sobota, 17 października 2015

EHSS - Rozdział 1

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

            Podróż mijała mu nadzwyczaj wolno. Znudzony wpatrywał się w widoki za oknem, które bardziej przypominały rozmazane barwne plamy pod wpływem prędkości autobusu. Westchnął głęboko, po czym tępym wzrokiem spojrzał na wyświetlacz telefonu. Zaraz po zajęciu miejsca w pojeździe wysłał do Jung wiadomość, cicho licząc, że dziewczyna odpisze. Z każdą minutą jego nadzieja na załagodzenie sporu coraz bardziej zanikała.
            Nie chciał dzwonić. Z doświadczenia wiedział, że to tylko bardziej zdenerwuje dziewczynę. Do końca drogi obracał w palcach nieszczęsne urządzenie, co niestety skończyło się kilkakrotnym upadkiem na podłogę pojazdu. Ledwo zauważył, że to już jego przystanek, z pośpiechu zapomniał swojej bluzy, a na koniec niemal nie podmienił komuś bagażu. Lee Taemin do rozgarniętych ludzi na pewno nie należał. Jeszcze nikt nie śmiał temu zaprzeczyć, a on tylko utwierdzał innych, że się nie mylili.
            Jego rodzinne miasto nie było małe, ale też nie było jakąś ogromną metropolią. Może to dlatego Taemin poczuł się jak mała, zagubiona muszka, która nie może znaleźć drogi powrotnej na zewnątrz, a jedynym sensownym wyjściem jest szklana szyba, o którą non stop uderza głową. Właśnie w ten sposób można było opisać uczucia chłopaka, gdy spojrzał na wyrastające przed nim wieżowce, zabieganych ludzi, którzy nawet nie patrzyli, czy kogoś szturchnęli albo potrącili oraz natłok kolorowych światełek, reklam i samochodów. Już wiedział, czemu duża część mieszkańców wybierała komunikację miejską zamiast prywatnego wozu – korki w Seulu były przerażające.
            Niepewnie spojrzał na mapę, którą od pewnego czasu tarmosił w rękach i obracał we wszystkich kierunkach, próbując znaleźć swoje aktualne miejsce pobytu. Po dłuższej chwili odnalazł wreszcie odpowiedni paseczek. Spojrzał przed siebie, gdzie jak mówił mu ten zamalowany kawałek papieru, powinien był iść i skrzywił się, przechylając głowę. Wiedział, że miał złą orientację w terenie, ale że jego mózgowa nawigacja każe mu wejść do sex-shopu, to się za nic nie spodziewał. Zwinął szybko mapę i rozejrzał po okolicy. Skoro otrzymał teraz status zagubionego dziecka, to czemu by tego nie uczcić czekoladowym szejkiem? Na przykład w tej kawiarence naprzeciwko… Tak, to był bardzo dobry pomysł.
            Rozkoszował się słodkim napojem, w ręce trzymając telefon. Zdążył porozmawiać z mamą, zostać wyśmianym za brak myślenia przez Kai’a i zauroczonym przez słodki obrazek z psiakiem, który dostał w wiadomości od koreańskiego radia. Westchnął po raz dwudziesty siódmy tego długiego dnia i wbił swoje bezradne spojrzenie w ludzi na zewnątrz kawiarenki. Już wtedy wiedział, że Bóg jednak go kochał i prawdziwe było powiedzenie, że głupi ma szczęście.
            Trzy postacie, otoczone białą aurą, których widok wlewał nadzieję i pewność do wypranej z emocji duszy. Chłopak czuł, że jest zbawiony. Jego beznamiętny i nudny dzień wkroczył na lepszą drogę. Szybko zerwał się z miejsca i wybiegł z budynku.
            Sam nie spodziewał się, że widok osób noszących mundurki z jego przyszłej szkoły, wywoła u niego taką ulgę. Niczym szpieg wyjęty z hollywoodzkich filmów skradał się za swoim celem. Co jakiś czas przystawał, udając, że spogląda na mapę albo poprawia sznurówkę. Dość spora torba, która stanowiła wcale nie taki mały bagaż, nie ułatwiała zadania. W obecnej sytuacji wyglądał jak zawodowy gwałciciel, porywacz i idiota jednocześnie. Takie wybuchowe mieszanki tylko u Lee Taemina.
            Po raz kolejny z namiętnością wpatrywał się w wierzchnią stronę swojego trampka, kręcąc przy tym z uznaniem głową. Kątem oka spojrzał na oddalającą się grupkę i ze zdziwieniem stwierdził, że brakuje jednej osoby. Szybko podniósł głowę i zrobił krok naprzód, czego zaraz pożałował. Uderzył się w coś twardego, odbił się, stracił równowagę, przy okazji szturchając torbę, aby po chwili wraz nią upaść na twardy, seulski chodnik.
            - Pomóc ci w czymś? – Wysoki mężczyzna patrzył na niego nieco rozbawiony. Wyciągnął rękę, aby pomóc Lee wstać. – Jeśli potrzebowałeś pomocy, gdzie jest akademik, to wystarczyło spytać, a nie jak głupi bawić się w szpiega.
            - Skąd ty wiesz, że ja…
            - Bagaż, mapa, twoje zabłąkanie, a z kieszeni wystaje ulotka naszej szkoły – powiedział z uśmiechem, po kolei wskazując palcem wymienione rzeczy. – To jak? Wskazać ci drogę?
            - Eh… Wybacz, nie jestem zbytnio rozgarnięty… - Tancerz z zawstydzenia podrapał się po głowie. – Jakby to nie był problem, to skorzystałbym z pomocy… - Szybko podniósł swoją torbę z ziemi. – Jestem Lee Taemin!
            - Choi Minho. W której klasie jesteś? – Przedstawił się chłopak, wciąż się uśmiechając. Od dłuższego czasu wiedział, że ktoś za nimi idzie. W dodatku umiejętności kamuflażu Taemina nie były na zbyt wysokim poziomie.
            - Eh… Pierwsza klasa. W sumie to wolałbym skończyć liceum w moim mieście, ale stąd mam o wiele lepszy dojazd w niektóre miejsca.
            - Hm… No to się na lekcjach nie spotkamy, raczej na przerwach.  Ja jestem w drugiej – Znowu obdarzył Lee ciepłym uśmiechem. – O! Jonghyun! Mówiłem, że możecie iść.
            - Chciałem poznać naszego małego stalkera. – Taemin wychylił głowę i zobaczył, jak w ich stronę zmierzają dwie osoby, które poprzednio obserwował z ukrycia.
            Była to dwójka młodych chłopaków starszych od Taemina góra dwa lata. Podobnie jak Minho, uśmiechali się ciepło, a w ich oczach widać było raczej rozbawienie niż złość. Byli zdecydowanie niżsi od Choi, zwłaszcza osobnik o blond włosach. Na pierwszy rzut oka, Taemin mógł przysiąc, że przypominał mu dinozaura. Nie wiedząc czemu, jego mózg cały czas wstawiał zamiast twarzy chłopaka, pysk tego gada. Wciągnął szybko powietrze i przygryzł wargi. Wybuch śmiechem w tym momencie nie był dobrym pomysłem.
            - A ten co się dusi? Tlenu mamy pod dostatkiem, możesz oddychać.
            Zdusił w sobie śmiech, przełykając ślinę. Odetchnął głęboko i podniósł swój wzrok na rozmówców. Stłumił w sobie kolejny napad, jednak nie zdołał powtrzymać głośnego parsknięcia.
            - Czemu mam wrażenie, że on się z nas nabija? – Jonghyun rzucił zmartwione spojrzenie w stronę swoich przyjaciół.
            - Nie z „nas”, ale z „ciebie”. Nie widzisz, że każde spojrzenie na twój ryjec wywołuje u niego atak? – Minho z uśmiechem odpowiedział najniższemu.
            - Wybacz, ale mówił ci już ktoś, że wyglądasz jak dinozaur? – Taemin niepewnie spojrzał na przyczynę swojego rozbawienia. Kim wybałuszył oczy i zaczął się krztusić. Pozostała dwójka wymieniła jedynie rozbawione spojrzenia.
            - Ten mały, wredny gnojek… DAWAĆ MI GO TUTAJ! – Minho przytrzymał swojego przyjaciela, który chciał się zbliżyć do najmłodszego.
            - Ej, ej, ej! Księżniczko Fiono! Spokojnie. On jedynie stwierdza fakty!
            - Zaakceptuj wreszcie gorzką prawdę: jesteś brzydkim, niskim gadem. – Onew przyjacielsko klepnął Jonghyuna.
            - Ale to boooli! – wyjęczał najniższy, po czym wydął dolną wargę zrezygnowany. – Nie lubię go. – Wskazał palcem na Taemina. - I nie jestem brzydki! Wiesz, ile dziewek leci na moją twarzyczkę?
            - Jjongi, przerabialiśmy temat ślepoty panującej u płci pięknej w naszej szkole. – Onew rozbawiony pogrążał kolegę.
            - A do czorta z wami! – Jonghyun machnął ręką i szybko odwrócił się na pięcie, odmaszerowując.
            - Powinienem go przeprosić? – Taemin rozbawiony patrzył na oddalającą się sylwetkę.
            - A w życiu! Prawda boli i tyle. Jestem Lee Jinki, ale wołaj na mnie Onew. Jesteś tym nowym pierwszakiem, prawda? Lee Taemin, jak mi się wydaje?– Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie.
            - Skąd wiesz? Przedstawiałem się jedynie Minho…
            - Ten Kurczak tutaj wie wszystko. Przewodniczący szkoły, wygadany trzecioklasista, a w dodatku mistrz szybkiego wcinania drobiu! Panie i panowie! Drogi Lee Taeminie! O to niesamowity Onew! – Minho zaczął udawać, że trzyma mikrofon i prezentuje kolegę, jak produkt w telezakupach. Jinki obruszył się i pacnął najwyższego w głowę.
            - Panie i panowie, oto najgłupsza żaba świata, Minho – powiedział zgryźliwie, również zawzięcie gestykulując.
            Taemin niepewnie wodził wzrokiem od jednego do drugiego nowopoznanego kolegi. Niepokoiła go coraz większa liczba gapiów, którzy przyglądali się poczynaniom tamtej dwójki. Westchnął głęboko i wszedł pomiędzy chłopców.
            - To może pokażecie mi, gdzie ten akademik? – Uśmiechnął się słodko, aby załagodzić atmosferę. Znał swoje atrybuty. Niejedna osoba mówiła mu, że wygląda jak aniołek. Zwłaszcza z takim szczękościskiem, co zazwyczaj ludzie nazywają uśmiechem.
            Szli dość szybkim tempem, ale to nie przeszkodziło Taeminowi w zadaniu miliona ośmiuset tysięcy czterystu dwudziestu dwóch pytań na temat miasta, autobusów, metra, czy kawiarni. Chciał wiedzieć jak najwięcej, aby choć trochę poprawić swoją orientację w Seulu. Zwłaszcza, że jeszcze dzisiaj chciał jechać do mamy.
            Wiedział, że jej stan się ostatnio pogarsza, ale wolał sam nie rozpoczynać tego tematu z lekarzami. Wystarczy, że jego ojciec był na bieżąco informowany przez nich telefonicznie. Jemu wystarczała sama wizyta u rodzicielki. Chciał z nią spędzić jak najwięcej czasu, nie marnować go na inne zbędne rzeczy. Szykował się, że pewnego dnia usłyszy ten bolesny werdykt. Miał jednak tę cichą nadzieję, że jego mama będzie silniejsza od choroby i mimo, że przegrała kilka bitew, to wojna będzie jej.
            - O! A młody nie będzie mieć pokoju z Jonghyunem? Odkąd zamienił się z Key i ten wprowadził się do ciebie Minho, tylko w jego pokoju jest wolne miejsce. - Onew spojrzał pytająco na Choi. Kierowali się właśnie do sekretariatu, aby otrzymać niezbędne informacje dla Taemina.
            - Hm? Ej, faktycznie. Będziesz w pokoju z królem gadów! – Minho z wielkim bananem na twarzy odwrócił się do najmłodszego.
            Taemin przekręcił głowę na bok, jakby ta wiadomość do niego nie dotarła. Będzie z tamtym dinozaurem w pokoju? Ale on nie chce!
            - A pytałem, czy go przeprosić… - Opuścił ręce w geście bezradności.
            - Spokojnie, spokojnie! Onew ma miejsce obok, już tamta gnida cię nie zgwałci!
            - ZGWAŁCI?!

            - Nikt cię nie zgwałci, Minho cię straszy. – Onew pokręcił głową rozbawiony i wszedł razem z resztą do sekretariatu.

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyświetlenia

○Postępy○

EHSS:
[rozdział 13] - 2%

♥~○~♥