sobota, 17 października 2015

Bezimienne - One Shot / Hetero / Lekki Romans

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Bezimienne

Charakterystyka i opis: Lekki romans / szkolne / hetero.
Klasowy wyrzutek i szkolna gwiazda. Czy zwykła kartka przechwycona przez nauczyciela, może coś zmienić w ich relacjach? Jaki skutek da spotkanie na dachu szkoły? Tragedia, czy ratunek? Tego przekonajcie się sami...
Autor: Lucy/Misiol

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -


Deszcz. Uczniowie w pośpiechu wbiegli do pokaźnych rozmiarów budynku. Ciemnych chmur ciągle przybywało, a po chwili całkowicie przysłoniły wiosenne niebo.
            Na progu pewien chłopak strząsał z parasolki krople wody. Następnie zarzucił swoimi brązowymi włosami i uśmiechnął się do czekających w liceum znajomych. W gwarze rozmów udali się do szatni. Odwiesili swoje kurtki, po czym rozsiedli się pod pracownią historyczną.
            Dziewczyny dyskutowały o czymś w kółku. Co chwila któraś z nich zakrywała usta dłonią albo wydawała z siebie zduszony krzyk przerażenia. Tylko jedna z nich siedziała dalej z nosem w książce. Rzucała ukradkowe spojrzenia rozgadanej gromadce. Przewróciła oczami i z powrotem powróciła do lektury.
            Lucas z zaciekawieniem przyglądał się samotnej czarnowłosej. Susan zawsze siedziała sama w kącie. Nikt nie zwracał na dziewczynę uwagi ani ona nie zaszczycała nią kogokolwiek. Nie narzucała swojej opinii i podporządkowywała się woli reszty klasy. Przypominała szarą myszkę, która bała się cokolwiek powiedzieć.
            Złotooki wstał bez słowa i ruszył w jej stronę. Spojrzał przelotnie na dziewczyny, które zamilkły. Zaczęły przeczesywać palcami włosy, szczerzyły zęby w zalotnym uśmiechu. Lucas tylko prychnął i ruszył dalej. Nie znosił takich reakcji, a zwłaszcza sztuczności w ich zachowaniu.
            Kroki chłopaka zagłuszał gwar rozmów. Stanął naprzeciw uczennicy z włosami czarnymi jak smoła. Uśmiechnął się niepewnie i przykucnął. Tuzin par oczu, wpatrujących się w jego profil, nie dodawał mu odwagi. Przełknął ślinę. Miał zamiar zagadać, ale jego usta co chwila zamykały się zlęknione.
            - Nie zmuszaj się – mruknęła Susan, przewracając kolejna stronicę książki. – Przyzwyczaiłam się.
            - Do czego? – spytał, unosząc brwi. Dziewczyna opuściła książkę, ukazując swój zgrabny nos.    - Zgaduj.
            Lucas usiadł obok niej i wpatrywał się w czarne litery na kartkach. Przymrużył oczy i starał się dorównać szybkości Susan.
            - Lubisz fantastykę? – spytał, chcąc przerwać niezręczną ciszę. Dziewczyna zatrzasnęła głośno książkę i rzuciła mu mordercze spojrzenie.
            - Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Tam masz stado owieczek do własnej dyspozycji. – Wyciągnęła rękę i wskazała kółeczko, które z zainteresowaniem przyglądała się poczynaniom Lucasa. Widząc dłoń czarnowłosej, dziewczyny speszyły się i zaczęły rozmawiać na pierwszy temat, jaki wpadł im do głowy.
            - Lubisz fantastykę? – Brązowowłosy powtórzył pytanie, jakby w ogóle nie słyszał Susan.
            Dziewczyna zmrużyła oczy. Jeszcze przez moment piorunowała go wzrokiem, aż w końcu wróciła do poprzedniego zajęcia.
            Przerwa mijała bardzo powoli. Lucas obserwował każdy ruch czarnowłosej. Jak przewracała stronę, jak marszczyła swój zgrabny nos, jak odgarniała włosy z czoła. Starał się wszystko wyryć w swojej głowie, zapamiętać, jakby to był jedyny raz, kiedy widzi taki cenny okaz w muzeum. Nie wiedział, czemu dziewczyna tak nagle wzbudziła w nim takie zainteresowanie. Może dlatego, że ostatnie czasy wydawała się jeszcze mniej obecna w życiu szkoły? Jakby powoli zanikała, zatracała się w swoim zamkniętym świecie, gdzie żaden inny śmiertelnik nie ma wstępu.
            Dzwonek. Tak upragniony dla Susan, a tak zbędny dla Lucasa. Nauczyciel otworzył klasę i uczniowie zajęli swoje miejsca w pracowni.
            - Ej, stary! Co to było? – Wysoki blondyn z brązowymi jak gorzka czekolada oczami szturchnął łokciem przyjaciela.
             - Nie wiem, o co ci chodzi – odparł Lucas, rozpakowując swoją torbę i strącając rękę Johna.
            - Ty skubańcu, nie wykręcaj się. Co z nią kombinujesz? Na twoim miejscu nie zbliżałbym się do takiego syfu. – Lucas skrzywił się, po czym usiadł w ławce.
            Nie wiedział, o jaki „syf” chodzi Johnowi. Tak szczerze, to mało wiedział o Susan. Nie miał pojęcia, dlaczego zaraz po tym jak się tu przeniosła, została odrzucona. W tamtym czasie chorował. Wylądował w szpitalu z powodu zapalenia płuc. Gdy wrócił do szkoły, czarnowłosa już samotnie spędzała przerwy. Albo z słuchawkami na uszach, albo z kolejną ogromną książką. Historia Susan go nie interesowała. Dziewczyna po prostu była, ale wydawało się, że jest nieobecna, jakby nic się nie zmieniło z jej przyjściem. Zostawił ją samej sobie. Miał przecież swoje sprawy na głowie. Teraz coś się zmieniło. Załączył w swojej głowie tryb detektywa. Chciał wiedzieć o Susan wszystko, a nawet więcej. Nie interesowało go, w jaki sposób zdobędzie informacje na jej temat. Po prostu chciał je mieć.
            Wyrwał z brudnopisu kartkę i szybko nabazgrał kilka zdań, po czym rzucił na ławkę przyjaciela. John spojrzał na niego pytająco. Lucas tylko kiwnął głową, pospieszając chłopaka. Blondyn szybko odpisał na wiadomość kolegi i odrzucił karteczkę. Ich rozmowa toczyła się w ten sposób przez najbliższe piętnaście minut. Obydwoje z zapałem marnowali swój tusz na napisanie kolejnych słów. John właśnie skończył tworzyć swoją część i rzucił w stronę Lucasa. Niespodziewanie kartkę przechwycił nauczyciel. Spojrzał z triumfalnym wyrazem twarzy na chłopców i podniósł do góry zawiniątko.
            - Może przeczytacie nam to wspaniałe opowiadanie? Sporo czasu zajęło wam stworzenie go, szkoda, żeby się zmarnowało. Jeśli nie będziecie czytać, nie dość, że wy dostaniecie naganne, to od jutra robię kartkówki co lekcja. – Historyk był znany ze swojej podłości. Nie szanował prywatności uczniów. Lucas spojrzał na niego z błagającym wyrazem twarzy, ale nauczyciel tylko uśmiechnął się złośliwie. – Dobrze będzie, jak przeczytacie to z podziałem na role.
            Chłopcy zrezygnowali wstali i zaczęli czytać. Lucas rozpoczął. Odetchnął głęboko i spojrzał na kartkę. To jego wina. Jego wina. Jego bardzo, ale to bardzo wielka wina.
            - Czemu Susan została odrzutkiem? Gdy wróciłem ze szpitala już siedziała sama.
            - Rany, ty to jak zawsze niedoinformowany. Ty w ogóle wiesz, że nie przeniosła się z własnej woli, tylko została wyrzucona?
            - Wyrzucona?! Chyba sobie jaja robisz! Jest jedną z lepszych uczennic…
            - Ta… Tam też miała bardzo dobre oceny, ale aniołkiem to nie była. Podobno pobiła bandę chłopaków, w tym swojego podobnież „najlepszego” przyjaciela. Poza tym lider tamtych trafił do szpitala. Jego stan nie był zbyt ciekawy po spotkaniu z rękami tej kobity.
            W tym momencie nauczyciel przerażony wyrwał kartkę z rąk chłopców i podarł ją na drobne kawałki. Wszyscy swój wzrok skierowali na jedną z tylnych ławek, gdzie siedziała Susan. Ku zdziwieniu wszystkich patrzyła niewzruszona na tablicę, bawiąc się kosmykiem swoich włosów i ziewając przeciągle.
            - Jak się napatrzycie, to wrócimy do lekcji, dobra? – spytała, ogarniając swym przenikliwym spojrzeniem całą klasę.  Nauczyciel zareagował od razu. Klasnął w dłonie i podszedł do tablicy. Zaczął z zapałem tłumaczyć klasie przyczyny i skutki wojny. Jakiej, z kim, gdzie i po co – nikt nie wiedział. Każdy zajęty był śledzeniem ruchów czarnowłosej. Dziewczyna zdenerwowana odsunęła z hałasem krzesło. – Widzę, że tak się nie da. – Jednym ruchem zrzuciła wszystkie swoje rzeczy do plecaka, po czym wyszła, trzaskając drzwiami.
            Nic ją nie interesowało. Nie obchodziło ją to, co inni o niej mówili. Ona znała siebie najlepiej. Pobiła ich? Oczywiście! Kto by tego nie zrobił na jej miejscu! Ta przeklęta banda chciała zakatować Tomasa. Bili go tymi metalowymi kijami, pałkami i pięściami. Jak mogła bezczynnie patrzeć na cierpienie swojego przyjaciela. Przyjaciela, którego w ukryciu kochała. Chciała go ochronić. Wiedziała, że da radę. Była bardzo wysportowana, a sztuk walki uczyła się z Internetu. Nie była tak słaba, na jaką wyglądała. W tych chudych rączkach skrywała się ogromna siła. Stała się jeszcze większa pod wpływem emocji wywołanych widokiem krwi Tomasa. Rzuciła się na sprawców cierpienia swojej miłości. Nie znała umiaru, chciała, aby poczuli taki sam ból jak on. Zwłaszcza ten lider. Od początku go nie lubiła. Zresztą ze wzajemnością. Jednak nie mogła się spodziewać, że zostanie w tak okrutny sposób wystawiona. Że jej przyjaciel od lat oskarży ją o pobicie, o zastraszanie. Że powie jej prosto w twarz, że jej nienawidzi, że chce, aby zniknęła. Że to on wymyśli plan, aby wyrzucić ją ze szkoły. Zgodził się na ośmieszenie z powodu pobicia przez dziewczynę za to, by się pozbyć Susan ze swojego terenu. Szoku, jaki wtedy czarnowłosa przeżyła, nie da się opisać. Tomas z premedytacją złamał jej serce. Złamał? Zmiażdżył, rozerwał na strzępy, rozbił – to są lepsze określenia.
            Szybkie kroki echem odbijały się o ściany opustoszałego korytarza. Susan skierowała się w stronę schodów. Niemal biegiem pokonała je i znalazła się na dachu szkoły. Rzuciła plecak pod ścianę budynku, a sama stanęła na środku tarasu. Wyjęła z kieszeni telefon, a następnie włączyła radio. Komórka z powrotem wylądowała w spodniach.
            Czarnowłosa przymknęła powieki. Nic ją teraz nie obchodziło. Istniała tylko ona i muzyka. Muzyka i ona. Nic więcej się nie liczyło. Mogła nie znać piosenki, dla niej to nie był problem. Lubowała się w freestyle’u. Tańczyła do wszystkiego. Już po chwili jej ciało zaczęło wyginać się w rytmie dźwięków, dochodzących do jej uszu. Szczupłe ręce rozcinały powietrze na przemian wolnymi i szybkim ruchami. Czarne włosy idealnie zgrywały się z każdym drgnięciem dziewczyny. Jej stopy sunęły po twardej powierzchni, co pewien czas wykonując obrót. W tym stanie mogła pozostać na wieki.
            - Nie wierzę, że jesteś złą osobą. – Dziewczyna, przerażona obecnością osoby trzeciej, szybko odwróciła się w stronę właściciela głosu. Z powodu szybkości manewru, zahaczyła stopą o drugą nogę i wylądowała na brudnej ziemi.
            - Boli… - jęknęła cicho, pocierając zranioną rękę. Uniosła wzrok na chłopaka, stojącego w drzwiach i przyglądającemu się Susan z lekkim uśmiechem. Uważnie obserwowała, jak zbliża się do niej i delikatnie bierze jej dłoń w ręce, po czym otula ją swym ciepłym oddechem. Policzki czarnowłosej zaczęły piec i po chwili zerwała się, tym samym odizolowując się od dotyku chłopaka. – Idź sobie – mruknęła Susan, stojąc plecami do Lucasa.
            - Przepraszam. To moja wina… To, że w klasie tak wyszło. Ech, w skrócie – jestem idiotą – powiedział, drapiąc się po głowie. Dziewczyna odwróciła się i prychnęła z pogardą.
            - To teraz, jeśli łaska, zostaw mnie samą – mruknęła, ruszając w stronę barierki. Chciała chłopakowi dać nauczkę, a dosłownie przed chwilą wpadła na dobry pomysł. – I tak moje życie nie ma sensu. Każdy dzień jest coraz gorszy, a mnie pochłania mrok. Nie mam po co żyć. Czasem wydaje mi się, że zwykły skok dokładnie z tego miejsca, mógłby zakończyć wszystkie moje problemy, nie uważasz? – Susan z powagą odwróciła się w stronę Lucasa i uśmiechnęła smutno. Podskoczyła lekko i usiadła na poręczy. Za nią nie było nic. Tylko przepaść do natychmiastowej śmierci. Wyciągnęła rękę, jakby chciała złapać powietrze. Zacisnęła pięść, a już po chwili ją otworzyła, wypuszczając złapaną nicość. – Błękitne niebo. Tak blisko, a tak daleko.
            Na twarzy chłopaka malowało się coraz większe przerażenie. Nie miał pojęcia, że dziewczyna żartuje. W jego oczach wszystko wyglądało bardzo realnie. Bał się poruszyć, a jednocześnie chciał chwycić tę drobną osóbkę i przycisnąć do siebie, aby ochronić przed wszelkim złem tego świata. Chciał, ale nie mógł. Stał sparaliżowany ze strachem wymalowanym na ustach. Nie wiedział, co powinien zrobić. Wydawało mu się, że najmniejszy podmuch wiatru wystarczy, by zwiać Susan z tej poręczy.
            - Zejdź stamtąd – szepnął cicho i spojrzał błagalnie w oczy dziewczyny, w których nie znalazł nic, oprócz jeszcze bardziej pogłębiającej strach pustki.           
            Czarnowłosa wpatrywała się w niebo. To wszystko miało być grą, ale słowa, które wypowiedziała, były prawdą. Miała dość życia oraz jej problemów. Śmierć matki, ojciec alkoholik, jeszcze problemy w szkole i ta przeklęta samotność. Ta okropna, przerażająca samotność. To najbardziej bolało Susan. Nawet nie te liczne siniaki, które miała od pięści ojca. To właśnie brak towarzystwa był najdotkliwszą rzeczą w jej żywocie. 
            Gdyby…
            Gdyby tak po prostu…
            Zniknęła…
            Zamieniła się w nicość…
            Gdyby… 
            Dziewczyna powoli odchylała się do tyłu. Jeszcze parę milimetrów i straci równowagę. Jeszcze raz uniosła głowę, aby ujrzeć w to cudne, błękitne niebo. Piękny widok. Oby długo nie bolało. Oby jej nie ratowali. Przymknęła powieki, oderwała ręce od barierki i szarpnęła. Żegnaj ostatni promyku nadziei.
            Leżał na ziemi. Jego ręce mocno zaciskały się na miękkim materiale. Bał się otworzyć oczy. Myśl, że ta drobna osóbka może rozpaść się w jego ramionach, przerażała go. Łzy ciekły po jego policzkach, a on ukrywał je w ramieniu delikatnej istoty. Trzymał ją. Miał przy sobie. Ona nigdzie nie zniknęła.
            - Idiotka – szepnął, łamiącym się głosem. – Nie masz prawa zniknąć – powiedział, tuląc głowę dziewczyny do własnej piersi. Susan zdezorientowana próbowała spojrzeć na twarz chłopaka. Nie wiedziała, czemu płacze, choć wcale jej nie znał. Lucas był dla niej kompletnie obcy.
            Obcy?            
            Czy nieznajomy wylewałby tak gorzkie łzy nad cierpiącym człowiekiem? Przejąłby się jego losem tak, że byłby wstanie zaryzykować własne życie, aby go ocalić? Aby wyciągnąć dłoń w stronę bezkresnej przepaści? Nie wiedziała. Jedyne, co teraz odczuwała, to spokój. Ciepło i bezpieczeństwo, które wydawało jej się tak odległe, teraz samo ją odnalazło. Otoczyło ze wszystkich stron, ochraniało przed zimnem oraz cierpieniem.
            - Rozumiem – odpowiedziała cicho, przytulając się do chłopaka. – Teraz będę bezpieczna.

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyświetlenia

○Postępy○

EHSS:
[rozdział 13] - 2%

♥~○~♥