- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Bezimienne
Charakterystyka i opis: Lekki romans / szkolne / hetero.
Klasowy wyrzutek i szkolna gwiazda. Czy zwykła kartka przechwycona przez nauczyciela, może coś zmienić w ich relacjach? Jaki skutek da spotkanie na dachu szkoły? Tragedia, czy ratunek? Tego przekonajcie się sami...
Autor: Lucy/Misiol
- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Deszcz. Uczniowie w pośpiechu
wbiegli do pokaźnych rozmiarów budynku. Ciemnych chmur ciągle przybywało, a po
chwili całkowicie przysłoniły wiosenne niebo.
Na progu pewien chłopak
strząsał z parasolki krople wody. Następnie zarzucił swoimi brązowymi włosami i
uśmiechnął się do czekających w liceum znajomych. W gwarze rozmów udali się do
szatni. Odwiesili swoje kurtki, po czym rozsiedli się pod pracownią
historyczną.
Dziewczyny dyskutowały o czymś
w kółku. Co chwila któraś z nich zakrywała usta dłonią albo wydawała z siebie
zduszony krzyk przerażenia. Tylko jedna z nich siedziała dalej z nosem w
książce. Rzucała ukradkowe spojrzenia rozgadanej gromadce. Przewróciła oczami i
z powrotem powróciła do lektury.
Lucas z zaciekawieniem
przyglądał się samotnej czarnowłosej. Susan zawsze siedziała sama w kącie. Nikt
nie zwracał na dziewczynę uwagi ani ona nie zaszczycała nią kogokolwiek. Nie
narzucała swojej opinii i podporządkowywała się woli reszty klasy. Przypominała
szarą myszkę, która bała się cokolwiek powiedzieć.
Złotooki wstał bez słowa i
ruszył w jej stronę. Spojrzał przelotnie na dziewczyny, które zamilkły. Zaczęły
przeczesywać palcami włosy, szczerzyły zęby w zalotnym uśmiechu. Lucas tylko
prychnął i ruszył dalej. Nie znosił takich reakcji, a zwłaszcza sztuczności w
ich zachowaniu.
Kroki chłopaka zagłuszał gwar
rozmów. Stanął naprzeciw uczennicy z włosami czarnymi jak smoła. Uśmiechnął się
niepewnie i przykucnął. Tuzin par oczu, wpatrujących się w jego profil, nie dodawał
mu odwagi. Przełknął ślinę. Miał zamiar zagadać, ale jego usta co chwila
zamykały się zlęknione.
- Nie zmuszaj się – mruknęła
Susan, przewracając kolejna stronicę książki. – Przyzwyczaiłam się.
- Do czego? – spytał, unosząc
brwi. Dziewczyna opuściła książkę, ukazując swój zgrabny nos. - Zgaduj.
Lucas usiadł obok niej i
wpatrywał się w czarne litery na kartkach. Przymrużył oczy i starał się
dorównać szybkości Susan.
- Lubisz fantastykę? – spytał,
chcąc przerwać niezręczną ciszę. Dziewczyna zatrzasnęła głośno książkę i
rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Nie mam ochoty z tobą
rozmawiać. Tam masz stado owieczek do własnej dyspozycji. – Wyciągnęła rękę i
wskazała kółeczko, które z zainteresowaniem przyglądała się poczynaniom Lucasa.
Widząc dłoń czarnowłosej, dziewczyny speszyły się i zaczęły rozmawiać na
pierwszy temat, jaki wpadł im do głowy.
- Lubisz fantastykę? –
Brązowowłosy powtórzył pytanie, jakby w ogóle nie słyszał Susan.
Dziewczyna zmrużyła oczy.
Jeszcze przez moment piorunowała go wzrokiem, aż w końcu wróciła do
poprzedniego zajęcia.
Przerwa mijała bardzo powoli.
Lucas obserwował każdy ruch czarnowłosej. Jak przewracała stronę, jak
marszczyła swój zgrabny nos, jak odgarniała włosy z czoła. Starał się wszystko
wyryć w swojej głowie, zapamiętać, jakby to był jedyny raz, kiedy widzi taki
cenny okaz w muzeum. Nie wiedział, czemu dziewczyna tak nagle wzbudziła w nim
takie zainteresowanie. Może dlatego, że ostatnie czasy wydawała się jeszcze
mniej obecna w życiu szkoły? Jakby powoli zanikała, zatracała się w swoim
zamkniętym świecie, gdzie żaden inny śmiertelnik nie ma wstępu.
Dzwonek. Tak upragniony dla
Susan, a tak zbędny dla Lucasa. Nauczyciel otworzył klasę i uczniowie zajęli
swoje miejsca w pracowni.
- Ej, stary! Co to było? –
Wysoki blondyn z brązowymi jak gorzka czekolada oczami szturchnął łokciem
przyjaciela.
- Nie wiem, o co ci chodzi – odparł Lucas,
rozpakowując swoją torbę i strącając rękę Johna.
- Ty skubańcu, nie wykręcaj
się. Co z nią kombinujesz? Na twoim miejscu nie zbliżałbym się do takiego syfu.
– Lucas skrzywił się, po czym usiadł w ławce.
Nie wiedział, o jaki „syf”
chodzi Johnowi. Tak szczerze, to mało wiedział o Susan. Nie miał pojęcia,
dlaczego zaraz po tym jak się tu przeniosła, została odrzucona. W tamtym czasie
chorował. Wylądował w szpitalu z powodu zapalenia płuc. Gdy wrócił do szkoły,
czarnowłosa już samotnie spędzała przerwy. Albo z słuchawkami na uszach, albo z
kolejną ogromną książką. Historia Susan go nie interesowała. Dziewczyna po
prostu była, ale wydawało się, że jest nieobecna, jakby nic się nie zmieniło z
jej przyjściem. Zostawił ją samej sobie. Miał przecież swoje sprawy na głowie.
Teraz coś się zmieniło. Załączył w swojej głowie tryb detektywa. Chciał
wiedzieć o Susan wszystko, a nawet więcej. Nie interesowało go, w jaki sposób
zdobędzie informacje na jej temat. Po prostu chciał je mieć.
Wyrwał z brudnopisu kartkę i
szybko nabazgrał kilka zdań, po czym rzucił na ławkę przyjaciela. John spojrzał
na niego pytająco. Lucas tylko kiwnął głową, pospieszając chłopaka. Blondyn
szybko odpisał na wiadomość kolegi i odrzucił karteczkę. Ich rozmowa toczyła
się w ten sposób przez najbliższe piętnaście minut. Obydwoje z zapałem
marnowali swój tusz na napisanie kolejnych słów. John właśnie skończył tworzyć
swoją część i rzucił w stronę Lucasa. Niespodziewanie kartkę przechwycił
nauczyciel. Spojrzał z triumfalnym wyrazem twarzy na chłopców i podniósł do
góry zawiniątko.
- Może przeczytacie nam to
wspaniałe opowiadanie? Sporo czasu zajęło wam stworzenie go, szkoda, żeby się
zmarnowało. Jeśli nie będziecie czytać, nie dość, że wy dostaniecie naganne, to
od jutra robię kartkówki co lekcja. – Historyk był znany ze swojej podłości.
Nie szanował prywatności uczniów. Lucas spojrzał na niego z błagającym wyrazem
twarzy, ale nauczyciel tylko uśmiechnął się złośliwie. – Dobrze będzie, jak
przeczytacie to z podziałem na role.
Chłopcy zrezygnowali wstali i
zaczęli czytać. Lucas rozpoczął. Odetchnął głęboko i spojrzał na kartkę. To
jego wina. Jego wina. Jego bardzo, ale to bardzo wielka wina.
- Czemu Susan została
odrzutkiem? Gdy wróciłem ze szpitala już siedziała sama.
- Rany, ty to jak zawsze
niedoinformowany. Ty w ogóle wiesz, że nie przeniosła się z własnej woli, tylko
została wyrzucona?
- Wyrzucona?! Chyba sobie jaja
robisz! Jest jedną z lepszych uczennic…
- Ta… Tam też miała bardzo
dobre oceny, ale aniołkiem to nie była. Podobno pobiła bandę chłopaków, w tym
swojego podobnież „najlepszego” przyjaciela. Poza tym lider tamtych trafił do
szpitala. Jego stan nie był zbyt ciekawy po spotkaniu z rękami tej kobity.
W tym momencie nauczyciel
przerażony wyrwał kartkę z rąk chłopców i podarł ją na drobne kawałki. Wszyscy
swój wzrok skierowali na jedną z tylnych ławek, gdzie siedziała Susan. Ku
zdziwieniu wszystkich patrzyła niewzruszona na tablicę, bawiąc się kosmykiem
swoich włosów i ziewając przeciągle.
- Jak się napatrzycie, to
wrócimy do lekcji, dobra? – spytała, ogarniając swym przenikliwym spojrzeniem
całą klasę. Nauczyciel zareagował od
razu. Klasnął w dłonie i podszedł do tablicy. Zaczął z zapałem tłumaczyć klasie
przyczyny i skutki wojny. Jakiej, z kim, gdzie i po co – nikt nie wiedział.
Każdy zajęty był śledzeniem ruchów czarnowłosej. Dziewczyna zdenerwowana
odsunęła z hałasem krzesło. – Widzę, że tak się nie da. – Jednym ruchem
zrzuciła wszystkie swoje rzeczy do plecaka, po czym wyszła, trzaskając
drzwiami.
Nic ją nie interesowało. Nie
obchodziło ją to, co inni o niej mówili. Ona znała siebie najlepiej. Pobiła
ich? Oczywiście! Kto by tego nie zrobił na jej miejscu! Ta przeklęta banda
chciała zakatować Tomasa. Bili go tymi metalowymi kijami, pałkami i pięściami.
Jak mogła bezczynnie patrzeć na cierpienie swojego przyjaciela. Przyjaciela,
którego w ukryciu kochała. Chciała go ochronić. Wiedziała, że da radę. Była
bardzo wysportowana, a sztuk walki uczyła się z Internetu. Nie była tak słaba,
na jaką wyglądała. W tych chudych rączkach skrywała się ogromna siła. Stała się
jeszcze większa pod wpływem emocji wywołanych widokiem krwi Tomasa. Rzuciła się
na sprawców cierpienia swojej miłości. Nie znała umiaru, chciała, aby poczuli
taki sam ból jak on. Zwłaszcza ten lider. Od początku go nie lubiła. Zresztą ze
wzajemnością. Jednak nie mogła się spodziewać, że zostanie w tak okrutny sposób
wystawiona. Że jej przyjaciel od lat oskarży ją o pobicie, o zastraszanie. Że
powie jej prosto w twarz, że jej nienawidzi, że chce, aby zniknęła. Że to on
wymyśli plan, aby wyrzucić ją ze szkoły. Zgodził się na ośmieszenie z powodu
pobicia przez dziewczynę za to, by się pozbyć Susan ze swojego terenu. Szoku,
jaki wtedy czarnowłosa przeżyła, nie da się opisać. Tomas z premedytacją złamał
jej serce. Złamał? Zmiażdżył, rozerwał na strzępy, rozbił – to są lepsze
określenia.
Szybkie kroki echem odbijały
się o ściany opustoszałego korytarza. Susan skierowała się w stronę schodów. Niemal
biegiem pokonała je i znalazła się na dachu szkoły. Rzuciła plecak pod ścianę
budynku, a sama stanęła na środku tarasu. Wyjęła z kieszeni telefon, a
następnie włączyła radio. Komórka z powrotem wylądowała w spodniach.
Czarnowłosa przymknęła
powieki. Nic ją teraz nie obchodziło. Istniała tylko ona i muzyka. Muzyka i
ona. Nic więcej się nie liczyło. Mogła nie znać piosenki, dla niej to nie był
problem. Lubowała się w freestyle’u. Tańczyła do wszystkiego. Już po chwili jej
ciało zaczęło wyginać się w rytmie dźwięków, dochodzących do jej uszu. Szczupłe
ręce rozcinały powietrze na przemian wolnymi i szybkim ruchami. Czarne włosy
idealnie zgrywały się z każdym drgnięciem dziewczyny. Jej stopy sunęły po
twardej powierzchni, co pewien czas wykonując obrót. W tym stanie mogła
pozostać na wieki.
- Nie wierzę, że jesteś złą
osobą. – Dziewczyna, przerażona obecnością osoby trzeciej, szybko odwróciła się
w stronę właściciela głosu. Z powodu szybkości manewru, zahaczyła stopą o drugą
nogę i wylądowała na brudnej ziemi.
- Boli… - jęknęła cicho,
pocierając zranioną rękę. Uniosła wzrok na chłopaka, stojącego w drzwiach i
przyglądającemu się Susan z lekkim uśmiechem. Uważnie obserwowała, jak zbliża
się do niej i delikatnie bierze jej dłoń w ręce, po czym otula ją swym ciepłym
oddechem. Policzki czarnowłosej zaczęły piec i po chwili zerwała się, tym samym
odizolowując się od dotyku chłopaka. – Idź sobie – mruknęła Susan, stojąc
plecami do Lucasa.
- Przepraszam. To moja wina…
To, że w klasie tak wyszło. Ech, w skrócie – jestem idiotą – powiedział,
drapiąc się po głowie. Dziewczyna odwróciła się i prychnęła z pogardą.
- To teraz, jeśli łaska,
zostaw mnie samą – mruknęła, ruszając w stronę barierki. Chciała chłopakowi dać
nauczkę, a dosłownie przed chwilą wpadła na dobry pomysł. – I tak moje życie
nie ma sensu. Każdy dzień jest coraz gorszy, a mnie pochłania mrok. Nie mam po
co żyć. Czasem wydaje mi się, że zwykły skok dokładnie z tego miejsca, mógłby
zakończyć wszystkie moje problemy, nie uważasz? – Susan z powagą odwróciła się
w stronę Lucasa i uśmiechnęła smutno. Podskoczyła lekko i usiadła na poręczy.
Za nią nie było nic. Tylko przepaść do natychmiastowej śmierci. Wyciągnęła
rękę, jakby chciała złapać powietrze. Zacisnęła pięść, a już po chwili ją
otworzyła, wypuszczając złapaną nicość. – Błękitne niebo. Tak blisko, a tak
daleko.
Na twarzy chłopaka malowało
się coraz większe przerażenie. Nie miał pojęcia, że dziewczyna żartuje. W jego
oczach wszystko wyglądało bardzo realnie. Bał się poruszyć, a jednocześnie
chciał chwycić tę drobną osóbkę i przycisnąć do siebie, aby ochronić przed
wszelkim złem tego świata. Chciał, ale nie mógł. Stał sparaliżowany ze strachem
wymalowanym na ustach. Nie wiedział, co powinien zrobić. Wydawało mu się, że
najmniejszy podmuch wiatru wystarczy, by zwiać Susan z tej poręczy.
- Zejdź stamtąd – szepnął cicho
i spojrzał błagalnie w oczy dziewczyny, w których nie znalazł nic, oprócz
jeszcze bardziej pogłębiającej strach pustki.
Czarnowłosa wpatrywała się w
niebo. To wszystko miało być grą, ale słowa, które wypowiedziała, były prawdą.
Miała dość życia oraz jej problemów. Śmierć matki, ojciec alkoholik, jeszcze
problemy w szkole i ta przeklęta samotność. Ta okropna, przerażająca samotność.
To najbardziej bolało Susan. Nawet nie te liczne siniaki, które miała od pięści
ojca. To właśnie brak towarzystwa był najdotkliwszą rzeczą w jej żywocie.
Gdyby…
Gdyby
tak po prostu…
Zniknęła…
Zamieniła się w nicość…
Gdyby…
Dziewczyna powoli odchylała
się do tyłu. Jeszcze parę milimetrów i straci równowagę. Jeszcze raz uniosła
głowę, aby ujrzeć w to cudne, błękitne niebo. Piękny widok. Oby długo nie
bolało. Oby jej nie ratowali. Przymknęła powieki, oderwała ręce od barierki i
szarpnęła. Żegnaj ostatni promyku nadziei.
Leżał na ziemi. Jego ręce
mocno zaciskały się na miękkim materiale. Bał się otworzyć oczy. Myśl, że ta
drobna osóbka może rozpaść się w jego ramionach, przerażała go. Łzy ciekły po
jego policzkach, a on ukrywał je w ramieniu delikatnej istoty. Trzymał ją. Miał
przy sobie. Ona nigdzie nie zniknęła.
- Idiotka – szepnął, łamiącym
się głosem. – Nie masz prawa zniknąć – powiedział, tuląc głowę dziewczyny do
własnej piersi. Susan zdezorientowana próbowała spojrzeć na twarz chłopaka. Nie
wiedziała, czemu płacze, choć wcale jej nie znał. Lucas był dla niej kompletnie
obcy.
Obcy?
Czy nieznajomy wylewałby tak
gorzkie łzy nad cierpiącym człowiekiem? Przejąłby się jego losem tak, że byłby
wstanie zaryzykować własne życie, aby go ocalić? Aby wyciągnąć dłoń w stronę
bezkresnej przepaści? Nie wiedziała. Jedyne, co teraz odczuwała, to spokój.
Ciepło i bezpieczeństwo, które wydawało jej się tak odległe, teraz samo ją
odnalazło. Otoczyło ze wszystkich stron, ochraniało przed zimnem oraz
cierpieniem.
- Rozumiem – odpowiedziała
cicho, przytulając się do chłopaka. – Teraz będę bezpieczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz