- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Podróż mijała mu nadzwyczaj wolno.
Znudzony wpatrywał się w widoki za oknem, które bardziej przypominały rozmazane
barwne plamy pod wpływem prędkości autobusu. Westchnął głęboko, po czym tępym
wzrokiem spojrzał na wyświetlacz telefonu. Zaraz po zajęciu miejsca w pojeździe
wysłał do Jung wiadomość, cicho licząc, że dziewczyna odpisze. Z każdą minutą
jego nadzieja na załagodzenie sporu coraz bardziej zanikała.
Nie chciał dzwonić. Z doświadczenia
wiedział, że to tylko bardziej zdenerwuje dziewczynę. Do końca drogi obracał w
palcach nieszczęsne urządzenie, co niestety skończyło się kilkakrotnym upadkiem
na podłogę pojazdu. Ledwo zauważył, że to już jego przystanek, z pośpiechu
zapomniał swojej bluzy, a na koniec niemal nie podmienił komuś bagażu. Lee
Taemin do rozgarniętych ludzi na pewno nie należał. Jeszcze nikt nie śmiał temu
zaprzeczyć, a on tylko utwierdzał innych, że się nie mylili.
Jego rodzinne miasto nie było małe,
ale też nie było jakąś ogromną metropolią. Może to dlatego Taemin poczuł się
jak mała, zagubiona muszka, która nie może znaleźć drogi powrotnej na zewnątrz,
a jedynym sensownym wyjściem jest szklana szyba, o którą non stop uderza głową.
Właśnie w ten sposób można było opisać uczucia chłopaka, gdy spojrzał na
wyrastające przed nim wieżowce, zabieganych ludzi, którzy nawet nie patrzyli,
czy kogoś szturchnęli albo potrącili oraz natłok kolorowych światełek, reklam i
samochodów. Już wiedział, czemu duża część mieszkańców wybierała komunikację
miejską zamiast prywatnego wozu – korki w Seulu były przerażające.
Niepewnie spojrzał na mapę, którą od
pewnego czasu tarmosił w rękach i obracał we wszystkich kierunkach, próbując
znaleźć swoje aktualne miejsce pobytu. Po dłuższej chwili odnalazł wreszcie odpowiedni
paseczek. Spojrzał przed siebie, gdzie jak mówił mu ten zamalowany kawałek
papieru, powinien był iść i skrzywił się, przechylając głowę. Wiedział, że miał
złą orientację w terenie, ale że jego mózgowa nawigacja każe mu wejść do
sex-shopu, to się za nic nie spodziewał. Zwinął szybko mapę i rozejrzał po
okolicy. Skoro otrzymał teraz status zagubionego dziecka, to czemu by tego nie
uczcić czekoladowym szejkiem? Na przykład w tej kawiarence naprzeciwko… Tak, to
był bardzo dobry pomysł.
Rozkoszował się słodkim napojem, w
ręce trzymając telefon. Zdążył porozmawiać z mamą, zostać wyśmianym za brak
myślenia przez Kai’a i zauroczonym przez słodki obrazek z psiakiem, który
dostał w wiadomości od koreańskiego radia. Westchnął po raz dwudziesty siódmy
tego długiego dnia i wbił swoje bezradne spojrzenie w ludzi na zewnątrz kawiarenki.
Już wtedy wiedział, że Bóg jednak go kochał i prawdziwe było powiedzenie, że
głupi ma szczęście.
Trzy postacie, otoczone białą aurą,
których widok wlewał nadzieję i pewność do wypranej z emocji duszy. Chłopak
czuł, że jest zbawiony. Jego beznamiętny i nudny dzień wkroczył na lepszą
drogę. Szybko zerwał się z miejsca i wybiegł z budynku.
Sam nie spodziewał się, że widok
osób noszących mundurki z jego przyszłej szkoły, wywoła u niego taką ulgę.
Niczym szpieg wyjęty z hollywoodzkich filmów skradał się za swoim celem. Co
jakiś czas przystawał, udając, że spogląda na mapę albo poprawia sznurówkę.
Dość spora torba, która stanowiła wcale nie taki mały bagaż, nie ułatwiała
zadania. W obecnej sytuacji wyglądał jak zawodowy gwałciciel, porywacz i idiota
jednocześnie. Takie wybuchowe mieszanki tylko u Lee Taemina.
Po raz kolejny z namiętnością wpatrywał
się w wierzchnią stronę swojego trampka, kręcąc przy tym z uznaniem głową.
Kątem oka spojrzał na oddalającą się grupkę i ze zdziwieniem stwierdził, że
brakuje jednej osoby. Szybko podniósł głowę i zrobił krok naprzód, czego zaraz
pożałował. Uderzył się w coś twardego, odbił się, stracił równowagę, przy
okazji szturchając torbę, aby po chwili wraz nią upaść na twardy, seulski
chodnik.
- Pomóc ci w czymś? – Wysoki
mężczyzna patrzył na niego nieco rozbawiony. Wyciągnął rękę, aby pomóc Lee
wstać. – Jeśli potrzebowałeś pomocy, gdzie jest akademik, to wystarczyło
spytać, a nie jak głupi bawić się w szpiega.
- Skąd ty wiesz, że ja…
- Bagaż, mapa, twoje zabłąkanie, a z
kieszeni wystaje ulotka naszej szkoły – powiedział z uśmiechem, po kolei
wskazując palcem wymienione rzeczy. – To jak? Wskazać ci drogę?
- Eh… Wybacz, nie jestem zbytnio
rozgarnięty… - Tancerz z zawstydzenia podrapał się po głowie. – Jakby to nie
był problem, to skorzystałbym z pomocy… - Szybko podniósł swoją torbę z ziemi.
– Jestem Lee Taemin!
- Choi Minho. W której klasie
jesteś? – Przedstawił się chłopak, wciąż się uśmiechając. Od dłuższego czasu
wiedział, że ktoś za nimi idzie. W dodatku umiejętności kamuflażu Taemina nie
były na zbyt wysokim poziomie.
- Eh… Pierwsza klasa. W sumie to wolałbym
skończyć liceum w moim mieście, ale stąd mam o wiele lepszy dojazd w niektóre
miejsca.
- Hm… No to się na lekcjach nie
spotkamy, raczej na przerwach. Ja jestem
w drugiej – Znowu obdarzył Lee ciepłym uśmiechem. – O! Jonghyun! Mówiłem, że
możecie iść.
- Chciałem poznać naszego małego
stalkera. – Taemin wychylił głowę i zobaczył, jak w ich stronę zmierzają dwie
osoby, które poprzednio obserwował z ukrycia.
Była to dwójka młodych chłopaków
starszych od Taemina góra dwa lata. Podobnie jak Minho, uśmiechali się ciepło,
a w ich oczach widać było raczej rozbawienie niż złość. Byli zdecydowanie niżsi
od Choi, zwłaszcza osobnik o blond włosach. Na pierwszy rzut oka, Taemin mógł
przysiąc, że przypominał mu dinozaura. Nie wiedząc czemu, jego mózg cały czas wstawiał
zamiast twarzy chłopaka, pysk tego gada. Wciągnął szybko powietrze i przygryzł
wargi. Wybuch śmiechem w tym momencie nie był dobrym pomysłem.
- A ten co się dusi? Tlenu mamy pod
dostatkiem, możesz oddychać.
Zdusił w sobie śmiech, przełykając ślinę.
Odetchnął głęboko i podniósł swój wzrok na rozmówców. Stłumił w sobie kolejny
napad, jednak nie zdołał powtrzymać głośnego parsknięcia.
- Czemu mam wrażenie, że on się z
nas nabija? – Jonghyun rzucił zmartwione spojrzenie w stronę swoich przyjaciół.
- Nie z „nas”, ale z „ciebie”. Nie
widzisz, że każde spojrzenie na twój ryjec wywołuje u niego atak? – Minho z
uśmiechem odpowiedział najniższemu.
- Wybacz, ale mówił ci już ktoś, że
wyglądasz jak dinozaur? – Taemin niepewnie spojrzał na przyczynę swojego
rozbawienia. Kim wybałuszył oczy i zaczął się krztusić. Pozostała dwójka
wymieniła jedynie rozbawione spojrzenia.
- Ten mały, wredny gnojek… DAWAĆ MI
GO TUTAJ! – Minho przytrzymał swojego przyjaciela, który chciał się zbliżyć do
najmłodszego.
- Ej, ej, ej! Księżniczko Fiono!
Spokojnie. On jedynie stwierdza fakty!
- Zaakceptuj wreszcie gorzką prawdę:
jesteś brzydkim, niskim gadem. – Onew przyjacielsko klepnął Jonghyuna.
- Ale to boooli! – wyjęczał
najniższy, po czym wydął dolną wargę zrezygnowany. – Nie lubię go. – Wskazał
palcem na Taemina. - I nie jestem brzydki! Wiesz, ile dziewek leci na moją
twarzyczkę?
- Jjongi, przerabialiśmy temat
ślepoty panującej u płci pięknej w naszej szkole. – Onew rozbawiony pogrążał
kolegę.
- A do czorta z wami! – Jonghyun
machnął ręką i szybko odwrócił się na pięcie, odmaszerowując.
- Powinienem go przeprosić? – Taemin
rozbawiony patrzył na oddalającą się sylwetkę.
- A w życiu! Prawda boli i tyle.
Jestem Lee Jinki, ale wołaj na mnie Onew. Jesteś tym nowym pierwszakiem,
prawda? Lee Taemin, jak mi się wydaje?– Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie.
- Skąd wiesz? Przedstawiałem się
jedynie Minho…
- Ten Kurczak tutaj wie wszystko.
Przewodniczący szkoły, wygadany trzecioklasista, a w dodatku mistrz szybkiego
wcinania drobiu! Panie i panowie! Drogi Lee Taeminie! O to niesamowity Onew! –
Minho zaczął udawać, że trzyma mikrofon i prezentuje kolegę, jak produkt w
telezakupach. Jinki obruszył się i pacnął najwyższego w głowę.
- Panie i panowie, oto najgłupsza
żaba świata, Minho – powiedział zgryźliwie, również zawzięcie gestykulując.
Taemin niepewnie wodził wzrokiem od
jednego do drugiego nowopoznanego kolegi. Niepokoiła go coraz większa liczba
gapiów, którzy przyglądali się poczynaniom tamtej dwójki. Westchnął głęboko i
wszedł pomiędzy chłopców.
- To może pokażecie mi, gdzie ten
akademik? – Uśmiechnął się słodko, aby załagodzić atmosferę. Znał swoje
atrybuty. Niejedna osoba mówiła mu, że wygląda jak aniołek. Zwłaszcza z takim
szczękościskiem, co zazwyczaj ludzie nazywają uśmiechem.
Szli dość szybkim tempem, ale to nie
przeszkodziło Taeminowi w zadaniu miliona ośmiuset tysięcy czterystu dwudziestu
dwóch pytań na temat miasta, autobusów, metra, czy kawiarni. Chciał wiedzieć
jak najwięcej, aby choć trochę poprawić swoją orientację w Seulu. Zwłaszcza, że
jeszcze dzisiaj chciał jechać do mamy.
Wiedział, że jej stan się ostatnio
pogarsza, ale wolał sam nie rozpoczynać tego tematu z lekarzami. Wystarczy, że
jego ojciec był na bieżąco informowany przez nich telefonicznie. Jemu
wystarczała sama wizyta u rodzicielki. Chciał z nią spędzić jak najwięcej
czasu, nie marnować go na inne zbędne rzeczy. Szykował się, że pewnego dnia
usłyszy ten bolesny werdykt. Miał jednak tę cichą nadzieję, że jego mama będzie
silniejsza od choroby i mimo, że przegrała kilka bitew, to wojna będzie jej.
- O! A młody nie będzie mieć pokoju
z Jonghyunem? Odkąd zamienił się z Key i ten wprowadził się do ciebie Minho,
tylko w jego pokoju jest wolne miejsce. - Onew spojrzał pytająco na Choi.
Kierowali się właśnie do sekretariatu, aby otrzymać niezbędne informacje dla
Taemina.
- Hm? Ej, faktycznie. Będziesz w
pokoju z królem gadów! – Minho z wielkim bananem na twarzy odwrócił się do
najmłodszego.
Taemin przekręcił głowę na bok,
jakby ta wiadomość do niego nie dotarła. Będzie z tamtym dinozaurem w pokoju?
Ale on nie chce!
- A pytałem, czy go przeprosić… -
Opuścił ręce w geście bezradności.
- Spokojnie, spokojnie! Onew ma
miejsce obok, już tamta gnida cię nie zgwałci!
- ZGWAŁCI?!
- Nikt cię nie zgwałci, Minho cię
straszy. – Onew pokręcił głową rozbawiony i wszedł razem z resztą do
sekretariatu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz