- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
- Taemin! Na gacie mojej babci,
gdzie ty byłeś tyle czasu?! Wiesz, jak się martwiliśmy? Alarm podniosłem, Minho
i Onew pół miasta przeszukali, a ciebie nie ma! Telefonu nie odbierasz,
ignorujesz połączenia! Chłopie, dopiero dziś się tu przeniosłeś, a odwalasz
numery! Znikasz, nie mówisz, gdzie idziesz, nie wracasz do akademika! Wiesz, że
prawie zszedłem z tego świata? Ludzkość musiałaby pogodzić się z tą wielką
stratą! Żałobę międzynarodową byś wywołał! Czy nasz świat by to wytrzymał?! –
Jonghyun był na dziedzińcu. Od dłuższego czasu musiał biegać od jednego miejsca
do drugiego, bo mimo ciemności Taemin był w stanie dostrzec spocone czoło chłopaka.
Starszy miał rozpiętą kurtkę, potargane włosy i telefon w ręce. Był zdyszany, a
policzki zabarwiły się na różowe od dłuższego wysiłku.
Taeminowi na ten widok zrobiło się odrobinę
cieplej. Znał go zaledwie kilka chwil, a ten już się tak o niego martwił.
Zresztą z tego co słyszał, Onew i Minho także. Myśl, że może teraz coś zmieni,
że nie będzie już kompletnie sam ze swoimi problemami, poprawiła mu
samopoczucie. Zabrała trochę dzisiejszego smutku i żalu.
- Ludzkość bardziej by się przejęła
wiadomością o śmierci ostatniego przedstawiciela dinozaurów i brakiem
możliwości przedłużenia twojego gatunku. – Taemin uśmiechnął się lekko, ale
wciąż miał widoczny smutek na twarzy. Dziękował Bogu, że jest ciemno i starszy
nie może zobaczyć jego napuchniętych od płaczu oczu.
- Ten mały gnojek… Trzymajcie mnie,
bo go wypatroszę! Ja tu się martwię, a ty podły wybryku… Masz szczęście, że
Onew dzwoni. – Kim warknął wkurzony i odebrał telefon. – Jinki? Znalazłem tego
nowego. Tak, jest cały. Na razie. Nie gwarantuję, że ja mu czegoś nie uszkodzę,
ale będzie żył. No, to do jutra. – Chłopak rozłączył się i spojrzał na młodego.
Odetchnął głęboko, włożył ręce do kieszeni i kiwnął głową w stronę akademika. –
Choć, jak nas ktoś przyłapie, to nie będzie kolorowo.
Szli w ciszy. Nawet w pokoju żaden
się nie odezwał. W powietrzu nie wyczuwało się napięcia, które jest typowe
podczas kłótni. Po prostu było… Cicho, spokojnie i nikt nie chciał tego
przerywać.
Szykowali się do snu. Jonghyun
zdążył się wykąpać i teraz szedł przez pokój w podkoszulku i dresach, włosy
wycierając ręcznikiem. Spojrzał na Taemina, który robił ostatnie porządki z
bagażem i przystanął na moment.
- Młody, stało się coś złego? – Głos
Kima był spokojny, ale można było w nim wyczuć nutkę niepokoju i zmartwienia.
Wiedział, że młodszy musiał mieć ważny powód, skoro nie wrócił do akademika,
tylko kilka godzin pałętał się po Seulu. Nie chciał nic mówić, ale jak weszli
do pokoju i zobaczył twarz współlokatora w lepszym świetle, od razu zauważył
czerwone, napuchnięte oczy.
Taemin przestał układać rzeczy i
zatrzymał się pochylony nad łóżkiem. Przełknął ślinę, po czym wyprostował się.
Odetchnął głęboko i odwrócił przodem do rozmówcy.
- Tak, coś bardzo złego – powiedział
cicho. Chwycił ręcznik, a następnie udał się do łazienki. Jonghyun nie zamierzał pytać o więcej. Jakoś
nie wyobrażał sobie zwierzania po kilku godzinach znajomości, a nawet mniej. Ostatni
raz przetarł włosy, rzucił ręcznik w kąt i klapnął się na łóżko.
- Hm… Będzie ciekawie – szepnął sam
do siebie, przewrócił na bok i przymknął powieki. Nie musiał długo czekać na
sen. Był zmęczony poszukiwaniami, które na szczęście zakończyły się powodzeniem.
~*~
Szedł korytarzem przeciągle
ziewając. Gdy wstał, Jonghyuna już nie było w pokoju. Przestraszony zerwał się
i sprawdził godzinę, ale miał jeszcze sporo czasu. Spokojnie doprowadził się do
porządku, wrzucił zeszyty do torby i ruszył na stołówkę.
W pomieszczeniu nie było zbyt dużo
osób. Przynajmniej nie tyle, ile się spodziewał. Widocznie większość
przychodziła trochę później. Taemin od razu zakodował ten ważny fakt w swojej
głowie.
Po prawej stronie sali dostrzegł
znajomą czuprynę. Uśmiechnął się i czym prędzej skierował w tamtą stronę.
Zostało mu już tylko kilka kroków, kiedy zauważył smętną minę Jonghyuna i
zaciętą twarz jego rozmówcy.
Nie wiedział, kim był chłopak, który
jadł śniadanie ze starszym. Nie wyglądał jednak, jakby potrzebował towarzystwa
jeszcze jednej osoby. Właśnie to spowodowało, że Taemin postanowił usiąść
stolik obok, tyłem do współlokatora. Ten by go nie widział, a z drugiej strony
było to idealne miejsce do podsłuchiwania ich rozmowy. W końcu Lee Taemin
należał do grupy niezwykle ciekawskich osób.
Położył torbę na krześle i szybko
udał się po swoją porcję jedzenia. Spodziewał się niewielkich dań i dość mało
zadawalającej jakości, ale poziom wydawanych posiłków go zdziwił. Dostał nawet
dodatkową porcję ryżu! Czyżby trafił do raju? Bez tych białych ziarenek przy
posiłku nie czuł się najedzony, a więc nie ma się co dziwić, że szeroki uśmiech
zakwitł na jego twarzy. Ukłonił się lekko kucharką w podziękowaniu, wprawiając
je w zachwyt swoją urodą. Rozradowany wrócił do stolika, uważając, aby Kim go
nie zauważył.
- I on znowu do mnie z mordą, że…
- A pomyślałeś Kibum, co ty zrobiłeś
źle? Po raz kolejny oskarżasz o wszystko Minho. – Jonghyun beznamiętnie grzebał
pałeczkami w swoim śniadaniu.
Taemin nie zauważalnie odchylił się
do tyłu i nadstawił uszu. Czyżby rozmówcą Jonghyuna był chłopak Minho?
Pokłócili się wczoraj? A może to przez jego wybryk? Mózg Taemina pracował na
najwyższych obrotach.
- Więc to wszystko moja wina, tak?
Pf… - Chłopak obruszył się i odchylił na tylnych nogach krzesła. – Czemu tak go
bronisz, co? Jesteś naszym bezstronnym psychologiem, a nie adwokatem Żaby.
- Nie powiedziałem, że jest niewinny
i nie zamierzam nikogo bronić. Wiesz, że zawsze życzyłem wam jak najlepiej,
Bummie. Sam pomagałem wam się zejść. – Kim podniósł oczy na swojego rozmówcę,
po czym westchnął głęboko. – Jednak uważam, że wczoraj przesadziłeś. Minho
razem z Onew pomagali mi szukać tego nowego. Wyszedł gdzieś i nie wracał, to
chyba oczywiste, że zaczęliśmy się martwić. Byliśmy jedynymi, którzy go poznali
i mieli jakikolwiek kontakt. Nie powinieneś tak go ochrzaniać.
- Jonghyun, zrozum, że ja…
- No cześć mordeczki, jak tam życie?
A co ten pan taki smutny? A co drugi pan taki nadęty? Trochę radości! Piękny
dzień, słońce świeci, a kuchara dała mi dodatkowego kurczaczka! Czy życie nie
jest piękne?
- Nie, Jinki, nie jest. – Jonghyun
mimo wszystko uśmiechnął się do starszego kolegi, który gwałtownie odsunął
krzesło i dosiadł się do ich stolika.
- Bla, bla, bla. Gadanie. Jak tam
Taemin? Jeszcze żyje, czy go zabiłeś? – Onew opanował niezwykłą umiejętność
mówienia z pełnymi ustami.
- Żyje, żyje. Ochrzaniłem go na
początku, ale coś musi być nie tak. W pokoju widziałem, że miał czerwone oczy.
Nie pytałem, co się stało, bo jakoś nie wyobrażam sobie zwierzania po kilku
chwilach znajomości.
- Płakał? O kurka. W sumie od
początku wydawał mi się dziwny. Mało kto przenosi się w środku roku, a w
dodatku śledzi innych. Śmieszny był, gdy próbował się ukryć. – Najstarszy
właśnie dobierał się do swojego ryżu.
- Mogę wiedzieć o kim mowa? – Kibum
odezwał się zaciekawiony, spoglądając to na Kima to na Jinkiego.
- O tym nowym, co wczoraj zaginął.
Pokazywałem ci zdjęcia. Lee Taemin, pierwsza klasa.
- O TYM PIĘKNYM MINNIEM? Z kim ma
pokój? Jest wysoki? Tak samo uroczy jak na zdjęciach? – Kibum niemal zerwał się
z siedzenia i zadawał miliony pytań w stronę przewodniczącego, aż kilka innych
osób przebywających na stołówce się odwróciło.
- Możesz ciszej? Nie powinienem
nikomu pokazywać tych papierów, a ty od razu to rozgłaszasz! Aish! – Jinki
wstał i złapał swoją tacę. Przyszedł najpóźniej, a już zdążył skończyć swoje
śniadanie. – To Jjong z nim mieszka, jego wypytuj. – Już chciał odchodzić,
kiedy brązowa czupryna rzuciła mu się w oczy. – O! O wilku mowa!
Taemin zachłysnął się. Jak mógł być
tak głupi, myśląc, że go nikt nie zauważy?
- Key, poznaj Taemina! – Jinki
uśmiechnął się szeroko, odłożył tacę na stół i podszedł do najmłodszego.
Klepnął go po ramieniu i lekko odwrócił w stronę drugiego stolika. Młodszy Lee
uśmiechnął się krzywo i lekko skłonił.
Taemin dopiero teraz mógł się
przyjrzeć interesującej go od pewnego czasu osobie. Chłopak był dość wysoki i
szczupły. Jasna grzywka lekko zakrywała jego przystojną twarz. Kilka
niesfornych kosmyków zasłaniało jego ciemne, kocie oczy. Lee widział w nich
pewność siebie i niewyobrażalny optymizm.
- Kim Kibum, ale dla ciebie Key! –
Chłopak radośnie wyciągnął rękę w stronę Taemina. – Druga klasa, doradca
modowy, jak na zakupy to tylko ze mną!
- Lee Taemin, dziwny i śmieszny
nowy, co się kryje po kątach, jak to Onew ujął. – Młodszy odwzajemnił uśmiech i
pewniejszy siebie uścisnął dłoń Kibuma. Po chwili jednak zorientował się, jak
wielki błąd popełnił.
- Podsłuchiwałeś, prawda? – Key
spojrzał na niego przenikliwym wzrokiem, a widząc odpowiedź w postaci
speszonego spojrzenia pierwszoklasisty, parsknął. – Moja krew! Będą z ciebie
ludzie!
- E, ty, Diva! Nie ucz go swoich
nawyków. Niech biedny jeszcze trochę pozostanie po jasnej stronie tego świata!
– Onew trzepnął Kibuma w ramię, po czym odszedł, odnosząc po drodze tacę i
naczynia po skończonym posiłku.
- Trzeba młodego uświadamiać, jak
nie my, to kto? – Jonghyun krzyknął za starszym kolegą, ale tamten nawet się
nie odwrócił. – Pf, wielki znawca. Nie przejmuj się Taeminie, jesteś pod
najlepszą opieką!
- To mnie właśnie martwi. Powiecie
mi, gdzie jest sala jedenaście? Zaczynam fizyką, a znając moje szczęście,
dotarłbym na nią w połowie lekcji.
- Jasne, że tak! Nawet ci
potowarzyszę w drodze. – Key uśmiechnął się niebezpiecznie. – Poopowiadasz mi
trochę o sobie…
Taemin spojrzał na niego
podejrzliwie. Z niepokojem obserwował rękę Divy, która wylądowała na jego
ramieniu.
- Raczej niczego ciekawego się nie
dowiesz. Jestem nudnym człowiekiem.
- Key, weź przestań, robisz się
agresywny. – Jonghyun z uśmiechem strzepnął rękę przyjaciela z ramienia
chłopaka. – Wybacz młody, on zawsze robi za Sherlocka, kiedy pojawia się ktoś
nowy.
- Masz z tym problem? Dzięki mnie
macie informacje z pierwszej ręki.
Jonghyun uniósł jedną brew i zrobił
wyzywającą minę.
- Z pierwszej ręki? Wielki koncert
na dziedzińcu zmienił się w dyskotekę w naszej szkolnej piwnicy, a wolny dzień
w całodniowe zajęcia z ekologii. Podziękuję za twój trud.
- No nie moja wina! Te ploty miałem
od Kyuhuna, do niego pretensje. Skurczybyk jeden… Tak mnie okłamać…
- Przyzwyczaj się, on cię zawsze
wrabia. O! Hye Ri! – Jonghyun z uśmiechem zaczął machać ręką w stronę
niewysokiej, ale bardzo szczupłej dziewczyny. Miała czarne, lekko kręcone włosy,
a oczy w odcieniu wiosennej trawy. Na widok Kima na jej twarzy pojawił się
szeroki banan, ukazujący perliście białe zęby. W jednej chwili przebiegła ten
niewielki odcinek i zatrzymała się przed najniższym z chłopców.
- Jonghyunie! Wczoraj nie mogłam cię
znaleźć. – Zrobiła zawiedzioną minę, ale po chwili cmoknęła go w policzek. –
Mam nadzieję, że niedługo mi to wynagrodzisz.
- Nie ma problemu. Hye Ri, poznaj
Taemina, wczoraj się tu przeniósł. – Jjong wskazał na najmłodszego.
- Miło mi, jestem Lee Tae…
- Podobasz mi się. – Taemina
zatkało. Nie zdążył się przedstawić, a dziewczyna już go oceniła i wyraziła
swoją opinię. Momentalnie zrobił się czerwony na twarzy, po czym speszony
opuścił wzrok.
- Jonghyun ci nie wystarcza? – Key
po raz pierwszy odezwał się podczas tej rozmowy, ale swą wypowiedź zakończył
pogardliwym prychnięciem. Widać było, że jest zdenerwowany, a towarzystwo
czarnowłosej mu nie odpowiada. – Dobra Jjongie, załatw swoje sprawy, bo się
biedna napaliła, a ja zaprowadzę młodego. – Nie czekając na reakcję, Kim
popchnął Taemina w głąb korytarza.
- Chyba jej za bardzo nie lubisz? –
Młodszy spojrzał na niego.
- Aż tak to widać?
-
Tylko trochę. To dziewczyna Jonghyuna, prawda?
- Dziewczyna? Pf… - Kibum
pogardliwie przewrócił oczami. – Jakby taki wyraz istniał w jego słowniku.
Bardziej pasuje „partnerka”.
- Nie są razem? Wyglądali na bardzo
bliskich…
- Nie w tym rzecz. Otóż Minnie,
jakby ci to delikatnie wytłumaczyć... Jonghyuna nie interesują związki, a tylko
nocne przygody, ewentualnie całodniowe randki.
- Typowy macho? – Taemin uniósł ze
zdziwieniem brew.
- Jeszcze niedawno taki nie był. Od
kilku miesięcy, przystał na propozycję dziewczyn, że będzie „niczyj, ale
każdej”. Rozumiesz w jakim sensie?
- Nie do końca.
- Jonghyun zgodził się zaspokajać te
napalone wieloryby bez żadnych zobowiązań.
- Zwariował?! – Taemin wydarł się
tak głośno, że większość uczniów spojrzała na niego zdziwiona. Speszony zniżył
trochę głowę i dokończył resztę ciszej. – Przecie to jest obrzydliwe. Jeszcze
wpadnie i rozwali sobie życie.
- Próbowałem mu wytłumaczyć, że
zachowuje się jak kompletny dupek, ale weź coś do tego gadziego mózgu wbij.
Jeśli w ogóle ma mózg, bo co do tego mam coraz większe wątpliwości.
Taemin uśmiechnął się pod nosem.
Czuł, że pobyt w tej szkole będzie dla niego czymś kompletnie innym od
dotychczasowego życia. Czymś bardzo przyjemnym, czego nie będzie żałować.
- Przestaniesz się tak szczerzyć?
Wyglądasz jak niedorozwój. – Młodszy potrząsnął głową i spojrzał
nierozumiejącym wzrokiem na Kibuma. Po chwili zrozumiał, że od pewnego czasu
stoją tuż pod jego pracownią, a on uśmiecha się jak głupi do woźnej stojącej po
przeciwnej stronie korytarza. Speszony skłonił się lekko kobiecie i z powrotem
skierował wzrok na Kima.
- Nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć?
Jak to mogło wyglądać…
- Jakbyś chciał ją zgwałcić w
najbliższej toalecie. Nie no, ja wiem, że pani Sung ma urocze zmarszczki i
seksowne fałdki na brzuchu, ale żeby tak do starszych… Wiele o tobie nie wiem,
Minnie. – Key uśmiechał się żartobliwie, opierając o framugę drzwi. – Wchodź do
klasy. Zaraz dzwonek, a musisz jakieś dobre miejsce wyczaić.
- Dziękuję, hyung! Do zobaczenia!
- Tylko nikomu nie podpadnij! –
Rzucił na pożegnanie Kibum, po czym poszedł w swoją stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz