- Jak się
czujesz?
-
Dobrze, nie martw się. Jest coraz lepiej.
-
Mamo… Powiedz prawdę.
-
Ech… Słabo, synku, bardzo słabo.
Było
mu niedobrze. Poszarzałe ściany, przesiąknięte zapachem chemikaliów,
doprowadzały go do mdłości, które za wszelką cenę chciał ukryć. Nie mógł ukazać
słabości, nie tutaj, nie w tym pokoju, niie przy chorej mamie.
Uśmiechnął się ciepło wbrew
swoim wewnętrznym odczuciom i złapał rękę rodzicielki.
-
Będzie dobrze. Damy radę – powiedział cicho, ściskając lekko tę słabą, kościstą
dłoń.
-
Idź już. Jesteś zmęczony, powinieneś odpocząć. – Chłopak odetchnął głęboko i powoli
podniósł się z krzesła, po chwili wsuwając je pod łóżko.
-
Masz rację, przyjdę jutro. – Sięgnął po kurtkę z wieszaka i ucałował mamę w
czoło. – Kocham cię – szepnął, po czym machając na pożegnanie, opuścił pokój.
Szybkim
krokiem przeszedł przez korytarz, po drodze wchodząc do łazienki. Oparł się o
umywalkę i szybko przemył twarz wodą. Spojrzał zmęczonym wzrokiem na swoje
odbicie. Wyglądał żałośnie: podkrążone oczy oraz cienie pod powiekami ukazywały
skutek nieprzespanych nocy i przepracowania. Cera mu poszarzała, a policzki
zapadły od utraty wagi. Pokręcił z dezaprobatą głową, a następnie wytarł się.
Chciał jak najszybciej opuścić to przygnębiające miejsce, które od kilku
miesięcy odwiedzał dzień w dzień.
*~*
- Na pewno chcesz się przenieść? –
Kai odłożył swojego pada i spojrzał na Taemina tym swoim specjalnym wzrokiem.
- Wiesz, że w grudniu przenieśli mamę
do Seulu, będę miał bliżej. Codzienne dojazdy z tej wsi nie są najtańsze.
- Ale przyjaciela tak zostawiać… -
Zrobił minę zbitego szczeniaczka.
- Weź przestań, będziemy w
kontakcie, Seul to nie kraniec świata. Na razie mam Krystal na głowie.
- Nie mówiłeś jej? Za trzy dni
wyjeżdżasz! – Oburzył się młodszy. – Ty naprawdę jesteś chory. To twoja
dziewczyna.
- Nie miałem czasu. Po szkole
jeździłem do szpitala, a wieczorem musiałem ogarnąć naukę. – Potargał swoje
brązowe włosy i odetchnął ciężko. – Kogo ja oszukuję. Po prostu się bałem.
Jongin pokiwał ze zrozumieniem
głową, po czym wyłączył telewizor. Zepchnął brutalnie chłopaka z kanapy, po
czym niczym przedszkolaka zaprowadził za rączkę pod drzwi.
- To teraz ja ci ognistym kopem
dodam ci odwagi. Spieprzaj mi stąd i won do swojej dziewuchy, idioto! –
Otworzył na oścież drzwi, po czym wypchnął go ze swojego mieszkania.
- Kiedy… Ja.. Kai! Kuźwa, oddaj mi
kurtkę, bo zamarznę, celiokopie jeden! Koniec lutego mamy! – Walenie w
drewnianą powierzchnię i dzikie krzyki nie robiły na młodszym wrażenia. Po
pewnym czasie postanowił się jednak zlitować. Łaskawca jeden! Szybkim ruchem
uchylił drzwi, a następnie wyrzucił buty wraz ze skórzaną częścią garderoby
prosto w twarz intruza.
Prawdą jednak jest to, że Taemin z niechęcią
musiał podziękować Jonginowi. Gdyby nie on, pewnie zwlekałby do ostatniej
chwili z powiedzeniem dziewczynie o wyjeździe. Po roku związku Krystal zasługiwała
na szczerość i prawdę. Nawet, jeśli miała być ona bolesna.
Taemin westchnął głęboko i spojrzał
w pochmurne niebo. Włożył ręce do kieszeni kurtki, aby po chwili z jednej z
nich wyciągnąć telefon. Powoli wybrał odpowiedni kontakt i nacisnął zieloną
słuchawkę. To będzie ciężkie spotkanie, a jego intuicja wcale nie przewidywała
dobrego zakończenia. Mózg podsuwał mu różne wersję – od tych najbardziej
tragicznych, mrocznych, a nawet dopuszczających rozlew krwi do tych pozytywnych
z różowymi łasicami susającymi wesoło po tęczowych chmurkach.
- Oppa! Martwiłam się, tak długo nie
dzwoniłeś! Jak z mamą? – Radosny głos po drugiej stronie wlał do serca Taemina odrobinę
ciepła, którego ostatnio nadzwyczaj mu brakowało. Kochał Soojung, nie chciał
jej zranić, dlatego tak bał się tej rozmowy. Odwlekał ją, unikał za wszelką
cenę. Teraz zrozumiał, jak głupi był, myśląc, że od niej ucieknie.
- Wszystko w porządku, przepraszam
cię. Po szkole jeżdżę do mamy, a wiesz, że muszę jeszcze naukę ogarnąć. – Zaczął
nerwowo drapać się po głowie. - Krystal, możemy się spotkać? – Wolał to szybko
załatwić, bo jeszcze stchórzy w międzyczasie.
- Ym, jasne! Jutro jestem cały dzień
wol…
- Dzisiaj Krystal. To musi być
dzisiaj – powiedział pewniej. Dziewczyna westchnęła głęboko, po czym spokojnie
wróciła do rozmowy.
- Przyjdź pod mój blok, za
piętnaście minut zejdę. Zdążysz? Gdzie jesteś?
- Byłem u Kaia, zaraz będę. – Spojrzał
na zegarek. Za nim się rozłączył, uśmiechnął się pod nosem. – Dziękuję –
szepnął, po czym zakończył połączenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz