sobota, 17 października 2015

EHSS - Rozdział 3

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

            - Taemin! Na gacie mojej babci, gdzie ty byłeś tyle czasu?! Wiesz, jak się martwiliśmy? Alarm podniosłem, Minho i Onew pół miasta przeszukali, a ciebie nie ma! Telefonu nie odbierasz, ignorujesz połączenia! Chłopie, dopiero dziś się tu przeniosłeś, a odwalasz numery! Znikasz, nie mówisz, gdzie idziesz, nie wracasz do akademika! Wiesz, że prawie zszedłem z tego świata? Ludzkość musiałaby pogodzić się z tą wielką stratą! Żałobę międzynarodową byś wywołał! Czy nasz świat by to wytrzymał?! – Jonghyun był na dziedzińcu. Od dłuższego czasu musiał biegać od jednego miejsca do drugiego, bo mimo ciemności Taemin był w stanie dostrzec spocone czoło chłopaka. Starszy miał rozpiętą kurtkę, potargane włosy i telefon w ręce. Był zdyszany, a policzki zabarwiły się na różowe od dłuższego wysiłku.
Taeminowi na ten widok zrobiło się odrobinę cieplej. Znał go zaledwie kilka chwil, a ten już się tak o niego martwił. Zresztą z tego co słyszał, Onew i Minho także. Myśl, że może teraz coś zmieni, że nie będzie już kompletnie sam ze swoimi problemami, poprawiła mu samopoczucie. Zabrała trochę dzisiejszego smutku i żalu.
            - Ludzkość bardziej by się przejęła wiadomością o śmierci ostatniego przedstawiciela dinozaurów i brakiem możliwości przedłużenia twojego gatunku. – Taemin uśmiechnął się lekko, ale wciąż miał widoczny smutek na twarzy. Dziękował Bogu, że jest ciemno i starszy nie może zobaczyć jego napuchniętych od płaczu oczu.
            - Ten mały gnojek… Trzymajcie mnie, bo go wypatroszę! Ja tu się martwię, a ty podły wybryku… Masz szczęście, że Onew dzwoni. – Kim warknął wkurzony i odebrał telefon. – Jinki? Znalazłem tego nowego. Tak, jest cały. Na razie. Nie gwarantuję, że ja mu czegoś nie uszkodzę, ale będzie żył. No, to do jutra. – Chłopak rozłączył się i spojrzał na młodego. Odetchnął głęboko, włożył ręce do kieszeni i kiwnął głową w stronę akademika. – Choć, jak nas ktoś przyłapie, to nie będzie kolorowo.
            Szli w ciszy. Nawet w pokoju żaden się nie odezwał. W powietrzu nie wyczuwało się napięcia, które jest typowe podczas kłótni. Po prostu było… Cicho, spokojnie i nikt nie chciał tego przerywać.
            Szykowali się do snu. Jonghyun zdążył się wykąpać i teraz szedł przez pokój w podkoszulku i dresach, włosy wycierając ręcznikiem. Spojrzał na Taemina, który robił ostatnie porządki z bagażem i przystanął na moment.
            - Młody, stało się coś złego? – Głos Kima był spokojny, ale można było w nim wyczuć nutkę niepokoju i zmartwienia. Wiedział, że młodszy musiał mieć ważny powód, skoro nie wrócił do akademika, tylko kilka godzin pałętał się po Seulu. Nie chciał nic mówić, ale jak weszli do pokoju i zobaczył twarz współlokatora w lepszym świetle, od razu zauważył czerwone, napuchnięte oczy.
            Taemin przestał układać rzeczy i zatrzymał się pochylony nad łóżkiem. Przełknął ślinę, po czym wyprostował się. Odetchnął głęboko i odwrócił przodem do rozmówcy.
            - Tak, coś bardzo złego – powiedział cicho. Chwycił ręcznik, a następnie udał się do łazienki.  Jonghyun nie zamierzał pytać o więcej. Jakoś nie wyobrażał sobie zwierzania po kilku godzinach znajomości, a nawet mniej. Ostatni raz przetarł włosy, rzucił ręcznik w kąt i klapnął się na łóżko.
            - Hm… Będzie ciekawie – szepnął sam do siebie, przewrócił na bok i przymknął powieki. Nie musiał długo czekać na sen. Był zmęczony poszukiwaniami, które na szczęście zakończyły się powodzeniem.
~*~
            Szedł korytarzem przeciągle ziewając. Gdy wstał, Jonghyuna już nie było w pokoju. Przestraszony zerwał się i sprawdził godzinę, ale miał jeszcze sporo czasu. Spokojnie doprowadził się do porządku, wrzucił zeszyty do torby i ruszył na stołówkę.
            W pomieszczeniu nie było zbyt dużo osób. Przynajmniej nie tyle, ile się spodziewał. Widocznie większość przychodziła trochę później. Taemin od razu zakodował ten ważny fakt w swojej głowie.
            Po prawej stronie sali dostrzegł znajomą czuprynę. Uśmiechnął się i czym prędzej skierował w tamtą stronę. Zostało mu już tylko kilka kroków, kiedy zauważył smętną minę Jonghyuna i zaciętą twarz jego rozmówcy.
            Nie wiedział, kim był chłopak, który jadł śniadanie ze starszym. Nie wyglądał jednak, jakby potrzebował towarzystwa jeszcze jednej osoby. Właśnie to spowodowało, że Taemin postanowił usiąść stolik obok, tyłem do współlokatora. Ten by go nie widział, a z drugiej strony było to idealne miejsce do podsłuchiwania ich rozmowy. W końcu Lee Taemin należał do grupy niezwykle ciekawskich osób.
            Położył torbę na krześle i szybko udał się po swoją porcję jedzenia. Spodziewał się niewielkich dań i dość mało zadawalającej jakości, ale poziom wydawanych posiłków go zdziwił. Dostał nawet dodatkową porcję ryżu! Czyżby trafił do raju? Bez tych białych ziarenek przy posiłku nie czuł się najedzony, a więc nie ma się co dziwić, że szeroki uśmiech zakwitł na jego twarzy. Ukłonił się lekko kucharką w podziękowaniu, wprawiając je w zachwyt swoją urodą. Rozradowany wrócił do stolika, uważając, aby Kim go nie zauważył.
            - I on znowu do mnie z mordą, że…
            - A pomyślałeś Kibum, co ty zrobiłeś źle? Po raz kolejny oskarżasz o wszystko Minho. – Jonghyun beznamiętnie grzebał pałeczkami w swoim śniadaniu.
            Taemin nie zauważalnie odchylił się do tyłu i nadstawił uszu. Czyżby rozmówcą Jonghyuna był chłopak Minho? Pokłócili się wczoraj? A może to przez jego wybryk? Mózg Taemina pracował na najwyższych obrotach.
            - Więc to wszystko moja wina, tak? Pf… - Chłopak obruszył się i odchylił na tylnych nogach krzesła. – Czemu tak go bronisz, co? Jesteś naszym bezstronnym psychologiem, a nie adwokatem Żaby.
            - Nie powiedziałem, że jest niewinny i nie zamierzam nikogo bronić. Wiesz, że zawsze życzyłem wam jak najlepiej, Bummie. Sam pomagałem wam się zejść. – Kim podniósł oczy na swojego rozmówcę, po czym westchnął głęboko. – Jednak uważam, że wczoraj przesadziłeś. Minho razem z Onew pomagali mi szukać tego nowego. Wyszedł gdzieś i nie wracał, to chyba oczywiste, że zaczęliśmy się martwić. Byliśmy jedynymi, którzy go poznali i mieli jakikolwiek kontakt. Nie powinieneś tak go ochrzaniać.
            - Jonghyun, zrozum, że ja…
            - No cześć mordeczki, jak tam życie? A co ten pan taki smutny? A co drugi pan taki nadęty? Trochę radości! Piękny dzień, słońce świeci, a kuchara dała mi dodatkowego kurczaczka! Czy życie nie jest piękne?
            - Nie, Jinki, nie jest. – Jonghyun mimo wszystko uśmiechnął się do starszego kolegi, który gwałtownie odsunął krzesło i dosiadł się do ich stolika.
            - Bla, bla, bla. Gadanie. Jak tam Taemin? Jeszcze żyje, czy go zabiłeś? – Onew opanował niezwykłą umiejętność mówienia z pełnymi ustami.
            - Żyje, żyje. Ochrzaniłem go na początku, ale coś musi być nie tak. W pokoju widziałem, że miał czerwone oczy. Nie pytałem, co się stało, bo jakoś nie wyobrażam sobie zwierzania po kilku chwilach znajomości.
            - Płakał? O kurka. W sumie od początku wydawał mi się dziwny. Mało kto przenosi się w środku roku, a w dodatku śledzi innych. Śmieszny był, gdy próbował się ukryć. – Najstarszy właśnie dobierał się do swojego ryżu.
            - Mogę wiedzieć o kim mowa? – Kibum odezwał się zaciekawiony, spoglądając to na Kima to na Jinkiego.
            - O tym nowym, co wczoraj zaginął. Pokazywałem ci zdjęcia. Lee Taemin, pierwsza klasa.
            - O TYM PIĘKNYM MINNIEM? Z kim ma pokój? Jest wysoki? Tak samo uroczy jak na zdjęciach? – Kibum niemal zerwał się z siedzenia i zadawał miliony pytań w stronę przewodniczącego, aż kilka innych osób przebywających na stołówce się odwróciło.
            - Możesz ciszej? Nie powinienem nikomu pokazywać tych papierów, a ty od razu to rozgłaszasz! Aish! – Jinki wstał i złapał swoją tacę. Przyszedł najpóźniej, a już zdążył skończyć swoje śniadanie. – To Jjong z nim mieszka, jego wypytuj. – Już chciał odchodzić, kiedy brązowa czupryna rzuciła mu się w oczy. – O! O wilku mowa!
            Taemin zachłysnął się. Jak mógł być tak głupi, myśląc, że go nikt nie zauważy?
            - Key, poznaj Taemina! – Jinki uśmiechnął się szeroko, odłożył tacę na stół i podszedł do najmłodszego. Klepnął go po ramieniu i lekko odwrócił w stronę drugiego stolika. Młodszy Lee uśmiechnął się krzywo i lekko skłonił.
            Taemin dopiero teraz mógł się przyjrzeć interesującej go od pewnego czasu osobie. Chłopak był dość wysoki i szczupły. Jasna grzywka lekko zakrywała jego przystojną twarz. Kilka niesfornych kosmyków zasłaniało jego ciemne, kocie oczy. Lee widział w nich pewność siebie i niewyobrażalny optymizm.
            - Kim Kibum, ale dla ciebie Key! – Chłopak radośnie wyciągnął rękę w stronę Taemina. – Druga klasa, doradca modowy, jak na zakupy to tylko ze mną!
            - Lee Taemin, dziwny i śmieszny nowy, co się kryje po kątach, jak to Onew ujął. – Młodszy odwzajemnił uśmiech i pewniejszy siebie uścisnął dłoń Kibuma. Po chwili jednak zorientował się, jak wielki błąd popełnił.
            - Podsłuchiwałeś, prawda? – Key spojrzał na niego przenikliwym wzrokiem, a widząc odpowiedź w postaci speszonego spojrzenia pierwszoklasisty, parsknął. – Moja krew! Będą z ciebie ludzie!
            - E, ty, Diva! Nie ucz go swoich nawyków. Niech biedny jeszcze trochę pozostanie po jasnej stronie tego świata! – Onew trzepnął Kibuma w ramię, po czym odszedł, odnosząc po drodze tacę i naczynia po skończonym posiłku.
            - Trzeba młodego uświadamiać, jak nie my, to kto? – Jonghyun krzyknął za starszym kolegą, ale tamten nawet się nie odwrócił. – Pf, wielki znawca. Nie przejmuj się Taeminie, jesteś pod najlepszą opieką!
            - To mnie właśnie martwi. Powiecie mi, gdzie jest sala jedenaście? Zaczynam fizyką, a znając moje szczęście, dotarłbym na nią w połowie lekcji.
            - Jasne, że tak! Nawet ci potowarzyszę w drodze. – Key uśmiechnął się niebezpiecznie. – Poopowiadasz mi trochę o sobie…
            Taemin spojrzał na niego podejrzliwie. Z niepokojem obserwował rękę Divy, która wylądowała na jego ramieniu.
            - Raczej niczego ciekawego się nie dowiesz. Jestem nudnym człowiekiem.
            - Key, weź przestań, robisz się agresywny. – Jonghyun z uśmiechem strzepnął rękę przyjaciela z ramienia chłopaka. – Wybacz młody, on zawsze robi za Sherlocka, kiedy pojawia się ktoś nowy.
            - Masz z tym problem? Dzięki mnie macie informacje z pierwszej ręki.
            Jonghyun uniósł jedną brew i zrobił wyzywającą minę.
            - Z pierwszej ręki? Wielki koncert na dziedzińcu zmienił się w dyskotekę w naszej szkolnej piwnicy, a wolny dzień w całodniowe zajęcia z ekologii. Podziękuję za twój trud.
            - No nie moja wina! Te ploty miałem od Kyuhuna, do niego pretensje. Skurczybyk jeden… Tak mnie okłamać…
            - Przyzwyczaj się, on cię zawsze wrabia. O! Hye Ri! – Jonghyun z uśmiechem zaczął machać ręką w stronę niewysokiej, ale bardzo szczupłej dziewczyny. Miała czarne, lekko kręcone włosy, a oczy w odcieniu wiosennej trawy. Na widok Kima na jej twarzy pojawił się szeroki banan, ukazujący perliście białe zęby. W jednej chwili przebiegła ten niewielki odcinek i zatrzymała się przed najniższym z chłopców.
            - Jonghyunie! Wczoraj nie mogłam cię znaleźć. – Zrobiła zawiedzioną minę, ale po chwili cmoknęła go w policzek. – Mam nadzieję, że niedługo mi to wynagrodzisz.
            - Nie ma problemu. Hye Ri, poznaj Taemina, wczoraj się tu przeniósł. – Jjong wskazał na najmłodszego.
            - Miło mi, jestem Lee Tae…
            - Podobasz mi się. – Taemina zatkało. Nie zdążył się przedstawić, a dziewczyna już go oceniła i wyraziła swoją opinię. Momentalnie zrobił się czerwony na twarzy, po czym speszony opuścił wzrok.
            - Jonghyun ci nie wystarcza? – Key po raz pierwszy odezwał się podczas tej rozmowy, ale swą wypowiedź zakończył pogardliwym prychnięciem. Widać było, że jest zdenerwowany, a towarzystwo czarnowłosej mu nie odpowiada. – Dobra Jjongie, załatw swoje sprawy, bo się biedna napaliła, a ja zaprowadzę młodego. – Nie czekając na reakcję, Kim popchnął Taemina w głąb korytarza.
            - Chyba jej za bardzo nie lubisz? – Młodszy spojrzał na niego.
            - Aż tak to widać?
            - Tylko trochę. To dziewczyna Jonghyuna, prawda?
            - Dziewczyna? Pf… - Kibum pogardliwie przewrócił oczami. – Jakby taki wyraz istniał w jego słowniku. Bardziej pasuje „partnerka”.
            - Nie są razem? Wyglądali na bardzo bliskich…
            - Nie w tym rzecz. Otóż Minnie, jakby ci to delikatnie wytłumaczyć... Jonghyuna nie interesują związki, a tylko nocne przygody, ewentualnie całodniowe randki.
            - Typowy macho? – Taemin uniósł ze zdziwieniem brew.
            - Jeszcze niedawno taki nie był. Od kilku miesięcy, przystał na propozycję dziewczyn, że będzie „niczyj, ale każdej”. Rozumiesz w jakim sensie?
            - Nie do końca.
            - Jonghyun zgodził się zaspokajać te napalone wieloryby bez żadnych zobowiązań.
            - Zwariował?! – Taemin wydarł się tak głośno, że większość uczniów spojrzała na niego zdziwiona. Speszony zniżył trochę głowę i dokończył resztę ciszej. – Przecie to jest obrzydliwe. Jeszcze wpadnie i rozwali sobie życie.
            - Próbowałem mu wytłumaczyć, że zachowuje się jak kompletny dupek, ale weź coś do tego gadziego mózgu wbij. Jeśli w ogóle ma mózg, bo co do tego mam coraz większe wątpliwości.
            Taemin uśmiechnął się pod nosem. Czuł, że pobyt w tej szkole będzie dla niego czymś kompletnie innym od dotychczasowego życia. Czymś bardzo przyjemnym, czego nie będzie żałować.
            - Przestaniesz się tak szczerzyć? Wyglądasz jak niedorozwój. – Młodszy potrząsnął głową i spojrzał nierozumiejącym wzrokiem na Kibuma. Po chwili zrozumiał, że od pewnego czasu stoją tuż pod jego pracownią, a on uśmiecha się jak głupi do woźnej stojącej po przeciwnej stronie korytarza. Speszony skłonił się lekko kobiecie i z powrotem skierował wzrok na Kima.
            - Nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć? Jak to mogło wyglądać…
            - Jakbyś chciał ją zgwałcić w najbliższej toalecie. Nie no, ja wiem, że pani Sung ma urocze zmarszczki i seksowne fałdki na brzuchu, ale żeby tak do starszych… Wiele o tobie nie wiem, Minnie. – Key uśmiechał się żartobliwie, opierając o framugę drzwi. – Wchodź do klasy. Zaraz dzwonek, a musisz jakieś dobre miejsce wyczaić.
            - Dziękuję, hyung! Do zobaczenia!

            - Tylko nikomu nie podpadnij! – Rzucił na pożegnanie Kibum, po czym poszedł w swoją stronę.

- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyświetlenia

○Postępy○

EHSS:
[rozdział 13] - 2%

♥~○~♥