- ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ - ○ -
Czy może do końca życia spotykać
takich miłych ludzi?
Taemin był zachwycony swoją nową
klasą. Wszyscy ciepło go przyjęli, z uśmiechem witali i wypytywali o różne
ciekawe fakty z życia Lee. Może ze dwie
osoby patrzyły na niego spode łba, ale reszta… Po prostu raj! Nawet w swoim
dawnym liceum nie czuł się tak komfortowo!
Podczas lekcji słyszał, jak kilka uczennic z
zapałem o nim dyskutowało i ukradkiem na niego spoglądało. Kiedy natykały się
na jego wzrok chichotały pod nosem i odwracały się lekko zarumienione. Dobrze,
że Krystal tutaj niebyło, bo już by im włosy z głów powyrywała.
Na myśl o swojej dziewczynie Taemin lekko się
zasmucił. Liczył, że może dzisiaj dostanie od niej chociaż krótką wiadomość.
Pamiętał, jak wczoraj płakał w parku do słuchawki. Rzadko pokazywał światu
swoje łzy. Krystal była jedną z osób, którym ufał i wierzył, że nie
wykorzystają jego słabości przeciw niemu, nawet jak się ostro pokłócą.
Chłopak westchnął głęboko i spojrzał w niebo.
Niedawno skończył zajęcia, ale zamiast wracać do akademiku, postanowił się
przejść po całym terenie uczelni. Normalnie pojechałby odwiedzić mamę, ale
otrzymał telefon od lekarza, który zapowiedział, że dziś będzie to niemożliwe.
Ye Eun miała liczne badania przez wczorajszy ataku. Na samą myśl o nim Taemin
wzdrygnął się.
Był teraz na ogromnym dziedzińcu, pełnym
zieleni i kwiatów. Nie spodziewał się, że ta szkoła jest w posiadaniu tak
ogromnych terenów. Poziom nauczania też nie był na niskim poziomie, przez co
chłopak zaczął się zastanawiać, jak go tu w ogóle przyjęli.
Dziedziniec miał kształt rombu. Ścieżki
poprowadzone były wzdłuż jego przekątnych i prowadziły do okrągłego, kamiennego
placu na środku, na którym znajdowała się szara fontanna. Wzdłuż dróżek
poustawiano ozdobnie wykonane, drewniane ławki oraz czarne, wysokie latarnie.
Całość dopełniała cała masa kwiatów, którą w niewielkich skupiskach
rozmieszczono na całym terenie dziedzińca. W nocy musiał tu panować niesamowity
klimat.
Taemin usiadł na jednej z ławek i wyjął
telefon. Podrzucił go kilka razy, poobracał między palcami. Chciał zadzwonić,
ale jeszcze nie zdecydował gdzie. Do Jongina? Nie, teraz ma dodatkowe zajęcia.
Krystal? Nie odpowiedziała na wczorajszą wiadomość głosową, więc chyba nie
powinien. Została mama. Oby wstrzelił się w przerwy między badaniami.
- No cześć Minnie. – Nagle Kibum znajdował
się tuż za Taeminem, nachylając się nad jego uchem. Młodszy podskoczył
wystraszony i wypuścił telefon z rąk. - Jak tam klasa? – Key przeskoczył przez
ławką, po czym się na niej usadowił. – Przyjemni ludzie?
- Na litość boską, nie strasz mnie tak! –
Taemin schylił się po telefon i z powrotem opadł na swoje poprzednie miejsce. –
Na razie w porządku. Mili ludzie.
- To dobrze. Martwiłem się, że będzie gorzej.
Dzwoniłeś do kogoś?
- Co? – Lee spojrzał zdziwiony na chłopaka, a
po chwili na urządzenie trzymane w ręce. – Nie, nie! To nic ważnego! –
Pospiesznie schował telefon do kieszeni. – Widziałeś się z Minho?
- Czemu miałbym się z nim widzieć? W ogóle
skąd to pytanie?
- Słyszałem rano, że się z nim pokłóciłeś, bo
szukał mnie wczoraj i trochę mi z tym głupio…
- Ach… A więc naprawdę podsłuchiwałeś… - Key
odchylił głowę do tyłu i zaczął wpatrywać się w popołudniowe niebo.
- Jak nie chcesz mówić, to ja nie zmuszam!
Znamy się kilka godzin, a ja już wpitalam się w twoje prywatne sprawy…
- Bez przesady, nic takiego nie zrobiłeś. –
Kibum odetchnął głęboko, po czym wstał z ławki. – Nie widziałem. Miałem
nadzieję, że może tutaj na niego wpadnę. Niestety słuch po nim zaginął, ale
chociaż na ciebie się natknąłem. – Starszy uśmiechnął się ciepło.
- Pomóc ci go szukać?
- Ty? Nie no spoko, na pewno znasz rozkład
szkoły, wszelkie przejścia, ulubione kryjówki Minho…
- Dobra, zrozumiałem. – Taemin naburmuszył
się i wydął usta. – Chciałem pomóc.
Key zaśmiał się serdecznie widząc uroczy wyraz
młodszego.
- Sorry, młody, nie obrażaj się. Już niedługo
będziesz śmigać tutaj jak motorynka. Mimo wszystko, to nie jest takie wielkie
liceum.
- Czemu wszyscy nazywacie mnie „młodym”! Jestem
tylko rok młodszy, jakbyście chcieli zauważyć!
- Tak się przyjęło i tak pozostanie. Amen. –
Kibum podniósł się z ławki i rozprostował nogi, jakby siedział na niej
przynajmniej dwa dni. – Idziesz?
- Gdzie? – spytał młodszy, przekrzywiając
lekko głowę.
- A nie wiem, przed siebie?
- Ćpałeś coś?
- Mam niedobór Minho, problem?
- A skąd! – Taemin szybko wstał i uśmiechnął
się szeroko. – Mogę cię wykorzystać?
- Zależy jak.
- Oprowadzisz mnie po szkole? Zajęcia raczej
się pokończyły, nie ma tłoku, a chciałbym przestać pytać co chwile, gdzie jest
dana sala.
- Luzik, arbuzik. Może po drodze natknę się
na tę nadętą żabę.
Rozmowa między nimi szła naprawdę gładko. Key
co chwila rzucał śmiesznymi komentarzami, Taemin dawno się tak szczerze nie
śmiał. Może to przeniesienie dobrze mu zrobi? Przynajmniej nie będzie wiecznie
ponury i przestanie przypominać cień człowieka tylko powróci do formy zwykłego
nastolatka.
Kibum miał rację. Szkoła mimo dużych
rozmiarów miała łatwy rozkład. To samo tyczyło się akademika. Jak wielkim
trzeba by było być idiotą, aby się tu pogubić? Co nie zmienia faktu, że Lee
Taemin do mądrych nie należał, no ale bez przesady… Chyba…
- Tu jest mój pokój, jakbyś potrzebował
pomocy, to przychodź od razu. Nie masz mojej komórki, prawda? – Key wskazał na
błękitne drzwi ze złotą klamka i uśmiechnął się ciepło.
- No nie mam, mógłbyś mi podać?
- Jasne. – Starszy bez pytania wyciągnął
telefon z kieszeni Lee.
- Ej! Może trochę prywatności, co?! – Taemin
oburzył się i zaczął walczyć o swoją własność.
- Bez przesady, młody. Patrz, nic nie
grzebię, tylko wpisuję numer. – Chłopak wcisnął odpowiednie liczby na ekranie,
wpisał nazwę kontaktu, po czym oddał komórkę właścicielowi. – Szukaj pod
„Wspaniały Key Hyung”, do zobaczenia!
- Ty! – Taemin nie zdążył nic więcej
powiedzieć, bo drzwi trzasnęły przed jego nosem, a za nimi zniknął jego
rozmówca. – Podły drań – prychnął pod nosem i schował urządzenie do kieszeni.
Nie wiedząc, co ze sobą dalej zrobić, powędrował do swojego pokoju. Gdyby
wcześniej wiedział, co zobaczy, pewnie za żadne skarby nie wszedłby do tamtego
pomieszczenia. Ba! Ominąłby je szerokim, ale to bardzo szerokim łukiem.
Chciał otworzyć drzwi, ale bezskutecznie walczył z klamką. Czyżby Jonghyuna nie było w pokoju? Może wyszedł gdzieś z Hye Ri? Bardzo prawdopodobna sytuacja.
Chciał otworzyć drzwi, ale bezskutecznie walczył z klamką. Czyżby Jonghyuna nie było w pokoju? Może wyszedł gdzieś z Hye Ri? Bardzo prawdopodobna sytuacja.
Westchnął ciężko i przeszukał kieszenie w
celu odnalezienia klucza. Gdy wreszcie mu się udało, włożył go do zamka i dumny
z siebie otworzył wrota. Chwilę później uśmiech zniknął z jego twarzy.
Jonghyun z nieznaną młodszemu blondynką
leżeli na łóżku Kima. Byli nadzy i bardzo blisko siebie, z rumieńcami na
twarzach i przyśpieszonymi oddechami podczas najbardziej intymnego aktu.
Taemin jeszcze nigdy tak szybko nie
zareagował. Trzasnął drzwiami i ruszył biegiem przed siebie. Zatrzymał się
dopiero przed wyjściem z akademika. Ukucnął w kącie i złapał się za głowę. Na
jego twarz wkradł się ogromny, szkarłatny rumieniec. Pierwszy raz zdarzyło mu
się taka zawstydzająca rzecz. W dodatku tam był jego współlokator! I jak
biedny, niewinny Taemin ma spać w tamtym pokoju?
Najbardziej przerażała go myśl, że
to wcale nie był pierwszy raz Jonghyuna. Teraz rozumiał słowa Kibuma. Ile
jeszcze jest takich dziewczyn? Nie brzydzą się siebie? Są aż tak żałosne i
spragnione? Niech znajdą sobie chłopaka, a nie! Zresztą ten Dino wcale nie jest
lepszy! Przecież to jest obrzydliwe, paskudne… Nie wyglądał na takiego.
Taemin czuł… zawód? Tak, dokładnie
tak. Nienawidził takich ludzi. Właściwie to nie rozumiał takich związków. Miał
nadzieję, że informacja, jaką otrzymał od Key, nie okaże się prawdą. Gdyby tak
było, ten dzień byłby za dobry dla niego. Zbyt dobry. Zawsze musi coś zdarzyć.
Zawsze. Czemu to on musi być ofiarą?!
- Co się stało młody? Wyglądasz
jakbyś zobaczył seksownego ducha. – Nawet nie zauważył, kiedy Onew do niego
podszedł i przykucnął obok. – Halo, ziemia do Lee Taemina! – Pomachał mu ręką
przed twarzą.
- Nic… Nic takiego… Po prostu nie
byłem naszykowany na taki widok… - odpowiedział, odgarniając dłoń znajomego.
- Widok? O co ci… - Jinki
przekrzywił głowę nie rozumiejąc. Po chwili pstryknął palcami, jakby wpadł na
jakiś genialny pomysł. – Wszedłeś do pokoju, prawda? – Taemin lekko pokiwał
głowę. – Ech, prosiłem go, aby skończył, bo zachowuje się jak idiota.
- Mógł mnie ktoś ostrzec… Key mi
niby coś powiedział, ale skąd mogłem wiedzieć, że to… ugh… - Na twarzy
młodszego znowu pojawiły się rumieńce. Na ten widok Onew wybuchł śmiechem.
- Wybacz, Jonghyun zapewne
zapomniał, że od wczoraj nie jest już sam. – Brunet podał rękę Taeminowi i
pomógł mu wstać.
- Czemu… Czemu on taki jest? On
kompletnie… Nie przypomina takiej osoby.
- Szczerze, to nie mamy pojęcia.
Zaczęło się jakoś… siedem miesięcy temu?
W wakacje mieliśmy wielkie, szkolne ognisko podczas biwaku, praktycznie
każdy się schlał i niewiele pamiętamy. Musiało wtedy coś się stać, bo Jonghyun
stopniowo się zmieniał. Jakoś we wrześniu zaczął ten cyrk w wypożyczalnego
faceta. Nie wiem, czemu to robi, ale jednego jestem pewien. On naprawdę taki
nie jest. Raz przyszła tu jego starsza siostra, skończyła to liceum dwa lata
wcześniej. Usłyszała od znajomych plotki, chciała sama z nim porozmawiać i zobaczyła
go… W dość intymnej sytuacji…
- Tak jak ja dzisiaj…
- Dokładnie. Wściekła się. Kazała mu
się ubrać. Zrobiła mu wielką awanturę. Chyba cały akademik słyszał. Nazwała go
totalnym idiotą, zarzucała brak odwagi. Pierwszy raz widziałem Sodam w takim
stanie. Jeszcze oberwał od niej z liścia, co kompletnie nas wszystkich
zszokowało. Powiedziała, że nie chce mieć takiego tchórzliwego brata, po czym
wyszła. Od tamtej pory się nie kontaktują.
- Chyba nie mieli zbyt dobrych
relacji, prawda? – Taemin zapytał ciekawy wszelkich informacji. Chciał
dowiedzieć się jak najwięcej. Nawet nie zauważył, kiedy przewodniczący
wyciągnął go na dziedziniec.
- Oni? Byli nierozłączni. Jonghyun
zawsze był zżyty z siostrą. Chronił ją, jak tylko mógł, choć sam jest od niej
dwa lata młodszy. Byli przykładem kochającego się rodzeństwa, złota relacja! To
dlatego wszyscy byli tak zszokowani ich kłótnią, ale nikt nie poruszył tego
tematu przy Jonghyunie.
- Rozmawialiście z nim? Może ktoś go
zranił albo spotkał kogoś… Musi być jakiś powód.
- Masz nas za takich debili? Jjong
jest dla nas jak brat. Key nie mógł tego znieść, kłócił się wiele razy, ale nic
nie osiągnął, on dalej robi swoje. Gdy tylko schodzimy na ten temat, zaczyna
nas ignorować i unikać. W końcu się poddaliśmy. Z Minho jeszcze to jakoś
trawimy, ale Kibumowi nie jest łatwo. Nieraz widzę, jak ma najnormalniej ochotę
wpieprzyć Jongowi, ale w ostatniej chwili się powstrzymuje. – Onew usiadł na
ławce. – Dobrze, że się przeniosłeś i masz z nim pokój. Może choć trochę się
opanuje, skoro ma współlokatora.
- Mam nadzieję… Już i tak ciężko
będzie mi spojrzeć w jego oczy po tym, co widziałem. Masakra. – Taemin
zrezygnowany opadł na ławkę i spojrzał w stronę akademika. – O! To ona! –
Wskazał na szczupłą blondynkę, wychodzącą z budynku. Zaraz za nią był blondyn.
Zanim się rozdzielili, Jonghyun przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował.
Taemina aż zemdliło. Onew spojrzał we wskazanym kierunku i sam się skrzywił.
Westchnął głęboko.
- Shin Yuri, stała klientka. – Jinki
podniósł się i poprawił swoje jeansy. – Jonghyun chyba chce z tobą pogadać,
idzie w naszą stronę.
Taemin spojrzał na niego nie
rozumiejąc, a potem na zbliżającą się sylwetę blondyna. Patrząc na niego… Czuł
obrzydzenie, wstręt. Tacy są najgorsi.
- Co tam u was? – Przywitał się z
uśmiechem, jakby w ogóle nic się nie stało. Taemin w to nie wierzył i nie
chciał wierzyć.
Onew już zamierzał odpowiedzieć na
pytanie blondyna, ale młodszy go wyprzedził.
- Brzydzę się tobą – powiedział
lodowatym tonem, po czym wyminął zszokowaną dwójkę. – Jesteś najgorszym
rodzajem faceta – dodał, a następnie skierował się w stronę budynku, który
niedawno opuściła blondynka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz