środa, 22 czerwca 2016

EHSS - Rozdział 10

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Krew. Za dużo krwi. Wszystko splamione szkarłatną cieczą. Dusił się. Chciał uciec.
Nie miał gdzie.
Jedyne drzwi były zamknięte. Pokój go przytłaczał, kurczył, jakby chciał go zmiażdżyć. On nie chce umierać, nie tutaj, nie w tak okropnym miejscu. Ściany już ściskały jego klatkę piersiową, jeszcze chwila i zgniotą ją boleśnie. Chciał żyć, chciał dalej oddychać. Nie tak powinno być. Ciemno, zbyt ciemno. Nic nie widział, oślepł. Żadnego dźwięku, żadnego zapachu. To koniec. Jeszcze kilka sekund i umrze.
Taemin zerwał się z łóżka cały oblany zimnym potem. Dawno nie miał tak przerażającego snu, nawet po niedawnym ataku jego matki. Chaotycznie wciągał w swoje płuca tlen, pięść przyciskając do klatki piersiowej. Nadal miał problemy z oddychaniem, a z każdym głębszym wdechem wydawało mu się, że połyka tysiące igieł.
Nie wiedział ile czasu minęło od jego pobudki, ale z ulgą stwierdził, że nie obudził starszego. Jeszcze brakowało mu miliona pytań i wyjaśniania, co się stało. Zdecydowanie nie byłby wstanie tego zrobić.
Zsunął z siebie kołdrę i powoli podniósł się do pozycji siedzącej. Sięgnął po wodę stojącą na stoliku nocnym i łapczywie przełknął zimną ciecz. Odstawił butelkę, po czym sprawdził na wyświetlaczu godzinę.
3:43
Za trzy godziny powinien wstać i zacząć szykować się do szkoły, ale wiedział, że po takim koszmarze już nie będzie w stanie zasnąć. Niechętnie wstał z miękkiego łoża i rozprostował kości. Skierował swój zmęczony wzrok na leżącą niedaleko sylwetkę. Podszedł po cichu do łóżka lokatora i przykucnął. W takich chwilach budził się w nim mały diabeł.
A jakby włożyć jego rękę do miski z wodą… Albo na dłoń wycisnąć klej…
Może to były dziecięce żarty, ale Taemina niezmiernie by ucieszyły. Kto by się nie uśmiechnął na widok dinozaura z mokrymi gaciami? Albo gada z przyklejoną do czoła ręką?  
Wyobraźnia chłopaka działała na najwyższych obrotach. Oczami krążył po pokoju, szukając w ciemności ciekawych rzeczy, które mógłby wykorzystać do uprzykrzenia życia starszemu. Jego wzrok padł na zapełniony kosz na śmieci. Uśmiechnął się szatańsko na swą myśl.
Podniósł się z ziemi i skierował w stronę obranego celu. Pochylił się i jak najciszej mógł, podniósł pojemnik. Przeniósł wzrok na śpiącą postać i niemal parsknął śmiechem. Jonghyun spał w najlepsze z nogami zsuniętymi z łóżka. Taemin podniósł się pomału, ale po chwili zamarł, kiedy usłyszał dziwny szelest. Rozejrzał się nerwowo po pokoju, ale niczego nie dostrzegł. Zdziwiony spojrzał pod nogi i zobaczył zgniecioną kartkę obok swojej stopy. Odłożył kosz na ziemię i podniósł białe zawiniątko. Czy to nie czasem notatki Jonghyuna? Cały dzień coś bazgrolił tym przeklętym długopisem. Na samo wspomnienie wcześniejszej sytuacji Taeminowi zrobiło się gorąco.
Westchnął głęboko i rozwinął pomięty materiał. Przymrużył oczy, próbując rozczytać kaligrafię starszego, ale egipskie ciemności, jakie panowały w pokoju mu to uniemożliwiły. Złożył kartkę i spakował do swojego plecaka. Rozszyfruje ją rano, teraz powinien choć jeszcze na chwile zasnąć.

~○~○~○~

- No i jak, młody? Lepiej już? – Minho poklepał chłopaka po ramieniu i dosiadł się do stolika.
- Ta, nawet dobrze opowiada ten gad. – Taemin uśmiechnął się, po chwili sięgając pałeczkami po kolejny kawałek potrawy z marchewką.
- Widzisz? Mówiłem ci! Jonghyun zawsze był dobry w te klocki. – Kolejne krzesło zostało zajęte przez Kibuma. – Fuj… Jak ty możesz jadać marchew. Królikiem jesteś? – Z obrzydzeniem wskazał na talerz Lee.
- Smaczne jest, nawet nieźle tu gotują.
- Bleh… Paskudztwo.
- Już nie przesadzaj. Do późna macie dziś lekcje? – Taemin zaciekawiony przeniósł wzrok na Minho.
- Hm… Do szesnastej? Jakoś tak. Potem mam trening kosza, więc jakoś o dziewiętnastej będziemy wolni.
- Mówisz w liczbie mnogiej? Zakładasz, że pójdę z tobą na tę przeklętą halę oglądać, jak wydajecie z siebie okrzyki godowe? – Key spojrzał zdegustowany na swojego chłopaka.
- Już ty dobrze wiesz, że okrzyki godowe w moim wykonaniu brzmią inaczej. – Choi uśmiechnął się w zawadiacki sposób.
- Weźcie sobie pokój znajdźcie… - Taemin zniesmaczony wstał i wziął w swoje ręce tacę. – Aż straciłem apetyt.
- Yah! Lee Taemin, gdzie idziesz?! Młody! – Słyszał jeszcze wołania Kibuma, ale nie odwrócił się. Odłożył naczynia do odpowiedniego okienka i skierował się do wyjścia. Miał przed sobą ciężki dzień.
Pierwsze godziny minęły spokojnie, jeśli nie licząc faktu, że Taemin w dość brutalny sposób został powiadomiony o swoich brakach i opóźnieniu w programie nauczania. Nauczyciele kazali zostawać mu po lekcjach, aby Lee mógł zapisać, co powinien nadrobić. Nie wzięli jednak pod uwagę faktu, że doba miała tylko dwadzieścia cztery godziny, tydzień siedem dni, a sen powinien zajmować około ośmiu-dziewięciu godzin dziennie. To były nieważne drobiazgi! Przecież uczeń nie ma każdego dnia pracy domowej i masy nauki na następny poranek. Żeby chociaż któryś z nauczycieli zaoferował pomoc! Nic! Zero! Nul!

Wyszedł z pracowni od koreańskiego, wzdychając głęboko. Czuł ogromną ulgę i radość, bo sprawdzian z lektury naprawdę dobrze mu poszedł! Jonghyun opowiedział mu książkę w bardzo szczegółowy sposób, zwrócił uwagę na najważniejsze wydarzenia i podał możliwe pytania. Taemin miał u chłopaka teraz ogromny dług wdzięczności, na którego spłacenie nie miał żadnego pomysłu. Może powinien sprawić mu jakiś drobny prezent?
            - Taemin! Zaczekaj! – Lee usłyszał znajomy głos i odwrócił się. – Upuściłeś to w pracowni. Musiało ci wypaść z plecaka. – Brązowowłosa nastolatka uśmiechała się w stronę chłopaka, wyciągając rękę, w której było jakieś zawiniątko.
            - O, dzięki wielkie! – Taemin sięgnął po swoją zgubę.
            - Nie ma sprawy, jak tam? Dają wycisk, co?
            - Masakra. Nie wiem, czy będę miał czas na sen. Powariowali z tym materiałem…
            - Hm… Biedaczek. Jak potrzebujesz pomocy, to pytaj! Załatwię Ci profesjonalne nauczanie od najlepszych ludzi w tej szkole.
            - Dzięki, Sora. Na razie Jonghyun mi pomaga, jest całkiem dobry w te klocki!
            - Kim Jonghyun? Ten z drugiej klasy?
            - Tak, mam z nim pokój, wydaje się całkiem spoko.
            - Yhym… - Dziewczyna skrzywiła się nieznacznie.
            - Coś nie tak? – Taemin spytał niepewnym głosem.
            - Nie, nic… On po prostu… Nie wygląda bystrzaka…
            - Haha, tak samo pomyślałem za pierwszym razem, ale on naprawdę ma niesamowitą pamięć i wiedzę.
            - Może masz rację… Dobra, uciekam, narka!
            - Narka! – Pomachał jej na pożegnanie i ruszył korytarzem.
            Taemin westchnął głęboko i spojrzał na zawiniątko, które znalazła dziewczyna. Rozłożył papier, po czym rzucił wzrokiem na czarne litery i nuty na nim.
            - Sora! Czekaj! – Chłopak krzyknął z brunetką i podbiegł do niej.
            - Hm? Co jest, Taemin?
            - Wiesz może, czy mamy gdzieś w szkole pianino? Albo chociaż keyboard?
            - Kiedyś mieliśmy fortepian na stołówce. Jakiś czas temu przenieśli go na trzecie piętro do nieużywanej sali. Czterdzieści dwa chyba? Mało kto tam chodzi, nawet nauczyciele jej nie sprawdzają, więc na luzie możesz tam iść.
            - Nawet nie wiesz, jak mi pomagasz! Jeszcze raz dzięki!
            - Nie ma sprawy, leć!
            Podekscytowany ruszył w stronę schodów. Treść na wyrzuconej przez Jonghyuna kartce go zaskoczyła. Nie spodziewał się, że jego współlokator pisze piosenki! Chciał jak najszybciej wypróbować zapisaną melodię, może wcale nie zasługiwała na wyrzucenie? Nikt nie powinien tak łatwo porzucać swojej pracy.
            Minęła zaledwie minuta, a Lee już stał pod odpowiednimi drzwiami. Korytarz wydawał się pusty, po nauczycielach jak i po uczniach nie było śladu. Widocznie wszyscy postanowili opuścić szkołę zaraz po skończonych zajęciach albo zamknąć się w jaskini inaczej zwanej pokojem nauczycielskim. Idealna sytuacja. Chłopak nie wiedział, czy nie miałby problemów, gdyby ktoś go przyłapał. Wchodzenie do nieużywanych pracowni może nie było zabronione w regulaminie, ale zapewne dozwolone też nie. Jeszcze raz rozejrzał się wokół siebie i nacisnął klamkę.
            - O? Otwarte? – spytał sam siebie chłopak, niepewnie zaglądając do środka. W pomieszczeniu panował półmrok, rozświetlany delikatnym światłem wpadającym przez kilka okien. Wszedł głębiej, przymykając za sobą drzwi. – Gdzieś tu musi być włącznik… - Zaczął na ślepo przejeżdżać rękami po ścianie, aż wreszcie natknął się na wypuklenie. – Mam cię!
            Po chwili podłużne lampy zawieszone na suficie zaświeciły się na żółtawy kolor.  Zakurzone ławki zsunięte były pod jedną ścian, a krzesła ułożone na stos, po czym przykryte niechlujnie szarą, zabrudzoną tkaniną. Fortepian stał w samym centrum pomieszczenia, a na podłodze pozostały rysy, jakby ktoś siłą przepchał je z innego miejsca. Chłopak zbliżył się i przetarł ręką pokrywę, która ku jego zaskoczeniu, nie była w żadnym stopniu zakurzona. Instrument kompletnie nie pasował do tego zapuszczonego miejsca. Był w idealnym stanie, jakby ktoś dbał jedynie o niego i nic innego się nie liczyło.  Taboret wyglądał na niedawno zakupiony, z pięknymi, delikatnymi, złotymi zdobieniami na nogach.
            „Może to nie do końca opuszczona sala…” – pomyślał chłopak, siadając przy fortepianie. Rozłożył kartkę na podstawce, po czym strzyknął palcami.
            - No to zobaczymy…
            Na początku zagrał kilka prostych utworów, jakich nauczył się jeszcze od swojej mamy. Kiedy już wystarczająco rozgrzał palce, spojrzał ciekawie na pismo Jonghyuna. Powoli rozczytywał nuty, grając kolejne tony, a po pewnym czasie przyspieszał, aby powstała płynna melodia. Skończył usatysfakcjonowany z uśmiechem na ustach. Ten dinozaur miał jednak talent. Chciał się właśnie zbierać, gdy usłyszał znajomy głos tuż przy swoim uchu.

            - Z chęcią się dowiem, skąd to masz, Lee Taeminie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyświetlenia

○Postępy○

EHSS:
[rozdział 13] - 2%

♥~○~♥