było jakieś zawiniątko.
- O, dzięki wielkie! – Taemin
sięgnął po swoją zgubę.
- Nie ma sprawy, jak tam? Dają
wycisk, co?
- Masakra. Nie wiem, czy będę miał
czas na sen. Powariowali z tym materiałem…
- Hm… Biedaczek. Jak potrzebujesz
pomocy, to pytaj! Załatwię Ci profesjonalne nauczanie od najlepszych ludzi w
tej szkole.
- Dzięki, Sora. Na razie Jonghyun mi
pomaga, jest całkiem dobry w te klocki!
- Kim Jonghyun? Ten z drugiej klasy?
- Tak, mam z nim pokój, wydaje się
całkiem spoko.
- Yhym… - Dziewczyna skrzywiła się nieznacznie.
- Coś nie tak? – Taemin spytał
niepewnym głosem.
- Nie, nic… On po prostu… Nie
wygląda bystrzaka…
- Haha, tak samo pomyślałem za
pierwszym razem, ale on naprawdę ma niesamowitą pamięć i wiedzę.
- Może masz rację… Dobra, uciekam,
narka!
- Narka! – Pomachał jej na
pożegnanie i ruszył korytarzem.
Taemin westchnął głęboko i spojrzał
na zawiniątko, które znalazła dziewczyna. Rozłożył papier, po czym rzucił
wzrokiem na czarne litery i nuty na nim.
- Sora! Czekaj! – Chłopak krzyknął z
brunetką i podbiegł do niej.
- Hm? Co jest, Taemin?
- Wiesz może, czy mamy gdzieś w
szkole pianino? Albo chociaż keyboard?
- Kiedyś mieliśmy fortepian na
stołówce. Jakiś czas temu przenieśli go na trzecie piętro do nieużywanej sali.
Czterdzieści dwa chyba? Mało kto tam chodzi, nawet nauczyciele jej nie
sprawdzają, więc na luzie możesz tam iść.
- Nawet nie wiesz, jak mi pomagasz!
Jeszcze raz dzięki!
- Nie ma sprawy, leć!
Podekscytowany ruszył w stronę
schodów. Treść na wyrzuconej przez Jonghyuna kartce go zaskoczyła. Nie
spodziewał się, że jego współlokator pisze piosenki! Chciał jak najszybciej
wypróbować zapisaną melodię, może wcale nie zasługiwała na wyrzucenie? Nikt nie
powinien tak łatwo porzucać swojej pracy.
Minęła zaledwie minuta, a Lee już
stał pod odpowiednimi drzwiami. Korytarz wydawał się pusty, po nauczycielach
jak i po uczniach nie było śladu. Widocznie wszyscy postanowili opuścić szkołę
zaraz po skończonych zajęciach albo zamknąć się w jaskini inaczej zwanej
pokojem nauczycielskim. Idealna sytuacja. Chłopak nie wiedział, czy nie miałby
problemów, gdyby ktoś go przyłapał. Wchodzenie do nieużywanych pracowni może
nie było zabronione w regulaminie, ale zapewne dozwolone też nie. Jeszcze raz
rozejrzał się wokół siebie i nacisnął klamkę.
- O? Otwarte? – spytał sam siebie
chłopak, niepewnie zaglądając do środka. W pomieszczeniu panował półmrok,
rozświetlany delikatnym światłem wpadającym przez kilka okien. Wszedł głębiej,
przymykając za sobą drzwi. – Gdzieś tu musi być włącznik… - Zaczął na ślepo
przejeżdżać rękami po ścianie, aż wreszcie natknął się na wypuklenie. – Mam
cię!
Po chwili podłużne lampy zawieszone
na suficie zaświeciły się na żółtawy kolor.
Zakurzone ławki zsunięte były pod jedną ścian, a krzesła ułożone na
stos, po czym przykryte niechlujnie szarą, zabrudzoną tkaniną. Fortepian stał w
samym centrum pomieszczenia, a na podłodze pozostały rysy, jakby ktoś siłą
przepchał je z innego miejsca. Chłopak zbliżył się i przetarł ręką pokrywę,
która ku jego zaskoczeniu, nie była w żadnym stopniu zakurzona. Instrument
kompletnie nie pasował do tego zapuszczonego miejsca. Był w idealnym stanie,
jakby ktoś dbał jedynie o niego i nic innego się nie liczyło. Taboret wyglądał na niedawno zakupiony, z
pięknymi, delikatnymi, złotymi zdobieniami na nogach.
„Może to nie do końca opuszczona
sala…” – pomyślał chłopak, siadając przy fortepianie. Rozłożył kartkę na
podstawce, po czym strzyknął palcami.
- No to zobaczymy…
Na początku zagrał kilka prostych
utworów, jakich nauczył się jeszcze od swojej mamy. Kiedy już wystarczająco
rozgrzał palce, spojrzał ciekawie na pismo Jonghyuna. Powoli rozczytywał nuty,
grając kolejne tony, a po pewnym czasie przyspieszał, aby powstała płynna
melodia. Skończył usatysfakcjonowany z uśmiechem na ustach. Ten dinozaur miał
jednak talent. Chciał się właśnie zbierać, gdy usłyszał znajomy głos tuż przy
swoim uchu.
- Z chęcią się dowiem, skąd to masz,
Lee Taeminie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz